Hualien to miasto i powiat o tej samej nazwie na wschodnim wybrzeżu Tajwanu. Większość podróżnych traktuje Hualien jako bazę wypadową do zwiedzania głównej atrakcji powiatu, wąwozu Taroko, czy też na wycieczki łodzią z kamerą, aby oglądać wieloryby i delfiny.
Hualien to też świetne miejsce, aby spróbować kuchni rdzennej ludności. Około 30% populacji kraju stanowią rdzenni mieszkańcy, ale w Hualien mieszka ich więcej niż w jakimkolwiek innym mieście na Tajwanie. Rodowici mieszkańcy nazywani są na wyspie Aborygenami od angielskiego słowa aboriginal (rodowity).
Wydaje mi się, że samo miasto nie jest zbyt doceniane, a tu naprawdę nie można się nudzić.
PARK NARODOWY TAROKO
Park Narodowy Taroko jest bardzo często odwiedzany przez turystów ze względu na niesamowite widoki górskich panoram i gigantycznych wąwozów. Planowaliśmy spędzić w nim jeden dzień i tak się stało, ale niestety po trzęsieniu ziemi w 2024 roku wiele tras jest nadal nieczynnych. Ponieważ pojechaliśmy autobusem mieliśmy do wyboru tylko jedną trasę odchodzącą od Visitor Center. Do pokonania było prawie 2000 schodów, widoki ładne, ale bez wielkiego WOW. Będąc mobilnym (skuter, samochód) była możliwość podjeżdżania do otwartych częściowo szlaków i zobaczenia choć namiastki tego co oferuje natura.


Nie było tragedii, ale niedosyt pozostał, do trzęsienia ziemi Wąwóz Taroko był zasłużenie punktem obowiązkowym. Na osłodę przytrafiły nam się przygotowania do występów rdzennej ludności, czyli próby muzyczne i osoby w strojach regionalnych.

Kończąc o Parku Narodowym chciałabym powiedzieć, że dotarliśmy do niego autobusem. Okazało się to dość długą podróżą, trwającą 1,5 godziny, a to dlatego, że autobus miał bardzo krętą trasę po Hualien i okolicy, ale dzięki temu zobaczyliśmy obszar widokowy Qixingtan, miejsce gdzie wypływają łodzie na oglądanie wielorybów czy port rybacki. Szybciej do parku można dojechać pociągiem lokalnym do Xincheng Station, a dalej parę przystanków autobusem.
MIASTO HUALIEN
Choć o samym mieście niezbyt dużo się mówi, okazało się miejscem, które ma sporo rzeczy do zaoferowania, na tyle dużo, że zobaczyliśmy tylko ich małą część.
Do Hualien docieramy z Tajpej pociągiem, podróż jest bardzo komfortowa, a do hotelu Art Hotel Zone mamy 9 minut na piechotę. Miasto wita nas pięknym dworcem kolejowym.
Stacja kolejowa Hualien
Stacja Hualien, jedna z najnowocześniejszych na Tajwanie, została gruntownie przebudowana i zmodernizowana w 2018 roku.
Zbudowany w 1910 roku dworzec kolejowy w Hualien odwiedza co roku ponad 10 milionów Tajwańczyków i turystów z zagranicy.

Architektura budynku z wewnątrz i z zewnątrz robi wrażenie, które wzmacnia tło czyli odległe góry spowite magiczną mgłą. Na zewnątrz stacji warto zwrócić uwagę na mozaikowe pokrywy włazów kanalizacyjnych z Tajwanu, przedstawiające pociągi ekspresowe i inne bogato zdobione wzory.


Na stacji znajdziemy sporo sklepów z jedzeniem, w których kupimy pudełka lunchowe, napoje itp. czy prezenty związane z koleją w sklepie Station Taiwan Railway.
Zwiedzanie miasta zaczynamy od atrakcji położonych po drugiej stronie rzeki Xiuguluan, wzdłuż której znajduje się przyjemna ścieżka spacerowo-rowerowa.

Sanktuarium męczenników (Hualien Martyrs’ Shrine)
Kolorowy kompleks sanktuarium usytuowany jest na niewielkim wzniesieniu z widokiem na położone po drugiej stronie rzeki Hualien.


Świątynia upamiętnia żołnierzy Kuomintangu, którzy zginęli podczas chińskiej wojny domowej. Przed II wojną światową w tym miejscu znajdowała się zbudowana w 1915 r. w stylu japońskim świątynia Karenko.


