Góry Smocze są niezwykle długim pasmem przebiegającym między innymi przez RPA. Linia gór jest równoległa do wybrzeża Oceanu Indyjskiego. Te górzyste tereny otrzymały swoją nazwę dzięki Voortrekkers, czyli pionierom w południowej Afryce, którzy dopatrzyli się w ich kształtach zamarłych smoków.

Pierwsze nasze zetknięcie z tymi górami, to Trasa Panoramiczna (w drodze do Parku Krugera). Przeznaczyliśmy na nią jeden dzień, co przy starcie z Johannesburga jest zdecydowanie za mało, aby zasmakować tego co ma do zaoferowania. Jeszcze przed wyjazdem zdałam sobie sprawę, że zwiedzanie trasy musimy ograniczyć do najciekawszych miejsc, których niestety nie da się zobaczyć z samochodu. Trzeba zjechać z trasy (co prawda niewiele), zapłacić za wstęp i dopiero wtedy napawać się ich widokiem.
Zanim dotarliśmy do celu, podziwialiśmy region, gdzie aż po horyzont ciągną się lasy. To tu jest zagłębie surowca dla przemysłu drzewnego w RPA. Lasy są jak pod linijkę, niewysokie, a drzewa z cienkimi pniami. Gdy już dojeżdżaliśmy do Sabie poczuliśmy, że pomimo iż nie „dotknęliśmy” jeszcze Panorama Route, to trzeba się wzmocnić i coś zjeść. Tak więc zanim skręcimy w kierunku Pilgrim’s Rest udajemy się do Graskop i nic nie kombinując, decydujemy się na posiłek w sławnej naleśnikarni u Harrego, znajdującej się przy głównej ulicy. Są całkiem niezłe, słodkie, wytrawne, do wyboru do koloru, a do tego pyszne rzemieślnicze piwo lub wino.

Ponieważ zostało nam niezbyt dużo czasu, bo wejście na punkty widokowe są zamykane ok. 17.30, ruszamy do pierwszego celu czyli Pilgrim’s Rest. To zabytkowa osada górnicza, w której znajdziemy ulice i budynki wyglądające dokładnie tak, jak pod koniec XIX wieku. Samochód zostawiamy na parkingu i ruszamy na spacer główną ulicą wzdłuż odrestaurowanych domków. Mijamy sklepy, stację paliwową, warsztat i pustawe restauracje. Miasteczko ma swój niepowtarzalny urok, można tu faktycznie poczuć klimat czasów, gdy przybywali tu ludzie poszukujący złota. Kiedy wracamy na parking pseudo parkingowi domagają się sporej opłaty za umycie (a w zasadzie rozmazanie) samochodu. Ponieważ, czytałam o nich przed wyjazdem, przyjmujemy to spokojnie i tłumaczymy, że samochód był czysty i nie zamawialiśmy mycia. Zostawiamy jakiś groszowy napiwek i mkniemy na następny przystanek.

Miało nie być żadnego wodospadu, bo oglądając zdjęcia doszłam do wniosku, że można je sobie spokojnie darować. Ostatecznie zajeżdżamy do Lisbon Falls (wstęp 20 ZAR za samochód). Nazwa ta pochodzi od portugalskich górników, którzy przybyli tutaj, aby spróbować szczęścia w czasach gorączki złota.

Czas nas goni więc rezygnujemy z kolejnego punktu na trasie czyli God’s Window (Okno Boga) gdzie przy sprzyjających warunkach atmosferycznych rozlega się podobno (czytałam też opinie, że wow nie aż tak wielkie) fantastyczny widok ze stromych klifów o wysokości około 700 metrów.
Na szczęście kolejny punkt widokowy – Bourke’s Luck Potholes (wstęp 330 ZAR za 6 osób + samochód) robi wrażenie. Nazwa pochodzi od irlandzkiego poszukiwacza złota Tom Bourke. Bourkes Luck Potholes są jedną z głównych atrakcji turystycznych w Republice Południowej Afryki.

Miejsce łączenia się rzek Treur i Blyde powoduje wiry, które przez tysiąc lat wykształtowały wspaniałe cuda natury. Nazwę rzeki Blyde tłumaczy się jako „rzeka szczęścia”, natomiast rzeka Treur to „rzeka smutku”. To co stworzyła natura możemy podziwiać ze skał i mostków dla pieszych.

Przy parkingu uwagę przyciągają nie sklepiki (bo powoli się zamykają) ale małpie rodziny i częste w RPA (ale nie tak jak w Australii) stożki termitów.

