Birma

Naypyidaw przez przypadek, relaks w Royal Nadi Resort i wino w Red Mountain Estate

W kierunku jeziora Inle Lake wyruszamy samochodem wynajętym z wypożyczalni, których w Bago jest całkiem sporo. Naszym warunkiem był samochód dla 6 osób, co udało załatwić się bez większych problemów. Podróż do Royal Nadi Resort zlokalizowanego w pobliżu Inle Lake pomiędzy Nyaung Shwe  i Shwe Nyaung zajęła nam 9 godzin.

Kierowca w rejonie stolicy Birmy trochę myli drogę, nie ma GPS więc chyba z sześć razy pyta o drogę, jak zatrzyma się przy mężczyźnie z kobietą, nigdy nie zapyta kobiety. My dzięki tej pomyłce mamy okazję zobaczyć część miasta. Naypyidaw co oznacza dosłownie „królewskie miasto słońca”, zostało nową stolicą Birmy w 2005 roku. Miasto zostało wzniesione od zera. Junta wojskowa wybudowała sobie „bezpieczne” miasto. Miejsce budowy zostało wskazanie przez astrologów. Rząd przeniósł się tam w optymalnym z punktu widzenia układu gwiazd momencie i o szczęśliwej numerologicznie godzinie. Stolica wygląda na wyludnioną, a w rzeczywistości jest trzecim pod względem liczby ludności miastem w kraju.

Miasto podzielone jest na szereg stref m.in. wojskową, rządową, mieszkalną, hotelarską itd. Nam udało się zobaczyć rządową, czyli duże budynki ministerialne wybudowane na ogromnych terenach oraz hotelarską czyli wielkie hotele (większość w budowie) jeden obok drugiego. Patrząc na te wielkie, puste hotele otwieraliśmy oczy ze zdumienia. Nie wiem jak te hotele zarobią na siebie, bo turyści rzadko odwiedzają obecną stolicę Birmy, a biznesmenów może i jest dużo, ale na pewno nie aż tak.

Poruszanie się po mieście wydaje się możliwe tylko dla osób zmechanizowanych, jedziemy ośmiopasmowymi, pustymi drogami z bardzo wysokimi krawężnikami (to zresztą specyfika całej Birmy). Ruch jest tak mały, że Birmańczycy na skrajnych pasach suszą ryż.

Trochę znużeni całym dniem jazdy (ale bez przesady) docieramy do Royal Nadi Resort. Jest to nasz najdroższy hotel, ale wart tego nie tylko ze względu na warunki, ale też otaczający go teren. Pozwala nam się zrelaksować i nie musimy udawać się nad pobliskie jezioro Inle, żeby zobaczyć zachód słońca. Hotel leży nad jeziorem Nadi Mingalar, z pięknym widokiem na góry. Sławne jezioro Inle i otaczające go tereny leżą pomiędzy dwoma pasmami górskimi. Robimy więc sobie grupowe spotkanie pod wiatą i podziwiamy jezioro, góry i zachodzące słońce, podgryzając orzeszki, owoce i inne przekąski, „delektując się” miejscowym rumem lub whisky z dodatkiem coli (tańszej produkowanej w Birmie lub droższej importowanej z Tajlandii).

Przy okazji parę słów o hotelach w Birmie. We wszystkich hotelach, w których mieszkaliśmy, 2 butelki wody dziennie były gratis. Lepszy lub gorszy standard, ale zawsze było czysto. Obsługa bardzo pomocna i miła. Taka też była obsługa hotelowa w Royal Nadi Resort.

W cenie pobytu mieliśmy rowery, które wykorzystaliśmy do zwiedzenia okolicy jeziora Inle i winnicy Red Mountain Estate. Nie obyło się bez przygody. W drodze do winnicy musieliśmy naprawić dziurawą dętkę, na szczęście awaria nastąpiła jeszcze na przedmieściach. Bez problemu znaleźliśmy malutki warsztat naprawy skuterów, gdzie szefowała młoda dziewczyna. Wszyscy w warsztacie zostawili swoją pracę, aby na pomóc.

W międzyczasie pytamy się też o drogę do winnicy, bo mapki z hotelu są poglądowe. Zatrzymany młodzieniec, nie wie dokładnie gdzie jest winnica, ale to nie problem, wyjmuje telefon i przy pomocy GPS w telefonie kieruje nas tam gdzie trzeba.

Po naprawie roweru już bez przygód docieramy do winnicy. Główni goście to turyści i jest ich całkiem sporo. Powierzchnia degustacyjna nie jest zbyt duża, w pewnym momencie brakuje miejsc dla chętnych degustować 4 niewielkie próbki win w cenie 5 000 kyatów. Próbujemy Sauvignon Blanc 2015, Late Harvest 2015, Syrah 2014, Shirah-Tempranillo, wina są naprawdę niezłe.

W  Red Mountain Estate wino produkuje się od 2008 roku przy wykorzystaniu włoskiej technologii i francuskich sadzonek. Właścicielem winnicy jest przywódca jednego z lokalnych klanów i ich reprezentant w parlamencie. Trzeba przyznać, że nie tylko dobrze wyczuł moment otwarcia interesu, ale też miejsce położenia winnicy i same wina są niezapomniane.

Podróż, listopad 2016.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *