Przed wyjazdem na wyprawę oprócz przewodnika (w języku angielskim) Lonely Planet, zagłębiłam się w lekturę blogów naszych polskich podróżników. Generalnie odwiedzali oni Birmę parę ładnych lat temu, kiedy był to jeden z najbardziej zacofanych krajów Azji. Wtedy mówiło się, że był rozwojowo 100 lat za sąsiadującą Tajlandią. Przez ten wcale nie tak długi okres czasu, dokonał się niewiarygodny skok rozwojowy, podobno Birma jest teraz 50 lat wstecz za Tajlandią.
Bardzo udane porównanie Birmy z 2009 i 2016 znajdziecie na stronie http://careerbreak.pl/. Ja jako osoba pierwszy raz odwiedzająca Birmę opowiem krótko o swoich odczuciach.
Birmańczycy to osoby bardzo miłe, otwarte i uczynne, ale bez składania rąk i „pokłonów” wszechobecnych w Tajlandii. Mężczyźni ubrani w tradycyjne longyi (czyt. londzi) i kobiety z thanaką na twarzy wyglądają egzotycznie i niezmiernie ciekawie. Do tradycyjnych spódnic (longyi to materiał w kształcie walca 2,0 x 0,8m) mężczyźni noszą bardzo często wyprasowane białe koszule. Kobiece stroje mają barwne, wyraziste kolory. Tradycyjny birmański strój jest nie tylko wygodny w ich klimacie, ale jest też wyjątkowo efektowny, dzięki niemu ulice wyglądają niezwykle barwnie. Jak wspomniałam twarze Birmanek pokryte są thanakhą (lub thanaką). Biało żółta maź stosowana od ponad 2 tysięcy lat, to sproszkowane drewno drzew z gatunku Murraya lub Limonia acidissima mieszane z wodą, chroni skórę przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym oraz wiatrem.
Większość mieszkańców Birmy żuje betel, czyli połączenie w jednej używce liści pieprzu żuwnego z orzechami palmy areka, dającymi efekt podobny do nikotyny. Ja nie mogłam przyzwyczaić się do bordowych zębów i dziąseł, czasami przekrwionych oczu i plucia czerwoną śliną np. na chodnik. Produkcja na zdjęciu poniżej.

Handel w Birmie kwitnie już na całego, niestety czasami aż do bólu. Wokół świątyń i pagód pełno straganów, na szczęście jeszcze bez chińszczyzny. Mają Birmańczycy czym handlować: wyroby z laki, z drewna tekowego, materiały z jedwabiu, bawełny, kwiatów lotosu, longyi, biżuteria z kamieni szlachetnych, tkaniny malowane pisakiem, thanaka itd. Nie są Birmańczycy natrętni w handlowaniu, chociaż zdarzają się już takie miejsca, że trudno się odgonić od sprzedających.

Kontrasty w kraju są bardzo duże, z nowymi budynkami sąsiadują slumsy. Tradycyjne bambusowe domy można zobaczyć w niezwykłych miejscach, nawet na pasie zieleni drogi dwupasmowej. Chociaż w mieszkaniach jest na ogół czysto, to bardzo częstym widokiem są sterty śmieci tuż obok. Problem śmieci długo rozkładających się, dopiero przed nimi. Widać, że budownictwo ruszyło mocno do przodu. Jakość dróg dużo lepsza niż w odwiedzonej przez nas w 2014 roku Gruzji. Bardzo częstym widokiem są kobiety pracujące przy budowie dróg, noszące kruszywo w ratanowych koszykach i układające je w warstwy. Wszyscy pracują w japonkach, oprócz tych co wylewają asfalt (często ręcznie).
Generalnie podróżowanie po Birmie jest łatwe, z wynajęciem hotelu nie ma problemu. Internet łatwo dostępny. Był we wszystkich hotelach, w których nocowaliśmy, lepszy lub gorszy, zawsze free.
Ruch samochodowy w dużych miastach bardzo duży. Po historycznych zawirowaniach z Brytyjczykami jako kolonizatorami, ruch lewostronny, zmieniono na prawostronny. Birmańczycy sprowadzają samochody używane z niedaleko położonej Japonii, stąd pełno samochodów marki Toyota i Honda, ale z kierownicą z prawej strony. Pomimo tej niedogodności nie spotyka się stłuczek i wypadków. Birmańczycy jeżdżą z poszanowaniem wszystkich uczestników ruchu, w tym spacerujących po ulicach zwierząt. Odmiennie niż w większości krajów występują w Birmie żółte znaki drogowe nakazujące używanie sygnałów dźwiękowych. Używając klaksonu dajesz znać innym uczestnikom o swoich zamiarach, na przykład, że będziesz wyprzedzać, przy kierownicy z prawej strony to bardzo pomaga. W zachowaniu kierowców widać tylko spokój, spokój i jeszcze raz spokój.
Na koniec parę słów komentarza dotyczących zdjęcia tytułowego. Może to śmieszne, ale w Tajlandii w ogóle na to nie zwróciłam uwagi. Chodzi o palce u nóg. Birmańczycy mają je tak oddalone, że bardzo często wychodzą one poza japonki. To zdecydowanie natura zadziałała, aby w panujących temperaturach nie było otarć itp…
To moje pierwsze ogólne refleksje. Cdn.
Podróż, listopad 2016.

2 Responses
Niesamowite 🙂 Jaki ten świat różnorodny…
Bardzo ciekawy wpis zachęcający do azjatyckich voyaży ✈️