Belgia

Limburgia – rowerem przez środek jeziora, a może w koronach drzew ?

Na rowerową przygodę na Bornholmie czekałam 30 lat, na rowerowy wypad do belgijskiej Limburgii tylko dwa miesiące. Znalazłam w Internecie informację o tym niezwykłym miejscu, które zyskało międzynarodową sławę w 2018 roku, trafiając na listę 100 najciekawszych miejsc według magazynu „Time” trzeba więc było je poznać osobiście i to jak najszybciej.

Zacznę jednak nie od atrakcji, które biją rekordy popularności, ale od opisu Limburgii położonej godzinę jazdy samochodem od Brukseli i tego co oferuje miłośnikom dwóch kółek.

Dojazd i zakwaterowanie

Do Limburgii (Flandria) dojeżdżamy samochodem, inny dostępny środek komunikacji to pociąg, autobus lub samolot (lotniska w Brukseli lub Liege). Z wypożyczeniem roweru na miejscu nie ma problemów. System wypożyczalni jest dobrze rozwinięty.

Nocleg można zamówić przez ogólnie dostępne portale internetowe, ale można też skorzystać z rekomendacji umieszczonych na stronie LIMBURGII.

Trasy i system węzłów rowerowych knooppunten

Belgia ma jedną z najbardziej rozwiniętych sieci ścieżek rowerowych na świecie. Szczególnie Flandria jest rajem dla rowerzystów, znajdziemy tu ok 2200 km tras dedykowanych miłośnikom dwóch kółek. Przed wyjazdem lub na miejscu warto zaopatrzyć się w mapę rowerową Limburgii z dołączoną broszurką, dzięki której można łatwo zaplanować nie tylko przejażdżkę rowerową, ale też przerwę w przyjaznej rowerzystom kawiarni lub miejscu piknikowym, znaleźć nocleg, wypożyczalnię rowerów, miejsca warte obejrzenia, atrakcje (których nie wolno przegapić) czyli wszystkie potrzebne informacje. Cena broszury z mapą to 9,50 €, można ją kupić w centrach informacyjnych lub online. Szczegółowe informacje znajdziecie TUTAJ.

Knooppunten

Mapa to jest nasz must-have żeby zaplanować trasę, w oparciu o knooppunten. Pomysłodawcą knooppunten, czyli systemu skrzyżowań oznaczonych numerami jest  belgijski inżynier górnictwa Hugo Bollenowi. Znaczy to, że na niebieskich znakach drogowych nie ma numeru trasy (pierwszego dnia nas to bardzo zmyliło) jest numer węzła. Jeździmy od skrzyżowania do skrzyżowania. Okazało się to niezwykle wygodne. Na mapie są podane kilometry między poszczególnymi węzłami, więc jest niezwykle prosto zaplanować sobie trasę z konkretną liczbą kilometrów. Jeśli mamy ciągle siły, możemy bez problemu dołożyć sobie kolejną pętelkę.

Nie musimy wyciągać mapy czy korzystać z aplikacji, możemy zapisać sobie na karteczce kolejne numery węzłów, do których chcemy dotrzeć i ruszać w drogę. We wspomnianej mapie jest dostępnych 10 gotowych pętli rowerowych z największymi atrakcjami, ale uwierzcie mi zaplanować trasę samemu (po niderlandzku fietssnelwegen) to przy pomocy tej mapy jest i łatwe, i bardzo przyjemne.

Trasy rowerowe

Jakość ścieżek jest świetna, nie tylko tych stricte dla rowerzystów z dala od pojazdów mechanicznych, ale też tych przebiegających przez niezwykle urocze miasteczka, które w większości są jednokierunkowe (tzn. jedziemy tak jak samochody, ścieżki są po obu stronach jezdni).

Niech o świetnym utrzymaniu tras rowerowych świadczy fakt, że mój 8 letni wnuk, na swoim małym (20 calowe koła) rowerku pierwszego dnia zrobił 50,5 km, a w kolejnych niewiele mniej.

Przejazd przez miejscowości z domkami o bardzo nowoczesnej i tradycyjnej architekturze, „połączonych” ceglaną fasadą zostanie mi w pamięci na długo, tu wszystko do siebie pasuje, a zadbane ogródki jeszcze potęgują moje zachwyty. Tak więc nieważne czy to największe atrakcje rowerowe Limburgii, czy zwykłe miasteczka i tereny zielone jeździ się tu wspaniale.

Byliśmy w Limburgii w drugiej połowie lipca, a więc pełnia sezonu, obawiałam się tłumu, bo region ten odwiedza 2 miliony rowerzystów rocznie, ale ponad 2000 km tras robi swoje, było jednak bardzo przyjemnie, nawet przy największych atrakcjach większy ruch (ale bez przesady) następował falami.

Naszą bazą wypadową był apartament w miejscowości Zonhoven, skąd do najsłynniejszego miejsca dzieliło nas tylko 4 km.

Pierwsza trasa (50,5 km) z największą atrakcją, drogą rowerową przez jezioro “Cycling Through Water”

Droga rowerowa Cycling Through Water w parku Bokrijk, a konkretnie w rezerwacie przyrody De Wijers, otwarta w 2016 roku szybko zyskała międzynarodową sławę, trafiając w 2018 roku na listę 100 najciekawszych miejsc według magazynu “Time”.

Okrzyknięta została jedną z najbardziej niezwykłych ścieżek rowerowych na świecie, ponieważ wiedzie przez środek jeziora, poniżej jego tafli. Architekci z BuroLandschap chcieli jak najmniej ingerować w naturę. Nie zdecydowali się więc na budowę mostu ani kładki nad jeziorem, ale zaproponowali poprowadzenie ścieżki poniżej poziomu tafli wody.

Ścieżka nie jest zbyt długa bo ma 212 metrów długości i 3 metry szerokości, jej ściany sięgają około 160 cm, co oznacza, że jadąc na rowerze, ma się wodę na wysokości oczu po obu stronach. Została zbudowana na palach, aby nie zakłócać ekosystemu, a jej powierzchnia pokryta jest antypoślizgowymi płytkami dla bezpieczeństwa.

Przejazd ścieżką to prawdziwa przyjemność, szczególnie gdy pokropi deszcz, wtedy jadąc przez jezioro czuje się zapach wody, to niesamowite odczucie. Mój wnuk jeździł nią parę razy, tak mu się spodobało. Obserwacja z boku i patrzenie na głowy wychylające się z wody to też fajny, niecodzienny obraz.

“Cycling Through Water” to element rozległej sieci tras rowerowych, więc ruszamy dalej, aby odkrywać belgijską Limburgię. Jedziemy w stronę węzła 243 (choć jeszcze wtedy myśleliśmy, że to numer trasy). Mijamy kolejne stawy wszak to kraina 101 stawów, naszym celem jest skrzyżowanie 98 położone nad Kanałem Alberta.

Pierwszego dnia trochę krążymy więc wracamy kawałek tą samą drogą, aby zatrzymać się w Bar Jozef na małą przekąskę.

Jedzenie nic szczególnego, piwo belgijskie świetne, samo miejsce jest niesamowite, niestety nie dowiedziałam się, co kiedyś mieściło się w tych budynkach i jak są stare.

Dalsza trasa prowadzi przy posiadłości Domain Kiewit. Dzieci znajda tam mini zoo, las zabaw i pełne przygód ścieżki. Starsi mogą odetchnąć w pięciu ogrodach lub posilić się w Tawerna Koe-Vert, kładącej nacisk na produkty ekologiczne i lokalne.

My jednak ruszamy dalej na naszych rowerkach, mijamy urocze wioski, przejeżdżamy na druga stronę kanału Alberta i docieramy do Opactwa Herkenrode w Hasselt. Opactwo Herkenrode położone jest na terenie imponującej posiadłości (wielkość robi wrażenie) z ponad 800-letnią historią. Można tu spacerować, jeździć na rowerze i zwiedzać.

Od momentu założenia na początku XIII wieku, opactwo Herkenrode było oazą dla przedsiębiorczych zakonnic. Cysterki zbudowały to opactwo jak prawdziwe przedsiębiorczynie i menedżerki. Stało się ono popularnym miejscem pielgrzymek i potęgą gospodarczą, dysponującą rozległymi terenami. Dla niektórych zbyt światowe, ale to nie szkodzi bo te silne kobiety do dziś pozostają dla wielu źródłem inspiracji.

Po wejściu do środka moja uwagę przyciągają popiersia jednorożców, nic dziwnego bo opactwo ma je w swoim herbie. Nosorożec to mityczne stworzenie, skrzyżowanie konia i kozy z lwim ogonem z pojedynczym rogiem na czole. W symbolice chrześcijańskiej jednorożec jest symbolem samego Jezusa, w herbach rodzinnych symbolizuje odwagę i siłę, natomiast w herbie opactwa odnosi się do dziewictwa i czystości.

Ostatnia atrakcją tego dnia jest wieża widokowa De Wijers w rezerwacie przyrody De Wijers. 15-metrowa wieża widokowa w stawach Bolderdal jest częściowo zanurzona w wodzie i oferuje widok na setki stawów.

Nasza planowana na bieżąco trasa wyniosła 50,5 km (łącznie z dojazdem z apartamentu do ścieżek rowerowych), okazała się niezwykle interesująca, a przebiegała w następujący sposób: podaję numery węzłów, na które się kierowaliśmy  92, 243, 98, 243,, 91, 95, 237, 94, 93, 301, 300, 305.

Druga trasa (42 km) ze ścieżką w koronach drzew „Cycling through the Trees”

Ponieważ chcieliśmy podczas tego pierwszego pobytu w Limburgii zobaczyć jej największe atrakcje, drugiego dnia podjeżdżamy samochodem do miejscowości Hechler- Eksel gdzie zatrzymujemy się na parkingu (P16) przy DeBip Kaffee, skąd ruszamy w kierunku ścieżki w koronach drzew.

Po drodze zatrzymujemy się przy rzeźbie „De Boom In” autorstwa Willa Beckersa, artysty land artu. Land art, znany również jako sztuka ziemi, to kierunek w sztuce współczesnej, w którym dzieła są tworzone w naturalnym krajobrazie, często z wykorzystaniem materiałów organicznych jak ziemia, kamienie, piasek czy drewno.

Dla mnie ta wiklinowa rzeźba to był od pierwszego spojrzenia ogromny ślimak i okazało się, że trochę się pomyliłam. Zamierzenie autora było trochę inne.

Ta pleciona rzeźba będzie rosnąć między drzewami, przybierając kształt przypominający zwierzę. Powiększenie kształtu gniazda do ogromnych rozmiarów stworzy efekt alienacji rzeźby i jej otoczenia. Pomiędzy drzewami pojawi się organiczna gra linii, wzdłuż której dzieło będzie meandrować. Rzeźba „wrastająca w drzewo” stanie  się w ten sposób latarnią morską w miejscu, z którego rozchodzi się wiele ścieżek. Gatunek wierzby został spleciony w specjalny, skręcony sposób. Nadaje to rzeźbie piękny ruch, gdy „wrasta w drzewo”.

Od eko rzeźby dzielni nas niewielki odcinek (węzeł 272) do Cycling through the Trees w Parku Narodowym Bosland.

Ścieżka rowerowa została otwarta w czerwcu 2019 roku i zabiera nas w „wyższe sfery”. Pokonujemy podwójne koło aż  do wierzchołków drzew na wysokość do dziesięciu metrów. Łączna długość ścieżki rowerowej wynosi 700 metrów, jest również dostępna dla spacerowiczów.

