Dubaj słynie z luksusu, niezwykłych wieżowców, futurystycznych budowli, można by wymieniać długo, ale nie dotarcie do miejsca gdzie narodziło się miasto, to jakby nie poznać go, jakby w nim nie być, tym bardziej, że są to miejsca niezwykle interesujące i nie mniej fotogeniczne niż nowa część miasta.
Handlowo-portowe korzenie miasta wywodzą się z dzielnic Al Fahidi oraz Deira rozdzielonych wodami kanału, które popadły w zapomnienie aż do 2015 roku, kiedy to zadecydowano (na szczęście) o ich renowacji.

Dzielnica Al Fahidi
Dzielnica Al Fahidi jest częścią obszaru Bur Dubai, położona wzdłuż zatoki Dubai Creek jest ważnym miejscem o znaczeniu historycznym, w którym zachowała się duża część pierwotnej infrastruktury. Chodząc po niej możemy zobaczyć, jak wyglądało życie w XIX-wiecznym starym Dubaju.

Al Fahidi (inaczej zwany Bastakiya Quarter) zamieszkiwany był pierwotnie przez handlarzy pereł i tkanin. W okresie świetności dzielnica mogła pomieścić 60 mieszkań, z których większość była oddzielona wąskimi, krętymi uliczkami. Dziś po kompleksowej renowacji jest wypełniona małymi galeriami sztuki i muzeami.
W Bur Dubai, jeszcze w latach 50. XX w., kwitło życie rybackiej osady, nieposiadającej dostępu do elektryczności ani bieżącej wody. Po dostosowaniu Dubai Creek do ruchu większych statków, Dubaj otworzył się na handel morski z Indiami, Afryką i Półwyspem Arabskim. Wtedy rozpoczęło się przekształcanie wioski w dynamiczny ośrodek handlu.
Do Al Fahidi docieramy tradycyjną, drewnianą łodzią abra (1 AED) z prostego powodu, mieszkamy w dzielnicy Deira, po drugiej stronie zatoki.

Już z wody uwagę przyciągają tradycyjne wieże wiatrowe zbudowane z kamienia, gipsu, drzewa tekowego, palmowego i sandałowego. Beduini tak jak my dzisiaj cierpieli podczas upału, efektem tych cierpień było zaprojektowanie na początku XX wieku wieży wiatrowej (barajeel) używanej do chłodzenia wnętrz. Zamiast klimatyzacji używane jest chłodzenie pasywne wykorzystujące ruch wiatrów, aby pozbyć się ciepłego powietrza z domów, a w zamian przynieść chłodną bryzę. Wieże wiatrowe mogą zmniejszyć temperaturę we wnętrzu o 20 oC w stosunku do temperatury zewnętrznej.

Po wyjściu z abry kierujemy się lewo i zamiast wieżowców znajdujemy arabskie targi (souki), tradycyjne domy, urocze uliczki, restauracje serwujące dania z Dalekiego Wschodu. Po Al Fahidi trzeba po prostu się powłóczyć i chłonąć ducha tego miejsca.
Tuż przy przystani położony jest Grand Bazar i targ tekstylny, kupimy tam wiele różnorodnych towarów z Dalekiego Wschodu. Ponieważ w Deirze mamy targi niedaleko hotelu, nie zagłębiamy się w te w Al Fahidi.
Idąc w stronę ścisłego centrum historycznego mijamy meczet Mataam Al Karashia inspirowany architekturą perską, wyróżniający się barwną elewacją. Fasada i kopuła w kształcie cebuli zdobione są rozległymi perskimi płytkami fajansowymi, a tło w kolorze lazurowym zdobią wzory kwiatowe. Islamska kaligrafia z Koranu jest wyryta w rozetkach w kolorach zieleni, żółci, czerwieni i bieli. Meczet ma swoje korzenie wśród irańskiej społeczności miasta. Meczet wygląda niezwykle efektownie, a mi daje przedsmak mojej majowej wyprawy do Uzbekistanu.

Idziemy dalej, aby za chwilę zajść do Wielkiego Meczetu w Bur Dubai znanego miejsca kultu, który został odbudowany w 1998 roku, ale jego historia sięga 1900 roku. Jego duża minaretą, jest jedną z najwyższych w mieście, widzieliśmy ją już z drugiego brzegu zatoki.

Meczet ten jest dostępny dla nie-muzułmanów o czym nie wiedziałam, ale skoro drzwi były otwarte zajrzałam do wnętrza. Siedząca tam muzułmanka zaprosiła nas do środka, powiedziała, że można zwiedzać, można przebrać się w czadór (kobiety) i kandura (mężczyźni). Faceci nie chcieli, a my owszem przebrałyśmy się. Przed wyjściem pani dałam na pamiątkę flakonik perfum, miejscowe słodycze, ulotki o islamie i zapraszała bez żadnego narzucania się do zapoznania się z ich treścią. To było całkiem ciekawe przeżycie.

Tuż obok Wielkiego Meczetu znajduje się Dubai Museum miszczące się w Al Fahidi Fort, najstarszej istniejącej budowli w Dubaju, gdzie możemy poznawać historyczne i kulturowe dziedzictwo Emiratów. Niestety muzeum było w remoncie.

Zanim zanurzymy się w wąskie uliczki zatrzymujemy się w Arabian Tea House, aby wypić filiżankę miejscowej karak chai, mocnej herbaty z odrobiną mleka i przypraw lub arabskiej kawy gahwa serwowanej w tradycyjny sposób. Restauracja istnieje od 1997 roku, kiedyś znana wyłącznie wśród miejscowych. Obecnie za sprawą mediów społecznościowych i swojej fotogeniczności stała się popularnym miejscem. Serwowane tu potrawy uhonorowano gwiazdką Michelin.

Po wyjściu z Arabian Tea House skręcamy w lewo i już po chwili możemy zanurzyć się w odtworzone z wielką starannością osiedle nawiązuje kształtem i układem ulic do istniejącej tu niegdyś wioski rybackiej.

W domkach znalazło swoje miejsce Muzeum Kawy, Xva Art Hotel, Al Farooq Mosque czy Centrum Porozumienia Kulturowego im. Szejka Mohammeda, które oferuje różnorodne programy, pozwalające odwiedzającym zrozumieć tradycje Emiratów i codzienne życie, między innymi przez spotkania z mieszkańcami.

Dzielnica Al Shindagha
Dzielnica Al Shindagha sąsiaduje z dzielnicą Al Fahidi. Po wyjściu z abry kierujemy się prawo i za dziesięć minut (może mniej) jesteśmy w Al Shindagha, która był domem dla śmietanki towarzyskiej dawnych czasów czyli szejków i bogatych handlarzy.
Na terenie dzielnicy w 21 domach, takich jak Dom Zjednoczenia, Dom Perły, Dom Pieniądza czy rezydencja Al Maktoum (dawna rezydencja królewska Jego Wysokości Szejka Saeeda bin Maktouma Al Maktouma, byłego władcy Dubaju) usytuowano Muzeum Al Shindagha, w którym możemy zobaczyć przeszłość mieszkańców Dubaju. Znajdziemy tu też Muzeum Perfum, co przy niezliczonych sklepach i laboratoriach perfum w mieście nie powinno nas dziwić.
Przy promenadzie możemy zatrzymać się w jakiejś restauracji lub kafejce, podziwiać widok na Dubai Creek, a podczas spaceru zwrócić uwagę na usytuowane przy nabrzeżu rzeźby.

Dzielnica Deira
Deira to nasza baza wypadowa, mieszkamy w Mercure Dubai Deira i do wszystkich atrakcji mamy blisko. Deira to połączenie historii z nowoczesnością.
To tutaj w rejonie Al Ras obok ujścia Dubai Creek do Zatoki Perskiej, nabrzeże pełne jest łodzi rybackich nazywanych dau. To stąd można ruszyć na drugą stronę zatoki historyczną, drewnianą łodzią abra płacąc jedynie 1 AED. Za godzinny rejs po zatoce zapłacimy 60 AED za łódź.


Kilkaset metrów od stacji metra Al Ras znajdują się dwa ważne z punktu widzenia historycznego budynki. Al Ahmadiya to pierwsza publiczna szkoła podstawowa w mieście, ufundowana przez handlarza perłami, szejka Ahmeda bin Dalmouka. Do placówki uruchomionej w 1912 r. wstęp mieli wyłącznie chłopcy. Nauczano tutaj matematyki, astronomii, literatury, arabskiej kaligrafii oraz nauk związanych z Koranem.
Obiekt stracił swoją pierwotną rolę w 1963 r., a jeszcze niedawno gościł w swoich wnętrzach wystawy dotyczące prowadzonych tu dawniej zajęć. Jakość i forma prezentowanych informacji budziła przez lata zastrzeżenia odwiedzających.

Ze szkołą sąsiaduje Domem Dziedzictwa (Heritage House), pierwotnie należący do tego samego handlarza perłami. Zbudowana w 1890 r., dawna rezydencja kupca, została zamieniona w wystawę poświęconą życiu codziennemu w początku XX w.

Oba budynki znajdują się w miejscu gdzie znajdziemy jeszcze parę historycznych obiektów.

Jednak co najważniejsze, Deira jest domem licznych suków handlujących perfumami, przyprawami, rybami czy złotem.
Targ złota wypełniony jest sklepami jubilerskimi, w których odbywa się 25% wszystkich światowych transakcji w handlu tym metalem.
Koniecznie trzeba przejść się główną, zadaszoną ulica bazaru gdzie uwagę przyciągają wyjątkowe wyroby jubilerskie.
Podobno na całym bazarze znajduje się łącznie 10 ton złota i to tutaj na wystawie eksponowany jest pierścionek ważący prawie 64 kg, wykonany z 21-karatowego złota. Jak się domyślacie dokonanie to widnieje w Księdze rekordów Guinnessa. Strasznie się go naszukałam, nawet nawigacja nie pomagała, znajdziecie go na początku głównej alei (na rogu ulic Al Baladiya i Al Ras).

Targ Perfum, to pełno sklepików i laboratorium zapachów, ponieważ nie planowałam zakupu zostało mi podziwianie flakonów i zastanawianie się jak te sklepy funkcjonują, bo wiele z nich świeciło pustkami.


Dużo większe zainteresowanie turystów było na Targu Przypraw. W sklepach i w zaułkach targu gdzie rozstawiają się lokalni sprzedawcy z piętrzącymi się workami przypraw. Targować się warto, ale zbyt z ceny nie chcą schodzić. Za to patrzenie się na kolorowo wypełnione worki to sama przyjemność.

Na targach oprócz dedykowanych im wyrobów znajdziemy też inne artykuły jak ceramika czy tekstylia.


W pobliżu Targu Złota w okazałym budynku usytuowano Souk Naif który reklamuje się tak: W przeciwieństwie do dużych centrów handlowych, Souq Naif oferuje tradycyjne zakupy z lokalnym akcentem. Można tu znaleźć piękne tkaniny, wyroby skórzane, elektronikę i pamiątki prezentujące kulturę Emiratów.
Sami widzicie można tu się zaopatrzyć we wszystko.

Ulica Al Khor rozdziela stare souki od nowego Extension Gold Souk, gdzie w nowoczesnych wieżowcach znajdziemy eleganckie sklepy ze złotem, perfumami czy wyrobami spożywczymi. Ceny jak na starym targu.

Stary targ złota ma ogromny złoty pierścionek, a rozszerzony bardzo dużą złotą bransoletkę Reverie, będącą hołdem dla tradycyjnego złotnictwa i biżuterii, które były wytwarzane od wieków i są integralną częścią tożsamości Emiratów. Projekt rzeźby jest inspirowany tradycyjną biżuterią matki artysty (Roudhah Al Mazrouei) oraz jej skomplikowanymi wzorami i delikatnym wykonaniem. Zakrzywienie bransoletki ma owinąć publiczność i zaprosić do zanurzenia się w kulturze i historii ZEA (nie wpadłabym na to).

Deira to naprawdę świetne połączenie tradycji z nowoczesnością, bardzo nam się ta dzielnica podobała. Jak tylko było trochę czasu to wyruszaliśmy penetrować okolicę, tu zawsze coś się działo i można było obserwować jak muzułmanie obchodzą ramadan.
Kończąc opowieści o Dubaju (to mój ostatni tekst) powiem tylko, ja byłam zachwycona. Mam nadzieję, że to co napisałam w trzech wpisach rozwieje wasze wątpliwości, jeśli wahacie się tak jak ja przed przyjazdem, czy warto tu zawitać. Zdecydowanie warto!
Podróż, marzec 2025.
