Ekwador i Galapagos

Galapagos, żółwie wyspy

Od samego początku planując wyjazd do Ekwadoru wiedzieliśmy, że odwiedzimy jego wyspiarską część, czyli Galapagos. No bo jak to brzmi… byliśmy na Galapagos. Niestety nasz czas był ograniczony więc z założenia było wiadomo, że  pobyt będzie dosyć krótki, ale z nadzieją, iż uda nam się poczuć co tak zachwyca turystów i naukowców z całego świata.

Bilety na samolot  rezerwujemy jeszcze w Polsce, lecimy lokalną linią Tame z Guayaquil na wyspę Baltara. To główne lotnisko archipelagu, zbudowane zostało podczas II Wojny Światowej przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych, aby patrolować Kanał Panamski. Żeby zostać przepuszczonym przez bramki na lotnisku nie wolno mieć ze sobą żywności i należy zapłacić obowiązkowo 100$ gotówką.  Jest to opłata za wstęp do Parku Narodowego Galapagos, który powstał w 1954 roku. Archipelag  składający się z 16 niewielkich wysepek pochodzenia wulkanicznego jest też wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Na wyspach Galapagos żyją gatunki fauny i flory nieznane dotąd gdzie indziej na Ziemi. Co ciekawe, fauna poszczególnych wysp wykazuje dość znaczne różnice. Archipelag znany jest przede wszystkim z ogromnej populacji gadów. Olbrzymie żółwie lądowe, legwany i całe mnóstwo innych drobniejszych gadów. Nie możemy doczekać się, kiedy zobaczymy to co widzieliśmy wirtualnie, na własne oczy. Zanim napiszę o naszej wizycie na Galapagos  to troszkę historii i informacji skąd te niespotykane gdzie indziej gatunki  fauny.

Galapagos odkryto 10 marca 1535 roku, jak to często bywa przez przypadek. Odkrycie łączy się z podbojem imperium Inków przez Hiszpanów. Biskup Panamy płynął statkiem do Peru, aby rozstrzygnąć spór między hiszpańskim konkwistadorem, a jego oficerami. Będąc już prawie u celu, niespodziewana zmiana wiatru skierowała okręt na pełny ocean. Po wielu dniach podróży załodze ukazał się nieznany ląd. Biskup w sprawozdaniu z podróży opisał hiszpańskiemu królowi Karolowi V to co zaobserwował, a więc wielkie żółwie, legwany, różnorodne ptaki i co ważne określił przybliżone położenie geograficzne. Odkrycie to pozwoliło na umieszczenie w 1574 roku wysp o nazwie Isolas de Galapagos  na mapie.

Wyspy nie zainteresowały hiszpańskich konkwistadorów, dzięki temu i niewielkiemu zaludnieniu, 1,5 tysiąca mieszkańców na 8 tysięcy km zdołały zachować pierwotną faunę i florę, którą w innych miejscach kuli ziemskiej wyniszczyła skutecznie gospodarka człowieka.

Wyspy rozsławił Karol Darwin. W swej podróży dookoła świata dokładnie zwiedził ten archipelag. Przyznał, że to co zobaczył, dało mu bodziec do wyciągnięcia wniosku, że gatunki ewoluują. Od tych czasów fauna z wysp Galapagos jest znana nie tylko wśród biologów całego świata.

Dlaczego więc pomimo niezaprzeczalnej wyjątkowości, występowaniu endemicznych gatunków, aktywnych wulkanów, pięknych plaż i możliwości nurkowania z żółwiami morskimi, nie ma tłumu turystów ? Odpowiedź jest prosta, bo wizyta na Galapagos jest kosztowna. Oprócz opłaty za lot i wstęp do Parku Narodowego, trzeba opłacić pobyt. Agencje turystyczne oferują dużą ilość rejsów między wyspami, w dość sporych cenach. Można nocować i żywić się na statku. Można skorzystać też z szybkich łodzi przemieszczając się między wyspami, ale musimy przygotować się, że bardzo rzuca, co nie jest to przyjemne Z pomocą przychodzi  pastylka na chorobę morską.

Ponieważ nie mamy czasu na rejs, a i koszt odstrasza, decydujemy się na pobyt, na wyspie Santa Cruz. Z lotniska bezpłatny autobus zawozi nas na przystań. Tam wsiadamy w łódź za 0.50$, a następnie w autobus do centrum Puerto Ayora za 1.80$, stąd taksówką do leżącego na przedmieściach Twin Eco Suites. Hotel bez zastrzeżeń, z miłą obsługą, ale z perspektywy czasu wolałabym nocować w mieście, łatwiej z posiłkami i bliżej do paru miejsc, które zaplanowaliśmy zwiedzić. Na wprost hotelu znajduje się mało znane miejsce, gdzie można oglądać tunele powstałe z lawy. Z hotelu wszędzie musieliśmy poruszać się taksówkami. Obsługa zamawiała nam transport do danego celu, sam powrót z miasta nie był żadnym problemem. Właściciele hotelu pokazali nam swój ogród i opowiedzieli o hodowanych roślinach, poczęstowali nas owocami strąkowymi (guaba) o bardzo ciekawym smaku. Nie po raz pierwszy spotkałam się w Ekwadorze z owocami, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

Pierwsza nasza wyprawa to oczywiście El Chato z gigantycznymi żółwiami. Na terenie parku znajdują się słynne Los Tuneles, czyli tunele utworzone przez lawę. Po erupcji wulkanu lawa spływa w stronę oceanu. W czasie gdy płynie, górna jej część zastyga. W środku tworzy się tunel. Nie tunele jednak, ale żółwie lądowe robią na nas ogromne wrażenie, bo są naprawdę ogromne. Pancerz grzbietowy żółwia czyli kręgosłup, może mieć nawet 150 cm długości. Największy znaleziony osobnik mierzył prawie 3 metry i ważył 1 tonę. Są one długowiecznymi zwierzętami, mogą dożyć nawet 300 lat. W parku zatrzymujemy się na kawę, chętni mają możliwość przymierzyć pancerz żółwia. Uwierzcie, niezły ciężar do uniesienia na grzbiecie.

