Do Australii docieramy w styczniu, czyli w pełni lata, a nie jak zazwyczaj w listopadzie. Decyzja spowodowana przez miłośników tenisa i odbywającym się właśnie w styczniu Australian Open. Lądujemy w Perth późnym popołudniem. Tradycyjnie odbieramy samochód z wypożyczalni i ruszamy do hotelu. Wieczór spędzamy z Polką i jej mężem, wtedy jeszcze mieszkańcami Perth. Pomimo dłuuugiej podróży i zmęczenia, witamy Australię w Clancy’s Fish Bar City Beach z pięknym widokiem na zachód słońca.
Nasz cel na następny dzień to Pinnacles Desert piaszczysta pustynia, na której jest mnóstwo wapiennych stożków. Są to pozostałości po drzewach, które zostały oblepione wapiennymi muszelkami, nanoszonymi przez wiatr z oceanu. Ich wysokość dochodzi do 5 metrów wysokości i podobno pod ziemią mają dodatkowe 60 metrów. To co widzimy to historia licząca ponad 2 miliony lat. Legenda Aborygenów mówi, że każda z tych formacji to wróg plemion, zamieniony przez Bogów w kamienny postument.


Na pustynię wjeżdżamy samochodem i poruszamy się między stożkami (pinnacles) po twardo ubitym piaszczystym podłożu.

Miejsce to, oddalone jest od Perth ponad 200 km (to na australijskie odległości jest blisko), zanim dojedziemy rozglądamy się czujnie dookoła, w końcu to nasz pierwszy dzień w Australii. Uwagę przyciągają Blackboy (bo mają czarne pnie), czyli drzewa trawiaste. Całe ich skupiska wyglądają niesamowicie.

Kolory piasku też robią wrażenie, szczególnie ten biały. Z daleko wydaje nam się, że mijamy wzniesienia pokryte śniegiem, a przecież żar leje się z nieba.

Przygnębiający widok spalonej zieleni, ożywiają biało-różowe ptaki przechadzające się po szarym podłożu.

W drodze powrotnej do Perth zajeżdżamy na plażę w Zatoce Gray, z niewielkimi domkami dawnych łowców wielorybów. Piasek drobniutki, biały w różowym odcieniu. Jest tak ciepło, woda taka przyjemna, że nawet Ci z nas, którzy z nie przygotowali się na kąpiel w Oceanie Indyjskim, nie tracą pierwszej wakacyjnej okazji, aby się popluskać. Jest cudownie, była to jedna z przyjemniejszych chwil tego dnia.


Następnego dnia wyruszamy do Fremantle, portowego miasteczka, będącego pierwszą osadą, które dało początek Australii Zachodniej (znajdującego się w aglomeracji Perth). Nasz pierwszy cel to Fremantle Prison, czyli kompleks budynków wybudowany przez więźniów w 1859 roku. Więzienie działało do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jest to jedyny w Australii Zachodniej budynek wpisany na listę światowego dziedzictwa.
Miasteczko jest urocze, zarówno budynki jak i niewielkie odległości powodują, że zwiedza się je bardzo przyjemnie.

Na nadbrzeżu Fremantle stoi przycumowana replika Duyfken, wykonana w latach 90-tych ubiegłego wieku. Duyfken to mały okręt, który pod banderą holenderską jako pierwszy europejski statek dotarł do nieznanego kontynentu, czyli Australii. Tu mała dygresja “Terra australis incognita” to łacińskie określenie od którego wywodzi się nazwa Australia. Oznacza ono, nieznany kraj południowy. Ponieważ Holendrzy nie byli zainteresowani ziemią, tylko przyprawami, nie anektowali nowej wyspy dla siebie.
Spacer po porcie jest bardzo przyjemny (nie jest jeszcze gorąco), co chwila spotykamy rzeźby związane z morskimi profesjami.
Na pewno fani AC/DC wiedzą, że Bon Scott, wokalista zespołu AC/DC, spędził we Fremantle część życia, a po śmierci w 1980 roku został pochowany na miejscowym cmentarzu. W pobliżu przystani stoi jego pomnik.


Będąc we Fremantle warto zajrzeć na targowisko, które działa od 1897 roku. Budynek Fremantle Markets wybudowany w stylu wiktoriańskim, od początku istnienia pełnił funkcję targowiska miejskiego. Obecnie tylko dwa tego typu obiekty zachowały się w Australii Zachodniej.

Dwie godziny jazdy od Fremantle w drodze do winnych obszarów Margaret River zatrzymujemy się w Busselton. Miejscowość turystyczna nad Geograph Bay z pięknym molo, najdłuższym w Australii, ciągnącym się przez prawie 2 km. Kiedyś służyło statkom do rozładunku połowu ryb.


Za nami dwa pierwsze dni w Australii. Perth tylko liznęliśmy, ale myślę, że spokojnie można sobie darować zwiedzanie miasta, mając ograniczoną liczbę dni i dużo ciekawsze cele przed sobą. Ale to nie przeszkadza, aby przytoczyć parę ciekawostek o tym mieście. Tory kolejowe pomiędzy wschodnim wybrzeżem, a miastem Perth są najdłuższym na świecie prostym odcinkiem kolejowym. Ma on długość 478 km. Miasto Perth (wybudowano na pustyni) znajduje się 322 km od najbliższego, większego skupiska ludzi. Dla miłośników słodyczy informacja – słynny tort Pavlova, pochodzi od nazwiska rosyjskiej primabaleriny Anny Pawłowej. Pierwszy raz został przygotowany podczas pobytu tancerki w Perth w 1926 lub 1929.
Najbardziej reagujemy na przyrodę, ciągle oczekujemy czegoś nowego, innego, to wszystko jeszcze przed nami.
Podróż, styczeń 2016.
