W porównaniu z Varadero, Cayo Santa Maria to miejsce bardziej kameralne, gdzie zachowano harmonię między przyrodą, a turystyką. Cayo Santa Maria to wysepka należąca do Archipelagu Jardines del Rey (Królewskie Ogrody), który z uwagi na walory przyrodnicze, wpisano na listę UNESCO. Ze stałym lądem łączy ją grobla o długości ok. 48 km. Jadąc groblą podziwimy różnorodne kolory wody i słynne lasy namorzynowe. Na początku grobli stoi budka, gdzie umundurowany pracownik sprawdza nasze paszporty, oprócz gości hotelowych wstęp mają tylko ci Kubańczycy, którzy pracują na wyspie. Sama wyspa, ma ok. 16 km długości i ok. 2 km szerokości. Hotel Cayo Santa Maria, należy do sieci Melia. Podczas przygody z rezerwacją w Santiago de Cuba, poprosiliśmy recepcjonistkę o sprawdzenie naszej rezerwacji w tym hotelu. Kiedy przyjeżdżamy, w recepcji czekają na nas gotowe koperty z kluczami, a w każdym pokoju litrowa butelka rumu.

Hotel jest kameralny, domki jednopiętrowe usytuowane w zieleni, parę restauracji (można sobie wcześniej wybrać gdzie chce się zjeść śniadanie, obiad i kolację), baseny, barki w tym nasz ulubiony na plaży z uroczą blond Kubanką, która zamawiała specjalnie dla nas hiszpańskie brandy.
Tradycyjnie, w takich ośrodkach wieczorem oglądamy występy dla gości (tak mówię choć nie mam z tym doświadczenia). Poziom występów na bardzo wysokim poziomie, opowieść przekazana gościom poprzez pływanie synchroniczne robi na nas ogromne wrażenie.

Z domków na plażę prowadzą drewniane pomosty, zbudowane dla ochrony wydm i roślinności. Plaże białe, bez tłoku, porównując inne ośrodki, to muszę powiedzieć, że wręcz pustawo. Podczas leniuchowania obserwujemy niesamowity spektakl, pelikany łowiące ryby. Musowo do przeżycia.
Na plaży uczestniczymy w ceremonii ślubnej. Pierwszy raz widziałam ślub w takim plenerze i nie byłam tym zachwycona. Po ceremonii goście bawili się jak wszyscy turyści w wybranym przez nich barku hotelowym.
Od młodego członka obsługi hotelowej dowiadujemy się, że zna dwóch Polaków, wiadomo Jana Pawła II i Roberta Lewandowskiego. To nie takie dziwne, ale najzabawniejszy jest fakt, że w jego mniemaniu Borusia Dortmund to polski klub.
Bardzo polecam hotel, miła obsługa, wygodne pokoje, piękna plaża, dobre jedzenie, słońce, czego chcieć więcej….
Podróż, listopad 2013.

One Response
wspomnienia… :*)