Zanim dotarliśmy do El Chato, zatrzymaliśmy się w Los Gemelos, gdzie znajdują się dwa (25 i 125 m) bliźniacze kratery (nie wulkaniczne), w otoczeniu „skamieniałego” lasu, porośniętego mchem. Kratery leżą 2 km za Santa Rosa po obu stronach drogi, niewidoczne z niej bo ukryte za roślinnością. Nie jest to super wyjątkowe miejsce, ale na krótki spacer jak najbardziej wskazane.

Żeby zobaczyć drugie po żółwiach charakterystyczne zwierzę Wysp, legwany morskie, czyli jedyne jaszczurki żyjące w wodzie, udajemy się na piękną plażę Tortuga Bay. Aby do niej dotrzeć trzeba wpisać się do książki i potem przez około 30 minut iść ścieżką przez wydmy porośnięte opuncjami i srebrnymi  drzewami.

Spacer w palącym słońcu jest trochę męczący, ale nagrodą jest pusta, długa, biała plaża z turkusową wodą i oczywiście wygrzewające się na słońcu legwany. Wielkość morskich legwanów na Galapagos różni się w zależności od tego, którą z wysp archipelagu zamieszkują. Długość ciała, bez ogona, waha się od 28 cm do 59 cm, jest to spowodowane możliwością znalezienia lepszego pożywienia. Dlatego na większych, zachodnich wyspach archipelagu, gdzie dostępne są zielone i czerwone glony (ulubiony pokarm legwanów) mieszkają większe gady.

W  Porto Ayora warto wybrać się na spacer (30-40 min) w bardzo malownicze i niesamowicie egzotyczne miejsce czyli Las Ninfas  (w okolicy wejścia do Tartuga Bay) aby podziwiać lasy namorzynowe (mangrowe). Lasy namorzynowe, to wiecznie zielone lasy strefy międzyzwrotnikowej. Rozrastają się nad brzegami mórz i oceanów. W zależności od poziomu wody, lasy namorzynowe są okresowo zalewane słoną wodą. Drzewa przystosowały się do tego, wykształcając specyficznie wyglądający system korzeniowy.

Będąc w Puerto Ayora odwiedzamy słynne Centrum Darwina, które zajmuje się m.in. ratowaniem żółwi. Czytałam o nim różne opinie, ale nawet jeśli wygląda jak zoo warto tu zajrzeć. Na dużym terenie można zobaczyć żółwie w różnym stadium rozwoju, trochę mniej iguan. Wszystkie żółwie urodzone w centrum są oznaczone numerami na skorupach.

Niedaleko Centrum Darwina znajduje się niewielka plaża Pelicano Bay. Decydujemy się odpocząć i trochę popluskać, spacer na piękną Tartuga Bay odpada ze względu na mówiąc kolokwialnie, kawał drogi do przejścia.

W drodze powrotnej zwiedzamy targ rybny. Rybacy sprzedają złowione okazy. Obok spacerują dostojne pelikany, a po chodniku suną legwany. Decydujemy się też na posiłek w knajpce niedaleko targu rybnego.

Puerto Ayora to nieduże miasteczko, na głównej ulicy galerie i sklepy z pamiątkami. W mieście nie brakuje miejsc noclegowych i punktów gdzie można coś zjeść. Poza ścisłym centrum polecam restaurację Kale, gdzie za niewielkie pieniądze razem z miejscowymi zjedliśmy smaczny zestaw obiadowy.

W Puerto Ayora znajduje się kilkanaście agencji turystycznych, z którymi można popłynąć na różne jednodniowe wycieczki. Wycieczki można rezerwować z dnia na dzień. Większość ma w programie snorkeling. W miejscowości jest też kilka centrów nurkowych, proponujących różne opcje.

Ten krótki pobyt na Galapagos, na wyspie Santa Cruz to było takie dotknięcie niezwykłej przyrody. Na zawsze zostaną w pamięci ogromne żółwie i wygrzewające się, kroczące dostojnie legwany. Nie zdarza się na co dzień spacer razem z takimi gadami. Co ciekawe Santa Cruz jest wyjątkowo zielona jak na wyspę wulkaniczną, a więc na zakończenie parę słów dlaczego tak się dzieje, że zachwyca nas nie tylko fauna ale i flora.

Wyspy Galapagos znajdują się na styku dwóch płyt tektonicznych: Nazca i Pacyficznej. Wyrastają wprost z wnętrza Ziemi, z obszaru szczególnej aktywności wulkanicznej tzw. Hot Spot – punktu gorąca. Wszystkie wyspy przemieszczają się. Wędrują kilka centymetrów rocznie na wielkiej płycie tektonicznej, która się nieustanie przesuwa.

Wyspa Santa Cruz przemieściła się tak daleko od punktu gorąca, że wygasłe wulkany są tutaj gęsto porośnięte lasami. Jest tutaj słodka woda czyli kolejna rzadkość na tych wyspach.  Ach ta przyroda, ile niespodzianek….i niestety niedosyt, że nie zobaczyłam Głuptaka, czyli ptaka z niebieskimi nóżkami.

Podróż, listopad 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *