USA

Los Angeles, czy warto zwiedzać ?

Stany Zjednoczone Ameryki to nasz pierwszy grupowy wyjazd jesienno-letni w listopadzie 2011 roku. Podróżować będziemy po Parkach Narodowych, bo dla nas USA to głównie przyroda. W planie mamy ich osiem, ale przy okazji nie sposób ominąć miast czy miasteczek, o których się tyle mówi i czyta.

Lądujemy w Los Angeles, a więc jest to pierwsze miasto, które odwiedzamy. Na forach internetowych przeważa zdanie, że nie jest to ciekawe miasto i nie ma wiele do zaoferowania zwiedzającym. Powszechnie jest wiadome, że Stany Zjednoczone to nie jest stary kraj, a więc i zabytki są relatywnie młode. No ale przecież nie tylko zabytki są godne odwiedzenia, poza tym trzeba samemu poczuć blaski i cienie Miasta Aniołów.

Nasz pierwszy cel to Farmer’s Market z charakterystyczną wieżą zegarową, otwarty w lipcu 1934 r., będący ponoć dużą atrakcją turystyczną. Zaprasza 7 dni w tygodniu, serwując lokalną i międzynarodową kuchnią oferowaną przez społeczność imigrantów z Los Angeles. Znajduje się on na rogu 3rd Street i Fairfax Avenue.

Historia tego miejsca sięga 1880 roku, kiedy Arthur Fremont Gilmore i jego partner, kupili dwie farmy mleczarskie w rejonie Los Angeles. Arthur kupił część nazywaną “Farmers Market”, a jego partner kupił sąsiednią działkę. Sprzedaż rozpoczęła się, gdy kilkunastu pobliskich rolników zaczęło parkować ciężarówki na polu i sprzedawać świeże produkty dla mieszkańców. W  1905 odkryto ropę naftową podczas wiercenia studni wodnych i Gilmore Oil Company zastąpiło farmę mleczarską. Dziś na Farmer’s Market możemy podziwiać także Stację benzynową Gilmore Oil Co. Prawda, że urocza ?

Kiedy w 1952 roku otworzyła się CBS Television City, Farmers Market zapewniał pracującym lub odwiedzającym to studio telewizyjne dogodne miejsce do robienia zakupów lub jedzenia. W latach siedemdziesiątych The Country Kitchen, restauracja prowadzona przez Jacka i Eileen Smith (obok nadal działających Du-par), była popularna wśród gwiazd i fanów. Można było tu spotkać Elvisa Presleya,  Mae West, czy Szacha Iranu podczas jego wizyty w LA.

Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku został opracowany główny remont, rozbudowa i plan zagospodarowania i to właśnie obecnie oglądamy efekty tych zmian.

Myśląc o Los Angeles, często myślimy o Hollywood. Ponad 100-letni biały napis HOLLYWOOD, mieszczący się na zboczu góry Lee, podziwiamy z terenu Griffith Observatory, skąd jeśli nie ma mgły można podziwiać również widoki na miasto. Samo miejsce jest również związane ze światem filmowym dzięki produkcji z 1955 roku. Użycie obserwatorium jako planu filmowego do „Buntownika bez powodu” zostało upamiętnione popiersiem głównego bohatera. Jams Dean ma swój monument po zachodniej stronie budynku obserwatorium.

Chodnik sław z pięcioramiennymi gwiazdami przy Hollywood Bouleyard nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, ale to zasługa mało efektownej architektury. Spacerując wśród gwiazd, nie raz natkniemy się na polskie akcenty. Podczas naszego pobytu powstawała gwiazda Shakiry.

 

Dużo ciekawsza, chociaż też nie rzuca na kolana jest najbogatsza ulica USA czyli Rodeo Drive w Beverly Hills. Z wielką przyjemnością ogląda się luksusowe sklepy Giorgio Armani, Cartiera, Chanel, Christiana Diora, Hugo Bossa i wielu innych. Dla nas najciekawszy był sklep z modą męską irańskiego projektanta mody Bijana. Środek dla nas niedostępny, bo zakupy w nim można robić wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji. Ubiera się tu sam prezydent USA oraz największe gwiazdy Hollywood. Przeciętny  klient (jeśli tak można powiedzieć) wydaje tutaj średnio 100 000$, ale to nic dziwnego skoro cena za parę skarpet to około $50.

Butiku nie można ominąć. Przed jego lekko żółtą fasadą parkuje również z wykorzystaniem żółtego lakieru Bugatti, auto właściciela, wzbudzające uzasadnione zainteresowanie.

Spacerując Rodeo Drive warto zwrócić uwagę na “Two Rodeo”, cześć ulicy, która została zbudowana w stylu przypominającym włoską uliczkę. Ani na Rodeo Drive, ani na Two Rodeo nie udało nam się spotkać żadnej gwiazdy, no cóż szybko się z tym pogodziliśmy.

Faktycznie Los Angeles nie jest to super piękne miasto, ale ma dzielnice i sławne drogi, które warto zobaczyć. Bliskość oceanu, a przede wszystkim przemysł filmowy to jego atuty. Ponieważ nasza podróż po Kalifornii i sąsiednich stanach, to była podróż wypożyczonym samochodem, dało to nam łatwość poruszania się. W Los Angeles przejechaliśmy się hollywoodzką trasą, bardzo znaną i malowniczą Mulholland Drive, rozsławioną filmem w reżyserii Davida Lyncha. Mylholland Drive prowadzi przez wzgórza Hollywood i Santa Monica. Roztaczają się z niej panoramiczne widoki na Los Angeles, Dolinę San Fernando, Universal City.

Pokręciliśmy się też po sławnej Beverly Hills, ale jak powszechnie wiadomo, gwiazdy i inni mieszkańcy tej dzielnicy strzegą mocno swojej prywatności.

Co odpowiem na pytanie postawione w tytule wpisu ? Warto choć trochę powłóczyć się po Mieście Aniołów, niezależnie czy nam się spodoba czy nie, bo warto spojrzeć na miejsca tak często pokazywane w telewizji i porównać wirtualność z rzeczywistością.

Podróż, listopad 2011.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *