Opuszczamy Wardzię i ruszamy do ostatniego dziś celu podróży Bakuriani. Słuchamy się GPS, ale sprawdzamy też mapę. Nie wybieramy czerwonej kreski czyli International highway tylko następną w kolejności, ale zdecydowanie krótszą „ważną drogę krajową”. Droga okazała się przepiękna, musieliśmy pokonać szczyt góry (droga to miejscami kamień na kamieniu i doły). Podczas pokonywania gór, żadnych samochodów tylko jedna ciężarówka, a na szczycie stop. Kontrola paszportowa, spisywanie naszych danych, pytania skąd i gdzie jedziemy. Pół godziny postoju. Okazało się, że nasza droga przecina trasę ropociągu, strzeżonego przez wojsko. Po pól godzinie przepraszają nas, że musieliśmy czekać i ruszamy dalej. Widoki bajeczne, na zboczach kwitną dzikie rododendrony, po drodze mijamy kolejny ośrodek narciarski w budowie. Warto było trochę się potrząść w samochodzie.

Docieramy do Etalasi Hotel, gospodarze pytają się skąd przyjechaliśmy i dziwią się, że udało się nam przejechać tą drogą. Jeśli chodzi o hotel, to raczej wygląda jak prywatne pokoje, ale wszystko jest ok, każdy pokój z łazienką, duży hol i obfity posiłek.
Bakuriani to znany ośrodek narciarski (pierwotnie olimpijskie centrum szkoleniowe), położony w Bordżomskim wąwozie, otoczony potężnymi pasmami górskimi Kaukazu. Miejscowi nazywają to miejsce “Słoneczną Doliną”. Zerkamy na nieczynne poza sezonem obiekty narciarskie i miasteczko bez specjalnego zagłębiania się, naszym celem na dłuższe zwiedzanie jest Bordżomi.

Podróż, czerwiec 2014.
