W Camagüey nocujemy w Gran Hotelu, czyli w starej części miasta. Dojeżdżając do celu, korzystamy z usługi rowerowego naganiacza. Ostatecznie ku jego i naszemu zadowoleniu, bo rozkopane ulice i średnia jakość mapy miasta sprawiają trudności z dotarciem do hotelu, do którego wejście jest od strony deptaku dla pieszych, a parking w dowolnym miejscu na ulicach obok hotelu. Jeden dzień pozwoli poznać uroki tego miasta założonego przez Diega Velazqueza w 1514 roku. Miasto zwane miastem baroku, zdecydowanie różni się klimatem od Trinidadu. Nosi ślady ery kolonialnej, ma ciasne, kręte, brukowane uliczki (jak w Trinidadzie), ale też aleje, piękne place, trzy kościoły z XVI, XVII i XVIII wieku, stąd też kolejna nazwa miasto kościołów. Camagüey w 1998r odwiedził Papież Jan Paweł II. Wizyta ta, zapoczątkowała odnowę wielu podupadających kościołów. Spacerując po mieście można zauważyć postępującą renowację domów i uliczek. Jan Paweł II to nie jedyny polski akcent.

Na Plaza San Juan de Dios, chcemy zwiedzić kościół z klasztorem, skąd wywodził się pierwszy kubański święty. Niestety jest już po godzinach otwarcia, a obsługa nie chce nas wpuścić. Gdy wychodzimy na plac podchodzi do nas typowy Kubańczyk i zaczyna z nami rozmowę po polsku. Poproszony o pomoc idzie z nami do klasztoru, ale nawet jego prośby w idealnym hiszpańskim nie odnoszą skutku. No trudno. Spotkany Kubańczyk Polaco po matce, ma na placu kramik z pamiątkami. Zapytany o radę odnośnie posiłku poleca Restaurante 1800 właśnie na Plaza San Juan de Dios. można wejść też od San Rafael.

Wieczorem udajemy się do tej właśnie restauracji, jak się okazuje śladami Zuccherro. Można w niej wybrać opcję bufetu, z naprawdę różnorodnymi i smacznymi daniami, a do tego równie smaczne Daiquiri. Wnętrze bardzo klimatyczne.
Jeśli chodzi o posiłki, to na kawę i małe co nie co, polecam Cafe Ciudad ul. Marti przy Parque Ignacio Agramonte.
Podróż, listopad 2013.
