Rejon Ninh Binh, w którym leży Tam Coc to piękny kompleks krajobrazowy Trang An w północnym Wietnamie z górami wapiennymi otoczonymi polami ryżowymi, bagnami, rzekami i niezwykłymi świątyniami. Obszar nazywany zatoką Ha Long na lądzie w 2014 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Zatrzymujemy się w miejscowości Tam Coc w hotelu Tam Coc Holiday, świetnie położony z uroczym patio i fajnymi apartamentami. Do celu docieramy autobusem osobowo-kurierskim z Sapa, z którego w rejonie Ninh Binh odbiera nas bus i dowozi pod sam hotel. Przejazd autobusem i dystrybucja paczek to było ciekawe przeżycie.

Po zakwaterowaniu pierwsze kroki kierujemy do Świątyni Thai Vi, bo mamy do niej około 10 minut spacerkiem. Można tam też dotrzeć rowerem lub skuterem.

Trasa do świątyni daje przedsmak tego co zobaczymy następnego dnia. Po paru minutach ukazuje nam się duża dolina z polami ryżowymi i pływającymi białymi kaczkami. Ponieważ jest listopad i jest już po zbiorach, pola ryżowe nie są intensywnie żółte, ale i tak widok jest zachwycający.


Przechodząc przez most podziwiamy przepływającą przez góry rzekę Ngo Dong, a na niej łódki z Wietnamczykami wiosłującymi nogami. Taki rejs mamy zaplanowany następnego dnia.
Zanim dojdziemy do świątyni oglądamy z bliska wszechobecne w Wietnamie cmentarze na polach ryżowych i pracujące w wodzie kobiety.

Świątynia Thai Vi
Świątynia Thai Vi została zbudowana przez króla Tran Thai Tonga w 1258 roku po zwycięstwie nad siłami chińskimi. Zyskała popularność ze względu na swoją wartość kulturową, ale także dzięki sztuce rzeźbienia w kamieniu twórców z Ninh Binh. Chociaż teren świątyni jest dość mały, zawiera wiele śladów dynastii Tran w postaci artefaktów, takich jak dzwony, posągi, kamienne stele.


Choć świątynia nie jest jakaś wyjątkowa, to trasa do niej i panująca wokół atmosfera zachęca do jej odwiedzenia.
Rejs łodzią po rzece Tam Coc
Następny dzień zaczynamy od rejsu łodzią. W Tam Coc Wietnamczycy używają do sterowania wyłącznie stóp. Wiosłowanie łodzią w taki sposób jest nie tylko szybsze, ale wymaga także mniejszego wysiłku. Opracowane zostało przez żeglarzy, aby zmniejszyć obciążenie dłoni, ramion i pleców. Wietnamczycy wiosłujący nogami stali się popularni i zostali prawdziwą atrakcją Tam Coc. Wielu mieszkańców, łącznie z wiosłującymi łodziami, traktuje turystykę jako główne źródło dochodu.

W kasie na przystani (w centrum wioski) kupujemy bilet łączony w cenie 250000 VND, w skład którego wchodzi rejs łódką (na łódkę wchodzą dwie osoby chyba, że jest się Azjatą wtedy cztery osoby) i wycieczka 8 osobowym pojazdem (bez przewodnika) do Pagody Bich Dong i Pagody Linh Coc.

Kolejnym kosztem może być zakup zdjęć, które pomimo sprzeciwu i tak będą zrobione. Po przepłynięciu pod mostkami łódź zwalnia, aby fotograf mógł podpłynąć i zrobić fotkę, którą usilnie będzie chciał sprzedać po zakończeniu naszego rejsu.
Rejs wzdłuż rzeki Ngo Dong, trwa 2 godziny. Przejażdżka łodzią jest bardzo malownicza, płynąc pośród pól ryżowych i kwitnących kwiatów lotosu czekają na nas wspaniałe krajobrazy i jaskinie, a także widok na szczyt Hang Mua, na który dotrzemy jeszcze tego samego dnia.



Nasz wioślarz nie podwoził nas do miejsc gdzie bylibyśmy namawiani do zakupów, ale naszych znajomych już tak. Co by nie było, warto zapłacić napiwek za ciężka pracę, 20000 VND to dla nas grosze.
Tu jeszcze krótka dygresja, w Ninh Binh są dwa miejsca, z których możemy udać się w rejs, są to Tam Coc i Trang An. Podróżni często zastanawiają się, który z głównych rejsów łodzią wybrać? Za nas zdecydowało zamówione wcześniej miejsce noclegowe w Tam Coc, z tego co czytałam to drugie miejsce jest ciekawsze, a sam rejs dłuższy.
Jeśli chodzi o rejs Tam Coc to moje doznania są bardzo pozytywne, tym bardziej, że mielibyśmy trudność z zobaczeniem pozostałych atrakcji, gdyby nie bilet łączący rejs ze zwiedzaniem świątyń.
Pagoda Linh Coc
Pierwszą odwiedzamy pagodę buddyjską Linh Coc położoną w wiosce Coi Khe, zaledwie 500 metrów od bardziej znanej pagody Bich Dong. Linh Coc została zbudowana za panowania króla Tran Thanh Tonga w roku 1258. W ciągu prawie 800 lat świątynia była wielokrotnie naprawiana i odnawiana, ale przychodząc tutaj, odwiedzający nadal odczuwają szczególne cechy, jakie ma niewiele miejsc.

Aby odwiedzić pagodę Linh Coc, przechodzimy bramę Tam Quan, z napisem „Coc Tien Linh” i wchodzimy na dziedziniec położony u podnóża góry z dwiema świątyniami przodków. Skręcamy w prawo aby wspiąć się po 83 kamiennych schodach na zboczu góry. Pagoda położona jest w połowie góry (dojście jest wąskie ze zwisającymi stalaktytami), znajdują się tam dwa posągi Obrońców Dharmy. Droga prowadzi tylko w jednym kierunku, wychodzimy z drugiej strony góry.

Pojazd już na nas czeka i zawozi nas do Bich Dong Pagoda.
Bich Dong Pagoda
Pagoda Bich Dong, pierwotnie zbudowana w 1428 roku za panowania cesarza Ly Thai To, była małą świątynią położoną na górze Ngu Nhac. W 1705 roku dwóch mnichów buddyjskich o imieniu Tri Kien i Tri The odkryło tę pagodę i przebudowało ją na trzy poziomy: Pagoda Dolna (Pagoda Ha), Pagoda Środkowa (Pagoda Trung) i Pagoda Górna (Pagoda Thuong).
W 1774 roku lord Trinh Sam z Dang Ngoai (Zewnętrzna Kraina) odwiedził pagodę i był pod wrażeniem zapierającej dech w piersiach panoramy otaczającej świątynię. Nic dziwnego, że nazwał ją Pagodą Bich Dong (Jaskinią Zielonej Perły).

Do świątyni dochodzimy kamiennym mostem aby przejść przez pięknie zdobioną bramę i zobaczyć położoną u podnóża góry Pagodę Ha. To dwupiętrowa konstrukcja z 10 dachami i 5 pokojami.. Wewnątrz pagody znajduje się ołtarz ozdobiony posągami Buddy.
W połowie drogi na górę Ngu Nhac, po pokonaniu około 120 stopni zatrzymujemy się aby podziwiać pagodę Trung. Ta wyjątkowa pagoda ma tradycyjne dachy pokryte dachówką i ściany ozdobione chińskimi literami.
Wchodząc po kolejnych 40 kamiennych schodach docieramy do pagody Thuong, najwyższej pagody w górach. Thuong ma dwa pokoje, dziedziniec i kamienny ołtarz w pomieszczeniu zewnętrznym. W wewnętrznym pomieszczeniu znajduje się świątynia Bodhisattwy. Obok Pagody Thuong znajduje się staw zwany Cam Lo, który, jak się uważa, jest w stanie wyleczyć wszystkie dolegliwości.



Zaledwie kilka kroków za Pagodą Trung (około 20 schodów) usytuowana jest Ciemna Jaskinia. W jaskini znajduje się duży dzwon z brązu odlany przez dwóch mnichów, Tri Kien i Tri The, w 1707 roku.
Przygotujcie się na panie Wietnamki, które będą chciały pomóc wejść na górę (oczywiście za opłatą) i będą bardzo wytrzymałe w przekonywaniu o konieczności tej pomocy.
Przy wyjściu ze świątyni czeka na nas pojazd aby odwieźć nas do przystani w centrum Tam Coc.
Obie pagody Linh Coc (dużo skromniejsza) i Bich Dong (prawdziwa „zielona perła”) są warte zobaczenia, do obu wstęp jest bezpłatny, a skorzystanie z biletu łączonego niezwykle wygodne.
Po posiłku i krótkim odpoczynku wsiadamy na rowery (hotel udostępnia za darmo) i wyruszamy do miejsca, którego nie można pominąć czyli na szczyt Hang Mua, gdzie czekają na nas kolejne schody w ilości 500… nie mało.
Góra Hang Mua
W Ekolodge Mua położonym u podnóża góry kupujemy bilety wstępu 100000VNB/osobę, a na parkingu (za bramą) przy kasach parkujemy rowery (10000 VND/rower). Godziny otwarcia: 7:00 – 17:00.
Aby dostać się na schody prowadzące na szczyt, trzeba przejść przez oazę bujnej roślinności z artystycznymi elementami. Ponieważ jest już dobrze po południu, podziwianie tego co u podnóża góry zostawiamy sobie na drogę powrotną.
Przed przyjazdem naczytałam się, że miejsce i widoki są cudowne, więc wcale nie rozważam czy dam radę pokonać 500 stromych, kamiennych schodów, po prostu ruszam w górę.

Hang Mua można przetłumaczyć jako Tańcząca Jaskinia. Według Legendy król Tran przybył do starożytnej stolicy Hoa Lu, żeby założyć świątynie Thai Vi (o której już pisałam), znajdującą się około 1 kilometra od jaskiń. W tych jaskiniach król widywał śpiewające i tańczące kobiety, dzięki którym lokalni mieszkańcy nazwali miejsce Tańczącą Jaskinią (Mua znaczy taniec).
Prowadzące na szczyt schody w połowie drogi rozdzielają się na dwie strony. Po lewej stronie rozciąga się kamienny smok, który czuwa nad doliną. Po przeciwnej ze skał wyrasta niewielka Pagoda. Na rozwidleniu znajduje się mały kiosk, w którym można kupić napoje, słodycze i lody.

Wybieram szczyt z kamiennym smokiem czuwającym nad doliną i jej dobrymi plonami, i ruszam w jego kierunku. Smok odgrywa bardzo ważną rolę w kulturze wietnamskiej, ponieważ uważa się, że Wietnamczycy są potomkami smoka i wróżki.
Oficjalny szlak kończy się tuż pod smokiem, ale jak większość turystów to i ja docieram na szczyt po skałach, które wyglądają jak ustawione obok siebie zatemperowane ołówki. Jeśli ktoś ma choć trochę lęku wysokości czy jakiekolwiek obawy, to niech nie rusza do smoka, nie ma tam żadnych zabezpieczeń.

Czy przy smoku, czy poniżej widoki na dolinę są równie piękne. Kto by pomyślał, że parę godzin wcześniej płynęliśmy właśnie tam na dole łódką wśród wapiennych skał i pól ryżowych.


Po zejściu na dół zatrzymujemy się w strefie restauracji na wodę kokosową oczywiście prosto z kokosa, to jest to co potrzebujemy, choć w drodze na szczyt byliśmy zaopatrzeni w wodę (o tym nie zapomnijcie).
Po krótkim odpoczynku ruszamy do jaskiń, niestety obie zamknięte, zostaje więc nam podziwiać zieleń i jezioro z kwiatami lotosów, których w listopadzie kwitnie niewiele, ale i tak jest uroczo. Wokół można znaleźć mnóstwo miejsc, w których zrobimy niezwykłe zdjęcia i zatopimy się w pięknie przyrody.



Po opuszczeniu Ecolodge Mua czeka nas jeszcze spotkanie z bawołami błotnymi i zachód słońca.


Uwaga
Na wszystkie wyprawy w rejonie Ninh Binh warto zaopatrzyć się w nakrycie głowy i zapas wody.
Jedzenie
Pierwszego dnia poszliśmy do Family Restaurant na kaczkę z grilla, ich flagowe danie popularne w Tam Coc. Rodzina wyjątkowo gościnna, prosty, autentyczny wystój, z tradycyjnymi daniami bez dodatków, po prostu dobre produkty starannie przyrządzane. Właściciele nie dopuścili abyśmy zamówili tony jedzenia, którego nie przejedlibyśmy, zdaliśmy się na ich sugestie dotyczące wielkości dań.
Drugiego dnia wieczorem udaliśmy się do Father Cooking, pyszne, domowe jedzenie blisko hotelu.
Miasteczko tętni życiem cały dzień, ale najbardziej odczuwa się to wieczorem.

To był cudownie spędzony, intensywny dzień, pełen niezapomnianych wrażeń, nic dziwnego, byliśmy w jednym z najpiękniejszych rejonów Wietnamu.

Podróż, listopad 2023.