Zerwanie stosunków dyplomatycznych między Tajwanem, a Japonią w 1972 roku doprowadziło do nastrojów antyjapońskich na Tajwanie. Władze lokalne podjęły decyzję o zburzeniu wszystkich japońskich sanktuariów wzniesionych w okresie kolonialnym Japonii. To w Hualien został zburzone i odbudowane w stylu pałacu północnochińskiego, znanym obecnie jako Sanktuarium Męczenników. Z biegiem lat oryginalna konstrukcja japońskiego sanktuarium zaginęła, a jedyną pozostałością jest naturalnej wielkości rzeźba konia z brązu.
Dziś Sanktuarium Męczenników Hualien oddaje hołd poległym żołnierzom i patriotycznemu bohaterowi Zheng Cheng-gongowi. Podczas naszego pobytu było zupełnie pusto, warto odwiedzić te kolorowe budowle i popatrzeć na miasto z góry.
Ogród sosnowy Hualien
Nasz kolejny cel to Pine Garden, usytuowany również wysoko na wzgórzu z widokiem na Hualien i Pacyfik. W czasach kolonialnych była to siedziba japońskich oficerów wojskowych.

Zbudowane na początku lat 40. XX wieku Ogrody Sosnowe i inne budynki niemal nie zmieniły się od tamtej pory. W tylnym ogrodzie znajduje się również „Mały Drewniany Domek”, który pierwotnie był salą konferencyjną japońskich oficerów.

W ogrodzie znajduje się również ekologiczny staw stworzony przez wolontariuszy, na którym zainstalowano scenę do teatru poetyckiego. Regularnie odbywają się tu czytania i recitale.

Można przespacerować się po głównym domu, niestety byliśmy pół godziny przed zamknięciem i pomieszczenia były zamknięte. Na parterze mieści się kilka sklepów z pamiątkami.
Ogrody Sosnowe Hualien są otwarte codziennie od 9:00 do 18:00. Obowiązuje niewielka opłata (10 TWD) za wstęp.
Centrum miasta to ulice handlowe ze sklepami, restauracjami, pubami itd. Jak już wspominałam w poprzednich wpisach, także w Hualien napotkamy wiele interesujących rzeźb, miejcie oczy otwarte.


Nie spodziewaliśmy się, że Hualien to bardzo umuzykalnione miasto. Podczas naszego pobytu odbywało się wiele koncertów i przedstawień. Największe wrażenie zrobiły na nas występy rdzennych mniejszości i przygotowania do spektaklu na „Sunrise Crossing” w pobliżu nocnego marketu.

Sunrise Crossing (nazywany też Sunrise Avenue) z romantycznymi latarniami ulicznymi i bezpośrednim dostępem do Pacific Park nad morzem jest jedną z najbardziej instagramowych atrakcji w Hualien w słoneczny dzień. O zachodzie słońca ten brukowany deptak jest nazywany „Polami Elizejskimi”. Na mnie, aż tak dużego wrażenia nie zrobił, może byłam tam o nieodpowiednich porach.
Trafiliśmy też na muzyczny festiwal mniejszości narodowych. Na niedużej scenie usytuowanej w arkadach budynku przy głównej ulicy (469 Zhongshan) występowała młodzież i jej nauczyciele. Niezwykłe (nieznane nam) instrumenty i niezwykłe dźwięki to była prawdziwa przyjemność nie tylko ich słuchać, ale też widzieć wczuwanie się wykonawców w to co grają.


Choć przejeżdżająca śmieciarka zakłócała trochę występ swoją muzyką, to fakt, że grała Modlitwę Dziewicy naszej Tekli Bądarzewskiej wszystko wybaczał.
Do największych atrakcji Hualien zalicza się też liczne parki kulturalne i artystyczne, nadmorskie szlaki oraz Nocny Targ Dongdamen, jeden z największych i najlepszych nocnych targów na Tajwanie.
Nocny Targ Dongdamen
Dongdamen Night Market to alejki pełne straganów z jedzeniem, ale też rozrywka na żywo, stoiska z grami w stylu wesołego miasteczka i zadaszone miejsca do jedzenia.



Można tu znaleźć mnóstwo potraw: od smacznych tajwańskich przysmaków, takich jak chleb trumienny, grillowane owoce morza, pierożki, śmierdzące tofu, nadziewane skrzydełka kurczaka itd. po stoiska z jedzeniem międzynarodowym, od brazylijskich pasztecików po niemiecką golonkę i kolby kukurydzy.
Wiele tajwańskich potraw opisałam w pierwszym WPISIE, ale dodam jeszcze opis ulicznego jedzenia, o której wspomniałam wyżej, o bardzo intrygującej nazwie Chleb Trumienny (Guan Cai Ban) – Coffin Bread. Popularny od lat 40. XX wieku chleb trumienny jest tajwańską wersją zachodniej zupy chlebowej i jedną z charakterystycznych potraw miasta Tainan.
Przygotowuje się go z bardzo grubego kawałka białego chleba, który wydrążono i usmażono w głębokim tłuszczu, aby uzyskać chrupiącą „trumienkę” w kształcie pudełka. Następnie wypełnia się ją zupą rybną lub słodko-śmietankowym gulaszem z kurczakiem lub warzywami.
Liczba turystów odwiedzających Hualien spadła po zamknięciu Parku Narodowego Taroko, widać to było na nocnym targu, gdzie nie było tłoku.
Dongdamen Night Market odbywa się nie na ulicy, ale na specjalnie przygotowanym placu. Usytuowanie alejek przypomina literę ϖ, wchodzimy wejściem od ulicy Huagang.
Zaczynamy od Dongmaiju Grilled Corn, stoiska oferującego grillowaną kukurydzę od 1963 roku.
Smaruje się ją sosem shacha czyli „tajwańskim sosem BBQ” i przyprawami, a następnie grilluje, aż sos skarmelizuje się na powierzchni. Można wybrać sobie preferowany poziom ostrości: ledwo (wei la ), mało (xiao la ), średnio (zhong la), ostro (da la ) i bardzo ostro (ma la ). Kolby kukurydzy grillowanej są pyszne.

Idąc dalej prosto dochodzimy ulicy Rdzennych Aborygenów, skręcamy w lewo i na samym końcu (pierwsze stoisko od strony Zhongshan Road) siadamy w Gao Da Xia Seafood Bar oferującym grillowane owoce morza i kilka piw z beczki. Nie sposób nie zauważyć wiszących lampionów butelkowych. W porównaniu do innych kosztowanych przez nas dań, piwo z beczki będzie najdroższym w całym naszym menu.

Z barem sąsiaduje stoisko Aborygenów z rybami (i nie tylko) grillowanymi w soli. Danie rewelacyjne, a obsługa bardzo miła, Z tyłu stoiska znajduje się spore miejsce ze stolikami, barem i choinką z zielonych butelek.



Jeśli chodzi o rodzime jedzenie, na tej ulicy jest możliwość skosztowania grillowanych mięs, owoców morza, smażonej górskiej zieleniny, bambusowych rurek wypełnionych kleistym ryżem, czy też popróbować win z prosa. Na słodka możemy zajadać się nie tylko kiełbaskami, ale też glazurowanymi truskawkami czy winogronami, słodkimi ziemniakami oraz tajwańskimi lodami.

P.S. Polecam zawitać stoisko przy No. 93, Fuxing St, gdzie zupełnie przypadkowo trafiliśmy, a zatrzymaliśmy się ze względu na sporą kolejkę. Robione tam słodkie ziemniaki są niesamowicie aromatyczne, z chrupiącą skórką i miękkim, ciągnącym się wnętrzem. Warto zobaczyć cały proces ich powstawania.
Nocny Targ Dongdamen to najfajniejszy targ nocny na jakim byliśmy. Duża przestrzeń, ogromny wybór potraw (często doprawionych rodzimymi przyprawami), dużo miejsc do siedzenia (na tych ulicznych jemy na stojąco), cudowna atmosfera.

Kończąc chciałam opowiedzieć o miejscu, do którego nie dotarłam. W Hualien Bay Mall znajduje się Starbucks w 30 kontenerach transportowych, które mają stylowe wnętrza i jasną (białą i tęczową) elewację. Kawiarnię zaprojektował japoński architekt Kengo Kuma, który jest również odpowiedzialny za Tokyo Starbucks Reserve Roastery, uważaną przez wielu za najpiękniejszą kawiarnię Starbucks na świecie.
Na odwiedzenie centrów kreatywnych, starej stacji kolejowej, Starbucksa w kontenerach, spacery wzdłuż Pacyfiku przydałby się jeszcze jeden dzień, ale przed nami jeszcze tyle do zwiedzenia więc nie narzekamy tylko ruszamy dalej.
Podróż, listopad 2025

One Response
Wow, extra😁