Konstrukcja kładki, czyli słupy ze stali corten rozmieszczone są w różnych odstępach, wynoszących 1, 2 i 3 metry, symbolizując proste pnie jodeł, aby zapewnić idealne dopasowanie do otoczenia. Las Pijnven składa się głównie z drzew iglastych, posadzonych na początku ubiegłego wieku w celu pozyskiwania drewna na potrzeby przemysłu wydobywczego. Ponieważ kopalnie zostały zamknięte, drzewa te nigdy nie zostały wycięte. Atrakcja jest na tyle fajna, że wnuk parę razy doświadczył tej przyjemności.

Wyprawę kontynuujemy jadąc do węzła 255, po drodze mijamy „oddział” konny i pojazdy wojskowe, co nie powinno dziwić, bo w okolicy znajduje się bardzo dużo terenów wojskowych.

Dojeżdżamy do Deutscher Soldatenfriedhof Lommel, (niemiecki cmentarz wojenny w Lommel). Jest to największy niemiecki cmentarz wojskowy w Europie Zachodniej poza granicami Niemiec.

Teren ma 16 ha i pochowano tu ponad 39 000 żołnierzy z II wojny światowej. Od 1946 roku, kiedy rząd belgijski rozpoczął budowę cmentarza, pochowano tu wszystkich niemieckich żołnierzy z II wojny światowej, którzy znaleźli się na terytorium Belgii. Dodatkowo, 483 żołnierzy z I wojny światowej pochodzi z cmentarza żołnierskiego w Leopolsburgu. Cmentarz robi ogromne wrażenie powierzchnią, ilości krzyży i usytuowaniem.

Nasza dalsza trasa prowadzi nad kanałem Beverlo, sama przyjemność patrzeć na wodę i porastające ją lilie. Przejeżdżamy obok Mariny De Blauwe Reiger (BRYAC lub w pełnej nazwie Blauwe Reiger Yacht Club) w wiosce Kerkhoven. Jak na szczyt sezonu to w marinie panuje przyjemny spokój.

Ta pętla rowerowa (42 km)  była zdecydowanie inna, mało przejazdów przez wioski, przy ścieżkach sporo miejsc do piknikowania. Przebiegała przez skrzyżowania: 515, 258, 257, 255,264,552,266,275, 272, 257, 258, 515.

Trzecia trasa (38 km) – rowerem przez wrzosowiska i pływający mostem miedzy hałdami

Kolejnego dnia znowu wsiadamy w samochód, aby zobaczyć pozostałe atrakcje regionu. Parkujemy na parkingu (P2) As Station (miejscowość As) skąd rozpoczynamy kolejna przygodę.

Przejeżdżamy mostem nad autostradę i przecinamy miasteczko Grote Heide, wjeżdżamy do lasu i zaczyna nieźle padać. Przez poprzednie dni pogoda była dla nas bardzo łaskawa, niewiele deszczu, za to sporo słońca zza chmur. Niestety tak jak w pozostałych dniach na trasach nie ma wiat, miejsca piknikowe są niezadaszone. Korony drzew nie są zbyt szczelne i cali jesteśmy mokrzy, a to dopiero początek trasy. Ratuje nas ciepło i słońce, ubrania powoli schną, a chłodu nie czuć.

Jeszcze mży, a my wjeżdżamy na piękny drewniany wiadukt, skąd trasa prowadzi przez wrzosowiska Parku Narodowego Hoge Kempen. W tym pierwszym parku narodowym Flandrii rozległe lasy sosnowe przeplatają się z bezkresnymi krajobrazami wrzosowisk zajmujących 700 hektarów, co czyni je jednym z największych obszarów wrzosowisk we Flandrii.

Z wrzosowisk udajemy się do Eisden dzielnicy Maasmechelen, gdzie nie mogę sobie odmówić zrobienia kilku zdjęć miejscowych posiadłości i kościoła Św. Barbary.

Sint-Barbarakerk  został zbudowany na zlecenie firmy górniczej, a jego projektantem był architekt Auguste Van Nieuwenborg z Uccle. Jest on poświęcony świętej Barbarze, patronce górników. Kościół został wzniesiony w stylu neogotyckim, ma 56 metrów długości i 53-metrową wieżę. Czerwone i niebieskie wstawki w pięknych witrażach nawiązują do czerwonego i niebieskiego witrażu katedry w Chartres. Kościół św. Barbary jest dostępny tylko podczas Eucharystii lub z przewodnikiem, a więc podziwiamy go tylko z zewnątrz.

Kościół górników informuje nas, że zbliżamy się do terenów kopalnianych. Okoliczny teren przekształcono w kurort turystyczny Terhills, gdzie każdy może zaznać bliskości natury.

Najpierw naszym oczom ukazuje się dawny Zamek Węglowy przekształcony w Hotel Terhills Maasmechelen) w 2015 roku. Związek hotelu Terhills z przemysłową przeszłością jest nie do pomylenia, wewnątrz pozostawiono wiele elementów przypominających o wydobywaniu węgla np. zapadnięte schody, a sala śniadaniowa hotelu została zaprojektowana w hołdzie wystrojowi wnętrz domków górniczych. Imponująca barokowa architektura i symetryczny ogród ukazują bogactwo przeszłości górnictwa węglowego, zaskakując kunsztownie przyciętymi żywopłotami i szumem fontanny.

Ogromne wieże szybowe obok Hotelu Terhills przypominają o pracach wykonywanych tu pod ziemią. Szyb dawnej kopalni Eisden to atrakcja, której nie można przegapić. Można wejść po schodach na wysokość 24 metrów, a nagrodą za to będzie niepowtarzalny widok na okolicę. Na parterze, dzięki wystawie zdjęć, poznamy przeszłość kopalni. Wstęp bezpłatny.

Mijamy hotel, szyby i dojeżdżamy do turystyczno-rekreacyjnego ośrodka Terhills. W 2011 roku 219 hektarów terenów przemysłowych zostało przekształconych w tereny przyrodnicze (100 ha) i rekreacyjne (119 ha). Staw Vulex został odpowiednio wypełniony, tworząc park linowy Terhills Cablepark: tutaj można bezpiecznie i przyjemnie jeździć na wakeboardzie lub nartach wodnych.

Mijamy ośrodek wypoczynkowy i naszym oczom ukazuje się Cycling between the Mine Terrils (Jazda rowerem wśród hałd)

Wjeżdżamy na 380-metrowy pływający most pontonowy  (tuż nad taflą wody) wiszący między dwoma kultowymi hałdami żużla na granicy Eisden i Lanklaar. Jazda z widokiem na lśniącą wodę i zielone hałdy żużla w Parku Narodowym Hoge Kempen jest wyjątkowa.

Wracamy na parking, przy którym w budynku dawnej stacji kolejowej znajduje się Brasserie ‘t Stasjon, fajny plac zabaw dla dzieci i stare wagony, które wzięli w swoje ręce artyści street artu.

Tradycyjnie na zakończenie opisu pętli podaję docelowe skrzyżowania: 41, 565, 535, 534, 251, 252, 550, 551, 60, 502, 565, 41.

Trasy rowerowe Limburgii są wspaniałe, to jest miejsce do którego nie tylko chciałabym wrócić, ja tu wrócę na 100%.

P.S. Rowerów nikt nie zabezpieczał łańcuchami itp. rzeczami, czy na trasach rowerowych, czy przed sklepem w mieście. Co prawda na parkingu w As, pan nas ostrzegał, że kradną bagażniki rowerowe i sam schował swój do samochodu, my zdecydowaliśmy się nasz zostawić i na szczęście był na miejscu po zakończeniu trasy.

Podróż, lipiec 2025.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *