USA

Las Vegas – Frank Gehry i kasyna

Las Vegas w stanie Nevada, nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Miasto samo wie jak się reklamować, określając siebie mianem Światowej Stolicy Rozrywki. Nic dziwnego, bo w tym właśnie mieście nagromadzenie ogromnych kasyn i powiązanych z nimi atrakcji jest niepodwarzalne. Ponadto tolerancja dla różnych form rozrywki dla pełnoletnich, przypisała Las Vegas tytuł Miasta grzechu.

Co to znaczy Las Vegas? Nazwa została wymyślona przez hiszpańskiego badacza i handlarza, Antonio Armijo, który podróżował z Teksasu na północno-zachodnie tereny Stanów Zjednoczonych, szlakiem Old Spanish Trail. Przemierzając trasę, trafił na obszar dzisiejszego Las Vegas, w którym pustynny, niesprzyjający krajobraz zmienia się w rozległe tereny strumieni oraz zielonych łąk, czyli vegas w języku hiszpańskim. Do dzisiaj miasto stanowi fenomen urbanistyczny, czyli tętniącą życiem kolorową oazę w środku pustyni.

Do Las Vegas przyjeżdżamy wczesnym popołudniem i pierwsze kroki kierujemy nie do hotelu, ale do Centrum Zdrowia w Las Vegas, a ściślej do Centrum badań chorób zwyrodnieniowych mózgu, co może wydać się trochę dziwne. Jednak ze względu na architekturę, to miejsce trzeba koniecznie zobaczyć. Powyginana bryła budynku nie przypomina szpitala psychiatrycznego. Co ciekawe autor budynku, 81-letni wówczas Frank Gehry (światowej sławy architekt z polskimi korzeniami) zmienił zdanie odnośnie zaangażowania w ten projekt, pomimo odmawiania przez wiele lat budowy czegokolwiek w stolicy hazardu. Wpływ na to miał Larry Ruvo, szef fundacji zajmującej się zaburzeniami neurologicznymi, którego ojciec zmarł z powodu choroby Alzheimera, a także znajoma Gehry’ego, która stoczyła walkę z chorobą atakującą ośrodkowy układ nerwowy.

Kompleks składa się z dwóch połączonych dziedzińcem brył. W pierwszej mieści się klinika, ośrodek badań i pokoje pacjentów, w drugim tzw. Life Activity. Architektura szpitala nie jest przypadkowa, jest ona częścią terapii. Człon przeznaczony dla pacjentów składa się z poukładanych schodkowo białych sześcianów różnej wielkości. Kontrastowe zestawienie obu brył ma przywodzić na myśl dwie półkule mózgu. Środek obiektu też został zaprojektowany z myślą o pacjentach i ich terapii.

Obiekt jest naprawdę nieszablonowy. Siedem lat temu pomimo posiadanego adresu i GPS (jak się okazało niezbyt dokładnego), trudno było trafić. Tylko nasza determinacja pozwoliła dotrzeć w końcu do tego niesamowitego miejsca.

Po przerwie na lunch w meksykańskiej restauracji, kierujemy się do hotelu MGM Grand, naszego miejsca noclegowego. Hotel położony jest na skrzyżowaniu Tropicana i Las Vegas Boulevard, lepiej znanego jako Las Vegas Strip. Jest to mega hotel i kasyno, które po otwarciu w 1993 roku było największym hotelem na świecie. MGM Grand zajmuje 46 ha z barami, klubami nocnymi, restauracjami, sklepami i Grand Garden Arena. Znany jest nie tylko z walk bokserskich, ale też z pojawienia się w filmie Ocean’s Eleven. Ponieważ hotel jest tak duży, długość korytarzy hotelowych też jest niczego sobie. Nasz pokój jest nieduży (są oczywiście różnej wielkości) ale design jest taki jak na sławę hotelu przystało.

Teraz krótka dygresja na temat cen hoteli. Ceny hoteli w Las Vegas nie są wysokie w odniesieniu do przyznanych im gwiazdek. Ma zarobić na siebie cały kompleks, a więc kasyno (to przede wszystkim). ale też restauracje oraz sklepy.

Ponieważ jest jeszcze widno, meldujemy się (kolejka do recepcji spora) i wyruszamy na spacer wzdłuż Las Vegas Strip. Zmęczeni mogą korzystać z szybkiej, naziemnej, jednoszynowej kolejki.

Obok MGM od razu zwracamy uwagę na hotel Nowy York z Manhattanem, Statuą Wolności i wielką kolejką górską, której wagoniki pędzą z prędkością ok. 100 km/godzinę, a w niektórych miejscach przód maja u góry czyli pędzą „do góry nogami”.

Nie damy rady w jedno (w listopadzie już krótkie) popołudnie zajść do wszystkich mijanych hoteli i kasyn, nawet tych najsławniejszych. W zasadzie hotel (przeważnie dużych rozmiarów) i kasyno w tym wypadku to jedno. Wejście do hotelu to generalnie wejście do kasyna, nie wspominając restauracji, sklepów, sławnych kaplic Las Vegas i innych atrakcji. Fragment głównej ulicy to również Aleja Gwiazd rodem z Hollywood. Miasto stara się uwiecznić karierę ważnych postaci muzyki, telewizji, sportu i radia.

Zanim dotrzemy do hotelu Bellagio, na Las Vegas Boulevard miniemy super okazałe butiki znanych marek modowych, znane restauracje jak Hard Rock Cafe czy Hollywood Planet (nie wiem czy jeszcze istniejące) i wiele innych.

Zobaczymy też wieże Eiffla, Łuk Triumfalny czyli wizytówki hotelu Paryż.

Kiedy dochodzimy w okolice Caesars Palace robi się szaro, jesteśmy tylko o krok od Bellagio, czekamy więc parę minut na rozpoczęcie spektaklu tańczących fontann. Pokaz światła, muzyki i wody bardzo przyjemny, ale bardziej podobały mi się magiczne fontanny w Barcelonie.

Już w Polsce wiedziałam, że musimy odwiedzić hotel Bellagio z jego niesamowitym kwiatowym sufitem. Ręcznie wykonany (z dmuchanego i formowanego szkła), największy na świecie żyrandol nie zawiódł mnie. Robi niesamowite wrażenie. Niedaleko od wejścia (ale dalej niż kasyno) znajduje się Ogród botaniczny Bellagio jak wszystko w tym hotelu godny odwiedzenia.

Ogromne kasyno zaprasza, ale decydujemy, że na te przyjemności pozwolimy sobie w „naszym” MGM Grand. Na zewnątrz ciemne jest tylko niebo, bo całe centrum oświetlone jest niezliczoną ilością neonów i lampek. Na ulicach sporo osób z wizytówkami zapraszającymi na różne przyjemności, tylko wybierać. Po drodze zachęcają do wejścia hotelowe kasyna, o tej porze wyjątkowo oświetlone.

Dochodząc do MGM Grand widzimy jak zmienił się hotel Excalibur dzięki nocnemu oświetleniu.

Teraz pozostaje nam bardzo krótki odpoczynek i czas zasmakować hazardu. W kasynie przekrój ludzi ogromny, przyjmują każdego kto chce grać, żadne zasady jeśli chodzi o strój nie obowiązują. Jedyne rozczarowanie to fakt, że w jednorękim bandycie nie używa się już żetonów i nie ma przyjemności wrzucania i autentycznego brzęku po wygranej. W naszej grupie szczęście jest zmienne. Kończąc przygodę z kasynem czujemy emocje podczas kibicowania koledze, któremu idzie naprawdę nieźle i dla którego kasyno to nie pierwszyzna.

Hazard to jednak niebezpieczne zjawisko, dopiero po latach dowiedziałam się, że jeden z kolegów obudził się rano i postanowił, nie budząc żony udać się do kasyna. Niestety przegrał 100$ (była umowa, że wygrane przeznaczamy na „rozkosze”) i nikomu się tym nie pochwalił przez sześć lat.

Podróż, listopad 2011.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *