Kuba

Santiago de Cuba, miasto muzyki

Tu śpimy na bogato, w hotelu sieci Melia Santiago de Cuba. Dojeżdżamy bez większych problemów, bo hotel mieści się nie w ścisłym centrum, ale w nowocześniejszej, najbogatszej dzielnicy miasta.  Podchodzimy do recepcji i tu niespodzianka, nie mają naszej rezerwacji, a więc z naszych pokoi korzysta ktoś inny. Na szczęście jak już pisałam, zawsze mamy ze sobą wydrukowane rezerwacje. Na prośbę recepcjonistki dajemy jej nasze potwierdzenia rezerwacji i zostajemy skierowani do baru z kuponami na drinki gratis i informacją, że potrzebuje chwilę czasu na wyjaśnienie sytuacji.

Chwila trwa trochę dłużej, ale ostatecznie dostajemy lepszy standard pokoju, w cenie zarezerwowanej.

Przed hotelem postój taksówek, turystów zapraszają pięknie odrestaurowane amerykańskie limuzyny z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Nie korzystamy, ale patrzymy na nie z prawdziwą przyjemnością. Samo miasto nie jest zbyt zadbane i ma niewiele zabytków architektury kolonialnej, ale ma klimat prawdziwej Kuby, a muzykę słychać „na każdym kroku”.

Zanim dotrzemy do Parque Cespedes, głównego miejsca spotkań miejscowych i przyjezdnych (podczas naszego pobytu wyjątkowo spokojny), zatrzymujemy się w Parque Serrano, by posłuchać kubańskich rytmów na żywo i popatrzeć jak spędzają czas kubańczycy przy grach stolikowych.

Przy Parque Cespedes stoi zabytkowa rezydencja Diego Velazqueza, założyciela miasta i tuż obok Balcon de Velazquez, miejsce z widokiem na zatokę.  Nad parkiem góruje Catedral de Santa Ifigenia wzniesiona w XX wieku, na miejscu katedry z 1528 roku. Tuż obok stoi hotel Casa Granda, ulubione miejsce spotkań elity kubańskiej, jednym z gości hotelu był Graham Greene, który opisał go w książce Nasz człowiek w Hawanie.

1931-kuba 1940-kuba

Dwie minuty na piechotę dzieli Parque Cespedes od Ca­sa de la Tro­va. Lokal ten, otwarty od kilkudziesięciu lat, odegrał dużą rolę w kształtowaniu gatunku muzycznego znanego jako “trova”, reprezentowanego przez znany zespół Buena Vista Social Club. Dziś, choć jest atrakcją turystyczną, miejsce to nadal odwiedzane jest przez miejscowych, którzy przychodzą na organizowane tu koncerty.

1959-kuba

Kiedy przychodzimy lokal jest pusty, ale nie ma sprawy jeśli chcemy posłuchać muzyki, zawsze jest jakiś muzyk, który nam to umożliwi. I to jest cudowne, że nie musimy się martwić, że nie pasuje nam godzina planowego koncertu. Kochasz muzykę to ją masz, o każdej porze. Miejsce bardzo autentyczne, które bardzo polecam.

W temacie poleceń, to również godna uwagi jest restauracja El Barracon, Avenida Victoriano de Garzón,blisko Paseo de Marti (na zdjęciu poniżej). Restauracja ta znajduje się na starym targu niewolników, kamienny wystrój wnętrza trochę nawiązuje do tej atmosfery. Kuchnia kubańska, bardzo dobrze przygotowana i bardzo smaczna. Tu piliśmy najlepsze daiquiri na Kubie. Niestety tylko raz, niemożliwa była powtórka ze względu na zepsutą kruszarkę do lodu!

Podróż, listopad 2013.

    One Response

  1. El Barracon…to tu polubiłam ostatecznie owoce morza!
    … najpyszniejsze krewetki pod słońcem!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *