Do Mandalay docieramy wypożyczonym samochodem, chociaż jak dowiedziałam się od Polek spotkanych nad jeziorem Inle, autobusem nocnym 17500 kyatów/osobę jest też wygodnie (duże rozkładane siedzenia, woda, cola, ciastka). W Mandalay nocujemy w hotelu Kaung Myint, położenie bardzo dobre, blisko dworca kolejowego i Pałacu Królewskiego. Po Royal Nadi Resort, przeżywam mały szok, ale nie dlatego, że jest co najmniej o dwa poziomy niżej, najśmieszniejszy jest pokój, w którym do łazienki wchodzi się przez drzwi bezpośrednio z łóżka. Jednak już po jednej nocy zapominamy o niedogodnościach (są też pokoje normalne), obsługa i czyste pokoje rekompensują te niespodziewane zjawiska. W hotelu spotykamy sporo Polaków, do mieszkania tu zachęca cena i położenie.

Pierwsze kroki po zameldowaniu w hotelu kierujemy na dworzec kolejowy, żeby rozeznać możliwość dojazdu do Bagan. Przy samym dworcu przechodzimy obok slumsów, gdzie żyją oczywiście najubożsi. Kręcimy się po dworcu (weszliśmy bocznym wejściem), aż przejmuje nas Birmanka, która prowadzi nas do informacji turystycznej. Jak wspominałam nie raz, Birmańczycy są bardzo pomocni i bezinteresowni.
Po krótkiej naradzie decydujemy, że tego dnia rezygnujemy ze zwiedzania samego Mandalay, planujemy tylko posiłek i przedstawienie w Teatrze Marionetek. Przedstawienia zaczynają się każdego dnia o 20.30 i trwają godzinę, cena 10000 kyatów/osobę.
Tradycja marionetkowych teatrzyków w Birmie sięga XI w., a ich największy rozkwit zaczyna się koło XVIII w., dzięki wsparciu dworu królewskiego. Popularność teatrzyków zaczyna spadać wraz z brytyjską okupacją. W 1986 roku dwie miłośniczki tej sztuki, zwróciły się do dawnych twórców marionetek oraz artystów i przy ich pomocy otworzyły w Mandalay teatr. Celem było zachowanie sztuki teatru lalkarskiego i promowanie go jako atrakcji turystycznej. Zamierzenie to udało się, dla miejscowych oglądanie takich przedstawień jest poza ich zasięgiem, ze względu na wygórowane ceny, ale turyści dopisują.
Rzeźbiarze wykonujący marionetki muszą przestrzegać surowych zasad dotyczących wyboru odpowiednich rodzajów drewna do rzeźbienia konkretnych figurek, a także dbać o szczegóły i detale. Marionetki mają przeważnie wysokość ok. 55 cm, ale ich wielkość może wahać się w od 30 cm do 1 m. W teatrze na scenie występują lalkarze, muzycy, harfistka, piosenkarka oraz tancerze. Artyści poruszający marionetkami, muszą się odznaczać zarówno umiejętnościami manualnymi, jak i scenicznymi, w tym samym czasie śpiewają lub prowadzą narrację. Podczas przedstawienia, co jakiś czas lalkarze widoczni są od pasa w górę, można więc obserwować pracę ich rąk przy poruszaniu marionetkami. Wrażenie jest niesamowite, nie można wyjść z podziwu, że te sznurki przy gwałtownych ruchach nie poplączą się. Lalki tańczą, skaczą, kłaniają się, poruszają z gracją, no robią po prostu wszystko i to bardzo realistycznie. Przodem do widowni siedzi mała orkiestra, złożona z tradycyjnych instrumentów, takich jak cymbały, bębny, gongi z brązu, grzechotki i harfa w kształcie łodzi. Muzyka, która się z nich wydobywa jest typowo birmańska, czasami bardzo skrzekliwa.

Samo przedstawienie to scenki przedstawiające historie z życia Buddy i birmańskie legendy, w skomplikowanych choreografiach. W pewnym momencie na scenie obok marionetki pojawia się tancerka i wykonują wspólnie taniec. Naprawdę niewielka jest różnica w płynności ruchów między marionetką i tancerką.
Dla tych, co będą mieli przesyt pagód, stup i wszechobecnych posągów Buddy, gorąco polecam Teatr Marionetek, taka odskocznia pozwoli z nową energią powrócić do zwiedzania obiektów sakralnych.
Dla miłośników teatrów lalkowych, to obowiązkowy punkt zwiedzania.

Tego dnia, szukając restauracji, po raz kolejny mamy możliwość zaobserwować grę tubylców w siatko-nogę. Nie są wymagający, wystarczy niewielki placyk gdzie można rozciągnąć siatkę i można grać.

Podróż, listopad 2016.
