Od maja 2016 Wizzar wprowadził bezpośrednie loty z Warszawy do Porto. Latają 2 razy w tygodniu. Kupiliśmy bilety na weekend z Bożym Ciałem. Wypadło idealnie. Wylot w środę po południu i powrót w niedzielę 20 minut po północy, czyli w zasadzie w poniedziałek. Środa i niedziela to są właśnie te dwa dni, kiedy linie latają do Porto.
Wiadomo, przed wyjazdem trzeba się trochę przygotować, oprócz hotelu, przeglądu książkowych wydań przewodników trzeba przeszukać też Internet w poszukiwaniu blogów o Porto i pozyskać trochę przydatnych informacji.

Znalazłam parę blogów na interesujący mnie temat, ale dla tych co nie mają czasu przeszukiwać internetu polecam http://duze-podroze.pl/porto-praktyczne-informacje/?bp praktyczne informacje czyli jak się poruszać po Porto itp., tej samej autorki http://duze-podroze.pl/co-zobaczyc-w-porto/ z opisaną trasą co zobaczyć koniecznie, a gdzie zjeść opisała tu http://duze-podroze.pl/co-zjesc-w-porto-moje-ulubione-restauracje-i-kawiarnie/
Polecam również bardzo ciekawy blog Polki mieszkającej w Porto, nie tylko o Porto http://www.kuchnianadatlantykiem.com/2012/06/idealny-dzien-w-porto.html, ale też o jej wyprawach i jej smakach (interesujące przepisy kulinarne z całego świata).

Nowe bezpośrednie połączenie z Polski sprawiło, że Porto zrobiło się bardzo polskie. Nie dość, iż wracaliśmy w tym samym towarzystwie, w którym lecieliśmy, to Porto jest na tyle małe, że niektórych „znajomych” z samolotu spotykaliśmy dwa razy tego samego dnia. Naprawdę sympatyczne było to (oprócz niewielkich wyjątków), że słysząc język polski witaliśmy się i dawaliśmy sobie wzajemnie dobre wskazówki. Od dwóch dziewczyn z Wrocławia dowiedziałam się, że nocna rozrywka jest najlepsza w okolicy księgarni Lello, czyli ulice Galeria de Paris i Rua de Cândido dos Reis z polecanym przez nie Plano B. Jeśli przypadkiem czytają to pozdrawiam. Z innymi spotkanymi Polakami Kasią i Marcinem spędziliśmy godzinę (a może więcej) w kawiarni przy kieliszku wina no i okazało się, że nawet mamy wspólnych znajomych.
A teraz parę moich impresji odnośnie Porto i tego na co trzeba zwrócić uwagę. Po pierwsze oprócz tego o czym wszyscy wiemy i czytamy, wzrok przyciąga wszechobecny kogut, symbol Porto.
Jeśli chodzi o jedzenie chciałam skorzystać miedzy innymi z adresów znalezionych na blogach. Nie zawsze się udało, bo koniecznie trzeba zwrócić uwagę na godziny otwarcia restauracji i bistro. O tym niby wiedziałam od dawna, ale na to, że niektóre nie będą otwarte w sobotę i niedzielę to już nie byłam gotowa.
Szczególnie uczulam prawdziwych smakoszy piwa. Zaplanowaliśmy, że na dobre rzemieślnicze piwo pójdziemy w sobotę i tu niespodzianka Catraio –Craft Beer shop na Rua de Cedofeita 256 w soboty i niedziele nieczynny. Obok w kafejce wypiliśmy więc portugalskie piwo Sagres Bohemia, które spotkaliśmy w trzech różnych smakach, Original (czerwone z nutami palonego słodu), Trigo (pszeniczne, niefiltrowane) i PuroMalte (100% słodu). Smakowo zrobiło na mnie zdecydowanie lepsze doznania niż pochodzące z Porto Super Bock. Nic dziwnego, Sagres Bohemia – ciemny lager specjalny o kasztanowym kolorze i zawartości alkoholu 6,2% to zdobywca 7 złotych medali Monde Selection i 5 innych nagród.
Jeżeli jesteśmy przy temacie alkoholi, zdecydowanie trzeba spróbować Porto, które w Porto smakuje najlepiej. Ja wolę ruby (czyli czerwone) niż tweny (w rudym kolorze), no ale można też próbować porto białych dry i strong dry. Potem próbujemy młode porto, pięcioletnie, dziesięcioletnie itd.
Kończąc „temat picia” polecam też wina verde (portugalska specjalność wcale nie zielona), wina musujące idealne na upalne dni, a do tego eklerki z Padarii Ribeiro (Praca de Gomes Fernandes) lub typowy dla Portugalii Pastel de Nata (babeczka z ciasta francuskiego z jajeczno budyniowym nadzieniem). Pychaaaa
Co do restauracji, to tak jak wszędzie, te droższe, nie muszą zaspokoić naszych smaków lepiej niż te tańsze. Przykład: przy Food Corner na Rua do Ateneu Comercial do Porto znajduje się (polecona nam) restauracja Abadia do Porto, w której zamówiłam (z ciekawości) rybę w majonezie, okazała się to sałatka ziemniaczano jarzynowa z rybą w ilości minimalnej, w cenie 9 euro. W niedzielę przed wylotem na lotnisko, gdy okazało się, że bistro podobno z najlepszymi kanapkami w mieście jest w tym dniu nieczynne, znaleźliśmy przy hotelu na Rua Alexandre Herculano Cafe Lobito, kawiarnię z jadłodajnią, gdzie zjedliśmy prosty posiłek o niebo smaczniejszy niż w Abadia do Porto. Zamówienie składało się z dwóch zup caldo verde (z szatkowanej kapusty i ziemniaków), dwóch porcji ryby z frytkami i sałatką do tego pół litra świeżego białego wina, a zakończyliśmy posiłek dwiema kawami espresso. A to wszystko za 13,30 euro.

Zwiedzając Porto, zachwycałam się azulejos i generalnie płytkami ceramicznymi na budynkach. Oprócz odrestaurowanych budynków, w historycznym centrum Porto jest bardzo dużo budynków zaniedbanych i w nie najlepszym stanie. Budynki te, są bardzo często ożywiane przez murale, które dodają im niezwykłego uroku. Streetart w Porto spotykamy na każdym kroku. Azulejos na kamieniach (przy dworcu Sao Bento), skrzynki elektryczne pomalowane przez artystów. Wyruszając do Australii wyczytałam, że Brisbane z tego słynie, ale zdecydowanie w Porto twórczość na skrzynkach przypadła mi bardziej do gustu, chociaż nikt na to nie zwracał uwagi. Ale to chyba dlatego, że Porto ma dużo więcej do zaoferowania niż Brisbane.


W okolicy dworca kolejowego odkryłam przypadkowo jeszcze jeden niesamowity przykład streetartu. Ściana „Quem és, Porto?” (“Kim jesteś, Porto?”) powstała w 2015 roku. Tworzona była przez artystę Miguel Januário (podpisującego się ± WięcejMniej ± ) z udziałem profesjonalistów i amatorów, Portugalczyków i przyjezdnych. Mural łączy trzy tysiące płytek na powierzchni 135 m2.

Miłośnicy Harrego Pottera muszą koniecznie odwiedzić cudowną księgarnię Lello, Rue das Carmelitas 144. Przesiadywała tu JK Rowling, która uczyła angielskiego w Porto. Tu pisała swoje książki, a piękne schody księgarni Lello są w opisie bardzo podobne do tych z Hogwartu.
Zdecydowanie polecam wypad do Porto, zasmakujcie uroku starego Porto, popróbujcie wina porto w którejś z winiarni w Vila Nova da Gaia, przejedźcie się nad ocean zabytkowym tramwajem linii 1 wzdłuż rzeki Douro. Tam posiedźcie w kawiarni z widokiem na ocean, a jak zgłodniejecie to posmakujcie świeżych ryb i owoców morza w dzielnicy Matisinhos, gdzie przy ulicy Heros de Franca, serwują je w każdej restauracji, super świeże, prosto z grilla ustawionego na ulicy.
Widoki i smaki zapadają w pamięć na długo.

Podróż, maj 2016.
