Spędziłam w Nałęczowie uroczą niedzielę i to było wystarczające, żeby docenić urok tego miasteczka i chcieć wrócić po więcej.
Ciekawa architektura, zróżnicowana natura (woda, lasy, wąwozy, pola po horyzont, a jak koś pragnął gór, to i wzgórza się znalazły), a także klimat uzdrowiska przyciągał na krócej lub dłużej wielu znanych twórców. Gościli i tworzyli tu Bolesław Prus, Stefan Żeromski, Henryk Sienkiewicz, Ewa Szelburg-Zarembina, Zofia Nałkowska.
Park Zdrojowy
Spacer zaczynamy od centrum uzdrowiska, czyli od Parku Zdrojowego. Wśród pięknej zieleni znajdziemy sanatoryjne budynki o wyjątkowej urodzie.

Pałac Małachowskich, mieszczący muzeum Bolesława Prusa (teraz w remoncie), jest jednym z głównych budynków, którego pierwszymi właścicielami jak sama nazwa wskazuje był ród Małachowskich. To oni dali początek uzdrowisku Nałęczów, doceniając lecznicze właściwości występujących tu wód mineralnych.

Pierwszy zakład leczniczy zwany Starymi Łazienkami otwarto w 1831 roku. W budynku urządzono 25 kabin wyposażonych w drewniane wanny. Musiało być komfortowo, skoro łazienki przyciągały gości z dalekiej Rosji.

Zanim zatrzymamy się na kawę i coś słodkiego w Domu Zdrojowym, zachodzimy do połączonej z nim Palmiarni (wstęp 5 zł), gdzie oprócz palm znajdziemy fontannę i dwa krany, podające wodę ze Źródeł Miłości i Barbary.

Nieopodal Domu Zdrojowego znajduje się Aleja Kolarstwa Polskiego (moim zdaniem nazwa trochę na wyrost). Na niewielkiej przestrzeni oprócz tabliczek znanych polskich kolarzy (Czesław Lang, Ryszard Szurkowski i inni) znajduje się model roweru, którym lubił jeździć po Nałęczowie jego częsty bywalec, Bolesław Prus. Pisarz, będący miłośnikiem rowerowych przejażdżek, był też współzałożycielem Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów.

Nad parkowym stawem, usytuowane jest Sanatorium Książę Józef. Imponującemu budynkowi uroku dodają werandy i piękne położenie z widokiem między innymi na staw z wyspą miłości. Hmm, nie jestem bywalczynią uzdrowisk, ale te miłosne nazwy bardzo mi pasują do sanatoryjnych opowieści. Po głębszym zastanowieniu uważam nawet, że do Nałęczowa pasują wyjątkowo, bo jest to jedyne uzdrowisko w całym kraju, które posiada profil tylko kardiologiczny. Dobroczynny wpływ na choroby serca ma klimat, który panuje w całej okolicy.

Temperatura powietrza to 30 oC, ale spacer w cieniu pachnących lip, w „miłosnym” klimacie, przy lekkim wietrzyku jest wyjątkowo przyjemny.


Marzeniem ostatniego właściciela, Nałęczów miał być miastem-ogrodem otoczonym zielenią z willami o wyjątkowej architekturze. Spacerując po mieście widać, że ten zamysł udało się zrealizować. Działki i budynki przy ulicy 1 Maja mają dla mnie klimat podwarszawskiego Konstancina.

Wille
Historie powstania willi i ludzi, którzy je odwiedzali i zamieszkiwali są wyjątkowe. Przykładem niech będzie willa Gioia (po włosku radość), wzniesiona w 1927 roku, której projekt był inspirowany rzymską Villę Madama, zaprojektowaną przez Rafaela. Willa została oddana w posagu Jadwidze Salkowskiej, późniejszej żonie Józefa Becka mianowanego przez Marszałka Józefa Piłsudskiego I ministrem spraw zagranicznych. Bywała tu też Ewa Szelburg -Zarembina. Obecnie budynek jest w rękach prywatnych.

W leżącej naprzeciwko willi Uciecha zbudowanej w latach 1903 – 1907, w roku 1955 przebywał Bolesław Bierut. W 2005 roku budynek odnowiła Magda Gessler tworząc w nim pensjonat i restaurację, niestety nie przetrwały do dnia dzisiejszego. W 2018 roku miasto sprzedało willę prywatnemu właścicielowi, który obecnie prowadzi remont.

Nałęczowskie wzgórza
Zupełnie inny charakter mają domy usytuowane wzdłuż ulicy Armatnia Góra. Gro to są domy drewniane, poczynając od Borowianki, którą na początku XX wieku wybudował Borowski.

W niedalekiej odległości zwraca uwagę pałacyk zbudowany w stylu włoskim w 1893 roku, nazwany Ukraina“. Właścicielami byli ludzie z kręgu szlachty kresowej. Po II wojnie światowej “Ukrainę” przejął Urząd Pocztowy i Fundusz Wczasów Pracowniczych następnie Telekomunikacja Polska. Po zlikwidowaniu placówki TP “Ukraina” została wydzierżawiona i urządzono w niej hotel.

Obok willi “Ukraina” usytuowania jest drewniana, piętrowa, willa w stylu szwajcarskim o nazwie Oktawia. Zbudował ja lekarz i dyrektor Zakładu Leczniczego- Konrad Chmielewski z żoną Oktawią, W willi tej w pewnych okresach mieszkał Stefan Żeromski, ożeniony z córką Oktawii Chmielewskiej z jej pierwszego małżeństwa, notabene również Oktawią.

Kolejna drewniana willa, w stylu szwajcarskim Podgórze jest wyjątkowo okazała. Czterem bryłom o różnej wysokości uroku dodają werandy i piękne zdobienia roślinne. Zbudował ją w latach 80 XIX wieku Sybirak i ziemianin z Litwy Aleksander Oskierko, który sprzedał ją doktorowi Karolowi Benniemu. Za czasów Benniego był tu pensjonat, gdzie bywał Bolesław Prus, Antoni Odyniec, Ewa Szelburg-Zarembina i Henryk Sienkiewicz, a także Jan i Mieczysław Karłowiczowie.

Obok “Podgórza” żona doktora Benniego ufundowała w 1917 r. kaplicę w stylu zakopiańskim, pod wezwaniem św. Karola Boromeusza, patrona chorych. Kaplica dedykowana kuracjuszom służy też mieszkańcom Nałęczowa mieszkającym w pobliżu.

Na szczycie Armatniej Góry usytuowany jest niewielki, drewniany domek w stylu góralskim będący pracownią Stefana Żeromskiego, wybudowany w 1905 roku dzięki honorarium za „Popioły”. W 1928 roku w Chacie Żeromskiego jego żona Oktawia otworzyła muzeum, funkcjonujące do dziś.


Po drugiej stronie ulicy, za Parkiem Zdrojowym zwraca uwagę murowana willa Wołyń z drewnianymi elementami, zbudowana na przełomie XIX i XX wieku dla hrabiny Marii Krasickiej z Wołynia. Przez pewien okres działała tu czytelnia i szkoła.

Spacer tylko jedna ulicą dostarcza tylu wrażeń, niestety mój wniosek jest taki, że poza paroma budynkami, wiele willi wymaga gruntownej renowacji, czyli dużego wkładu pieniędzy. Odnowione byłyby po prostu cudne.
Na nałęczowskich wzgórzach takich architektonicznych perełek o niezwykłej historii jest jeszcze sporo, a przy okazji spaceru można skręcić do wąwozu, których też nie brakuje w uzdrowisku. Ta różnorodność powoduje, że choć w niedzielę było sporo weekendowych gości to nie odczuwało się tłoku.
Skoro w tytule wpisu jest nie tylko sam Nałęczów, ale i okolice, to na koniec jeszcze parę słów o miejscu stworzonym 10 lat temu, czyli o Eko Resorcie Łubinowe Wzgórze.

To miejsce na wypoczynek, ale też pyszny obiad w restauracji Niebo i Las, o której właściciel mówi, że las symbolizuje naturalne produkty i wzmacnia, a niebo kojarzy się z rozkoszą. Jedzenie jest pyszne, obsługa niezwykle miła, zainteresowana klientem.



Po posiłku warto pójść powyżej budynków, na trasy spacerowe. Uprawy porzeczki na wzgórzach przypominają mi winnice. Owoc choć jeszcze kwaśny daje przedsmak wybornych przetworów.

Krajobraz jest sielankowy, kwitnące łąki, wzgórza, uprawy chmielu w oddali, po prostu bajka.



No i jak nie mieć w planach powrotu na Nałęczowa, skoro tu tak pięknie.
Podróż, lipiec 2020.
