W Livigno byłam dwanaście lat temu, ale tylko jeden dzień i to okazało się zbyt mało, żeby zachęcić mnie do powrotu w to miejsce.
Po tegorocznym pobycie zmieniłam zdanie i zrozumiałam co tak ciągnie naszych rodaków do Livigno, choć nie brakuje świetnych, alpejskich ośrodków narciarskich bliżej Polski, z lepszym dojazdem.

Dojazd
Najpopularniejszym sposobem dotarcia do Livigno jest samochód. Choć położenie miasta jest idealne, bo w regionie zimy obfitują w opady śniegu i wiele słonecznych dni, to z dojazdem w początkach istnienia ośrodka nie było tak komfortowo. Pomysł budowy dróg łączących Livigno z Bormio i Poschiavo pojawił się w grudniu 1887 roku, jednak prawdziwym przełomem okazało się otwarcie tunelu łączącego Livigno ze Szwajcarią. Sławny tunel Munt la Schera o długości 3,4 km został zbudowany w 1965 roku, jego przeznaczeniem był transport materiałów niezbędnych do budowy tamy w dolinie rzeki Spöl, nic więc dziwnego, że jest wąski, trochę klaustrofobiczny, a ruch w dwie strony odbywa się wahadłowo. Po zakończeniu budowy tamy, w 1971 roku, tunel udostępniono do użytku publicznego i w ten sposób ułatwiono komunikację.
Do Livigno można dojechać od strony Bprmio, ale nie zimą, często przełęcze przez które trzeba jechać są zamknięte. Ponieważ ruch przez tunel jest wahadłowy, warto znać godziny otwarcia w daną stronę, bilety można kupić wcześniej przez internet. Niezbędne informacje znajdziecie na stronie tunelu lub Livigno.
Ponieważ Livigno jest strefą wolnocłową, co dla zagranicznych turystów jest dodatkową atrakcją, jest to też ważna informacja dla kierowców. Cena paliwa w Livigno oidczas naszego pobytu była o 1€ mniejsza niż w Niemczech, Austrii czy Włoszech.
Warunki narciarskie i atrakcje
W Livigno klimat dla narciarstwa jest idealny, zimny i suchy. Ośrodek narciarski oferuje 115 km tras i 33 wyciągi. Trasy zjazdowe rozciągają się po obu stronach doliny na Mottolino i Carosello i to jest chyba jedyny minus tego ośrodka, że nie są połączone.


W Livigno jest łącznie 12 trudnych tras oznaczonych kolorem czarnym. Przeznaczone są dla doświadczonych narciarzy (wiadomo), najdłuższa z nich i najwyżej położona “Scoiattolo” (2700) stanowi prawdziwe wyzwanie.
Średnio doświadczeni narciarze mają do dyspozycji 37 tras czerwonych, ale są tak szerokie, że jazda po nich to prawdziwa przyjemność. Dla początkujących przygotowano 29 tras niebieskich. Bardzo dużo fanów białego szaleństwa jeździ tu poza trasami, ale wydają się one bezpieczne, bo bez skał i drzew.

Poza tym znajdziemy tu 4 snowparki o różnym stopniu trudności z halfpipem, skoczniami, railami i boardercross’em, narciarze i snowboardziści lubiący takie wzywania (nie brakuje ich) mają tu raj.

Do tego dochodzi 40 km tras biegowych, które mają swój początek w sercu doliny, a że warunki są idealne, narciarzy biegowych nie brakuje.
Jakby tych atrakcji było za mało, to miasto oferuje 2 lodowiska, tor saneczkowy, ściankę wspinaczkową, kręgle, bilard, centrum z basenami i spa, przejażdżki konne, quady, skutery, a dla pieszych nie brakuje pięknych tras spacerowych.
Wspomnę jeszcze o atrakcji dla fanów lotnictwa, otóż gdy wjedziemy gondolką na Mottolino i zjeżdżając niebieską trasą do krzesełek odbijemy na początku w lewo, to po chwili zobaczymy wrak samolotu, który można obejrzeć z bliska, a nawet zasiąść za sterami, no i oczywiście zrobić sobie przy nim zdjęcie Jest to lekki samolot szturmowy Fiat G.91R/1 „Gina”, przy czym ten egzemplarz jest wersją treningową, dwumiejscową. Służył we włoskich siłach zbrojnych od 1958 aż do 1995 roku.

Jak w każdym ośrodku narciarskim tak i w Livigno istnieje system skibusów, które dowiozą nas na stok. Ponieważ w mieście jest sporo ulic jednokierunkowych, większość z autobusów ma trasę okrężną. Można skorzystać też z szybkich linii, które dowiozą nas z obszaru narciarskiego z jednej stronie doliny na drugą.
Parkingi w centrum miasta są płatne, ale przy samych wyciągach są darmowe.
Szkółki narciarskie
Ponieważ wyjazd spędziłam z wnukami, to parę słów o polskich szkółkach narciarskich. W Livigno było ich trzy, my skorzystaliśmy z oferty Jafi Sport. To nie był pierwszy sezon, kiedy korzystaliśmy ze szkółek narciarskich, ale w tym roku byłam pod dużym wrażeniem. Nie tylko ze względu na samą naukę jazdy na nartach, ale też codziennych atrakcji dla dzieci i ich rodziców po skończonym szkoleniu. Po raz pierwszy polecam szkółkę, po paru narciarskich sezonach wnuków, a to po prostu znaczy, że naprawdę byliśmy zadowoleni.

Skipassy
Ceny skipassów na ten sezon znajdziecie TUTAJ. Livigno znane jest też z okresów, gdy obowiązuje Skipass Free: w grudniu przed Bożym Narodzeniem i na zakończenie sezonu w kwietniu (dokładne terminy należy co roku sprawdzić na stronie http://www.skipasslivigno.com).
Après-ski i jedzenie
Miejsc, żeby zrelaksować się po nartach jest w Livigno bez liku. Nie będę wymieniać z nazw barów i pubów Après-ski tych znanych (lub mniej znanych), bo łatwo je poznać po ilości gości.

Znajdziemy tu też wiele restauracji w tym z gwiazdką lub rekomendacją Michelina jak na przykład restauracja Kosmo mieszcząca się w stacji gondolki Mottolino.

W słonecznie dni narciarze i nie tylko, najbardziej oblegają tarasy usytuowane przy restauracjach, aby ogrzać się w zimowych, ale jakże ciepłych promieniach słonecznych i podziwiać piękno ośnieżonych gór lub po prostu usiąść gdzieś na szczycie i cieszyć się chwilą.

Jeśli chodzi o regionalne potrawy to polecam Pizzoccheri. Niech Was nie zmyli nazwa, to nie ma nic wspólnego z pizzą. Termin wziął się od jednego z głównych składników czyli makaronu gryczanego, po włosku zwanego pizzoccheri. To danie z makaronu, kapusty, ziemniaków i sera, którego smak jest niezwykle oryginalny (choć z wyglądu takie sobie) jest pyszne.
Warto tez spróbować bresaoli, podobna ta z Livigno nie dość, że najtańsza to i najdelikatniejsza. Bresaola to długo dojrzewająca wędlina z ligawy wołowej, marynowanej w czerwonym winie i przyprawach, która następnie dojrzewa przez minimum 5 tygodni.
Chciałabym jeszcze wspomnieć o bombardino, zimowym koktajlu, który poznałam pierwszy raz będąc lata temu we Włoszech na nartach. Dopiero przyjeżdżając do Livigno dowiedziałam się, że jest to miejsce gdzie go wymyślono. No i oczywiście już na wstępie przeczytałam dwie odmienne (choć podobne) historie jego powstania. Wymyślił go w latach 70. młody mężczyzna z Genui, aby nie dać się mroźnym temperaturom panującym w górach. W drugiej wersji jest dziełem czwórki przyjaciół , którzy zrobili to w Refugio Mottolino w 1974 roku. Mówi się, że pierwszy szczęśliwy degustator wykrzyknął: „Cholera! To bombarda!” w ten sposób nadając napojowi oficjalną nazwę, za to w drugiej wersji po wypiciu dwóch Bombardini, stajesz się Bombardato! Koktajl podawany jest na ciepło i składa się z mleka, brandy (lub whisky) oraz ajerkoniaku. Ja najlepiej lubię wersję z espresso zwaną calimero. W Livigno bombardino podawane jest w szklance, a nie jak w innych rejonach filiżance. Po prostu duża bomba.

Miasteczko
Livigno to bardzo urokliwa miejscowość z typowymi dla tego regionu drewnianymi domami zwanymi Tee, któremu poświęciłam oddzielny WPIS.

Miasto leży na wysokości 1816 m, w długiej na 14 kilometrów dolinie między szwajcarską doliną Engadin i włoską Alta Valtellina.

To co przyciąga turystów do Livigno, to nie tylko narty ale też słynna strefa wolnocłowa. Przywileje handlowe Livigno po raz pierwszy nadał Napoleon (1805r.), głównie ze względu na położenie geograficzne miasto otrzymało ulgi podatkowe, którymi możemy cieszyć się do dziś.
W Livigno na pewno nikt nie będzie narzekał na nudę i brak atrakcji, poza tym czuć, że Włosi traktują nas bardzo przyjaźnie, w wielu knajpach menu jest w języku polskim.
Podróż, luty 2024