Do dwóch ostatnich atrakcji Trasy Panoramicznej Three Rondawels i Blyde River Canion, prowadzi jeden wjazd i to pozwoliło nam zobaczyć te miejsca, choć było na tyle późno, że drogę przegradzał szlaban. Czarnoskóry obywatel RPA, w tego typu obsłudze nigdy nie spotkaliśmy osoby białej, bez większych problemów wpuścił nas, prosząc tylko abyśmy opuścili to miejsce przed wyznaczoną godziną. Ponieważ kasa była zamknięta, wjazd był gratis, wyjeżdżając zostawiliśmy napiwek, za dla niego być może niewielką przysługę, ale dla nas nie zobaczenie tych miejsc, to byłaby duża strata. Zachodzące słońce pokazało nam piękno kanionu w niezwykłym świetle.

Parę słów o Three Rondawels. Skały te wznoszą się 700 metrów nad dno kanionu, a wyglądem przypominają tradycyjne chaty murzyńskie zwane w języku afrikaans „rondavel”.

Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, że udało nam się zobaczyć aż tyle, w tak krótkim czasie.
Podczas naszego pobytu w RPA zetknęliśmy się jeszcze raz z Górami Smoczymi (Drakensberg), wiele kilometrów dalej, bo w pobliżu Lesotho. Północne Góry Smocze zaliczane są do najpiękniejszych terenów w RPA. Spędziliśmy późne popołudnie i ranek w hotelu Mount Aux Sources (Góra Źródeł) w sąsiedztwie Parku Narodowego Royal Natal. Nazwa hotelu pochodzi od płaskowyżu ciągnącego się na wysokości 3282 m n.p.m. A skąd nazwa płaskowyżu, otóż francuscy misjonarze badając ten teren w 1836 roku odkryli tu źródła kilku dużych rzek Tugela, Vaal, Oranje. Teren ten, to pionowe urwisko w kształcie półksiężyca nazywanego Amfiteatrem. Z tego długiego na 4 km i ponad 1000 m wysokiego łańcucha skał, spływa pięciostopniowymi kaskadami 948-metrowy wodospad Tugela, drugi co do wielkości na świecie.

Nie udało nam się ze względu na wyjątkowo krótki czas (byliśmy tu przejazdem) wybrać na jakąkolwiek wycieczkę pieszą, ale położenie hotelu, zrekompensowało nam te niedogodności. Mount Aux Sources Hotel & Spa ma niesamowity widok na jedną z największych atrakcji Gór Smoczych czyli Amfiteatr. Pokazało nam to z trochę dalszej perspektywy wyjątkowość i piękno tych gór.

Jadąc z Gór Smoczych do Durbanu nie mogliśmy ominąć wyjątkowego miejsca, gdzie znajduje się zaprojektowany przez afrykańskiego artystę Marco Cianfanelli pomnik dla uczczenia 50-lecia działalności pokojowej i politycznej Nelsona Mandeli (Mandela Capture Site, R103, Howick, 3290).

Miejsce powstania pomnika przypomina trochę historię zatrzymania Jerzego Popiełuszki (ale mniej tragiczne). W 5 sierpnia 1962 r., ta zwykła droga R103, oddalona o około pięć kilometrów od Howick, nagle stała się znana. W tym ustronnym miejscu, Nelson Mandela został wreszcie zatrzymany i aresztowany. Policja okrążyła samochód, którym Nelson Mandela podróżował przez siedem miesięcy, skutecznie unikając agentów. To dramatycznie zdarzenie zaistniałe w środkowym KwaZulu Natal, zupełnie losowo zmieniło historię tego regionu RPA. Nelson Mandela siedział w więzieniu przez 27 lat. Miejsce w którym utracił wolność zostało uczczone pomnikiem w 50 rocznicę tego fatalnego dnia.
Geneza projektu i instalacja rozpoznawalnej na arenie międzynarodowej rzeźby w krajobrazie Natal Midlands, to odpowiedź na skromny pierwotny pomnik, składający się z blaszki ustawionej w ścianie przy drodze.

Profil Mandeli obejmuje 50 stalowych kolumn o wysokości 6,5 i 9 metrów zakotwiczonych w betonowym podłożu. Z drogi słupy stalowe przypominają las. Aby zobaczyć obraz Mandeli, zbliżamy się ścieżką “długiego spaceru do wolności”. Zatrzymujemy się w określonym punkcie, 30 metrów od rzeźby. Wtedy z 50 liniowych pionowych stalowych słupów, tworzy się iluzja płaskiego, dwuwymiarowego obrazu, który magicznie odtworzy obraz Madiby, metaforycznie ogłaszając powrót do miejsca, w którym zniknął z punktu widzenia świata.
Pomysł na pomnik i jego wykonanie są niesamowite, będąc w tym rejonie trzeba koniecznie go zobaczyć.

Podróż, listopad 2017.
