Chiny

4 dni w Pekinie (część 2)

Trzeci dzień

Tradycyjnie, najpierw spokojnie zjedzone śniadanie i wyruszamy w stronę Wieży Bębnów i dzielnicy jezior. Po pobycie w Szanghaju (o tym w osobnym wpisie) zmieniliśmy hotel na Beijing Prime Hotel Wangfujing, lepiej położony w stosunku do naszych kolejnych celów. Cena obu hoteli w zasadzie jednakowa, oba super usytuowane (do wielu miejsc dochodzimy na piechotę), oba bardzo polecam.

Pierwszy przystanek to Park Beihai (wstęp 20 juanów), z jeziorem o tej samej nazwie, zajmującym 70 ha. Na środku jeziora znajduje się wyspa Jade Flowery Islet, a na niej wzgórze z wysoką na 26 metrów Białą Dagobą, będącą punktem orientacyjnym Parku Beihai. Została zbudowana z okazji wizyty Dalai Lamy w 1651 roku. Z powodu zniszczeń jakie wyrządziły trzęsienia ziemi, Dagobę odbudowywano dwa razy. Obecnie spoczywa na ogromnej kamiennej podstawie i jest przykryta przez dwa przypominające parasole sklepienia, z czternastoma wykonanymi z brązu dzwonami wiszącymi dookoła.

Zaraz po przekroczeniu bramek widzimy kamienny most, który prowadzi na wyspę. Po jeziorze spokojnie płyną łódki i rowerki wodne, ale ruch pieszy na brzegu jest zdecydowanie większy. Park jest odwiedzany przez wiele osób, nie czujemy przepychania, bo powierzchnia jest ogromna, jak to w Chinach. My wyruszamy przez most, ale można też iść naokoło jeziora, wtedy mija  się pawilony, bramy, korytarze, rzeźby, sklepiki, oczko wodne.

Spacer po parku jest bardzo przyjemny, sporo w nim wycieczek szkolnych, piknikujących ludzi i Chińczyków tańczących układy taneczne.

Wychodząc z parku zatrzymujemy się koło ulicznego sprzedawcy z pięknymi owocami morwy. Są tak apetyczne, że nie możemy sobie ich odmówić. Soczyste, słodkie, warte były ryzyka zjedzenia prosto z pojemnika (nikomu nie zaszkodziły).

Tuż przed Wieżą Bębnów  zatrzymujemy się na ugaszenie pragnienia i małe słodkie co nieco, które jest zrobione z warzyw tzn. fasoli, soczewicy itp. Restauracja zachwyca nas jednak przede wszystkim gorącym kociołkiem, do którego biesiadnicy dobierają sobie mięso, warzywa i inne dodatki i sami  gotują. Przez duże okrągłe okno, można zobaczyć jak kucharze przygotowują produkty do „hotpota”.

Wieża Bębnów służyła do wybijania godziny, ogłaszania zamknięcia bram (pierwotnie wyznaczała granicę miasta) oraz ostrzegania mieszkańców przed niebezpieczeństwami. Po pokonaniu 69 stromych stopni, dochodzimy na piętro gdzie znajduje się 21 bębnów. Główny bęben został podarty przez żołnierzy ośmiu mocarstw po zajęciu Pekinu w 1900 r i do dziś jest przechowywany w tym stanie. Jeśli się ma szczęście lub się po prostu zaplanuje, można trafić na bicie w bębny. Musielibyśmy czekać 45 minut więc po prostu zrezygnowaliśmy.

W tym czasie podziwialiśmy widok na Pekin z Wieży Dzwonów leżącej tuż obok Wieży Bębnów. Główny dzwon o wymiarach 3,40 m średnica, 7 m wysokość i 63 t wagi, nie ma żadnych napisów ani zdobień. Łączny bilet na dwie wieże to 30 juanów.

Teren Wieży Dzwonów opuszczamy bocznym wyjściem. Najpierw przyciągają naszą uwagę śpiący rykszarze, a za chwilę panowie grający, w nieznane nam gry. Jeśli nawet grali na pieniądze, to możemy je zobaczyć tylko przez chwilę. Po przeliczeniu znikają w torebce wygranego. Nigdy nie leżą na stole dłużej niż potrzeba.

Opuszczamy „placyk hazardu” i hutongami kierujemy się w stronę Świątyni Lamajskiej czyli największej świątyni buddyzmu tybetańskiego w Pekinie. Główna uliczka jest odnowiona, boczne są w różnym stanie. Nie jest to jednak domena Chin, u nas w wielu miastach fronty domów pięknie odnowiono, a wewnątrz wcale tak wspaniale nie jest.

Wejście na teren Świątyni Lamajskiej to 25 juanów. Spory tłumek przed kasami, ale jest ich czynnych sporo, więc czekanie prawie żadne. Po wejściu na teren, w cenie biletu dostępne są do odebrania w okienku cienkie pałeczki (kadzidełka), które palone są w specjalnych pojemnikach (takie same pojemniki, z nad których unosi się biały dym spotykaliśmy też w innych świątyniach). Buddyści zapalają je po to, żeby dym z kadzideł mógł zanieść prośby do nieba. Przez to modlitwy łatwiej trafiają do bóstw. Palenie kadzidełek ma też pomóc w zapewnieniu sobie ich przychylności.

Kompleks zajmuje powierzchnię 60 tysięcy metrów kwadratowych (w Pekinie nie ma małych przestrzeni, trzeba szykować nogi do marszu). Świątynia zwana jest także Pałacem Harmonii i Spokoju, ponieważ pierwotnie była rezydencją jednego z chińskich książąt, który został cesarzem. Opuszczając to miejsce, przekształcił rezydencję książęcą w pałac. W 1744 kompleks został przemieniony na świątynię i szybko stał się największym centrum buddyzmu poza Tybetem. W pawilonie Wanfu czyli w pawilonie dziesięciu tysięcy uciech, podziwiamy 24 m posąg Buddy z jednego pnia sandałowca.

W odległości 200 m  od Świątyni Lamajskiej znajduje się Świątynia Konfucjusza (wstęp 30 juanów), część kompleksu Akademii Cesarskiej, która powstała w 1302r. Konfucjanizm nie jest religią w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale w Chinach, Japonii, Wietnamie i Korei, pełni taką właśnie funkcję.  Wg konfucjanistów człowiek jest dobry z natury, a najważniejszą wartością jest życie w społecznej harmonii.
Samo pojęcie grzechu nie jest pojęciem chińskim. Pojawiło się wraz z przybyciem buddyzmu, a później wraz z misjonarzami chrześcijańskimi. Religie te zaszczepiły Chińczykom naukę o nagrodzie i karze za popełniane uczynki w ujęciu bardziej abstrakcyjnym.

W Świątyni wita nas stojący posąg Konfucjusza, a na całym terenie znajdujemy wiele wspaniałych stel. Na części z nich wymienionych jest 52 tysiące kandydatów do Akademii Cesarskiej, na innych znajdziemy kontynuację prac Konfucjusza i jego uczniów.

Niektórzy z nas (Ci bardziej szybcy) mieli okazję zakończyć zwiedzanie fragmentem chińskiej sztuki. Przedstawienia w końcowym pawilonie (w cenie biletu wstępu), odbywają się co pół godziny, ostatnie jeśli dobrze pamiętam 16:30 i to na które nie zdążyliśmy było właśnie ostatnim.

Do hotelu wracamy metrem, bo pekińskie przestrzenie to nie jest byle co.

Dzień czwarty

Ostatniego dnia wybieramy się do Pałacu Letniego, położonego na obrzeżach Pekinu. Dojazd metrem zajmuje ok. 1 godzinę. Kompleks parkowo-pałacowy stanowił miejsce letniego odpoczynku cesarzy chińskich z dynastii Qing. Zajmuje on powierzchnię 300 ha, z czego trzy czwarte to jezioro Kunming, nad którym góruje Wzgórze Długowieczności. W pałacowej przestrzeni spotykamy liczne ogrody, altanki, pawilony, galerie i klasyczne rezydencje (ponad 3 tys. obiektów).

Pałac Letni ma za sobą burzliwą historię. Pierwsze rezydencje pojawiły się tutaj w XVIII wieku. Największy wkład w rozbudowę Pałacu Letniego miała cesarzowa Chin Cixi, która wyłożyła na ten cel 100 milionów talei, przez co zrujnowała chiński skarb. Pieniądze te miały zmodernizować chińską flotę. Dziś dzięki tym wydatkom możemy podziwiać m.in. marmurową łódź, na której odbywały się wystawne przyjęcia. Jezioro zapewniało chłód i świeże powietrze. Pałac po śmierci cesarzowej ponownie popadł w ruinę, był stopniowo rozkradany, niszczony i ostatecznie spalony w 1900 roku. Ostatnia odbudowa odbyła się w 1949 roku i właśnie efekt tych prac przyjechaliśmy podziwiać.

Ceny wstępu na teren obiektu są zróżnicowane, w zależności od tego co chcemy zobaczyć. Najtańsza opcja to 30 juanów, najdroższa to 60 juanów.

Zaraz za bramą wejściową, widzimy most w stylu weneckim przerzucony nad kanałem. Po lewej stronie znajduje się wejście na Souzhou Street (dla tych co mają bogatszą wersję biletu). Ulica zaprasza nie tylko na spacer wokół kanału, ale także na zakupy i posiłek. Nie odmawiamy sobie ani jednego, ani drugiego, z tym, że posiłek to zimne piwo dla ochłody, więc nic nie mogę powiedzieć o serwowanych tam daniach. Ponieważ przy Świątyni Lamajskiej nie udało nam się spotkać sklepiku z latawcami (o którym czytałam w przewodniku), to bardzo ucieszył nas taki sklepik na Souzhou Street. Uznaliśmy bowiem, że latawiec to wspaniały prezent dla dzieci. Wybór ogromy od małych po bardzo duże, od bardzo tanich po dużo droższe. Wszystkie zapakowane w wygodny, niekłopotliwy sposób na podróż.

Po opuszczeniu ulicy Souzhou udajemy się Wzgórze Długowieczności, nad którym króluje Pawilon Zapachów Buddyjskich, zwany też Domem Buddy. Jest to największy budynek w Pałacu Letnim, aby do niego dotrzeć trzeba się trochę wspiąć po schodach i ułożonych kamieniach. Schodząc ze wzgórza (jest parę dróg zejścia) mijamy Morze Mądrości czyli najwyższą buddyjską świątynią w letnim pałacu, Zewnętrzna część budynku jest ozdobiona żółtymi i zielonymi glazurowanymi płytkami, górna część pokryta jest niewielką ilością fioletowych i niebieskich glazurowanych płytek, a cały budynek wygląda wyjątkowo. Ma na to wpływ ponad tysiąc posągów Buddy (ze szkła) osadzonych w ścianach świątyni.

W części parku, którą schodzimy ze wzgórza nie ma tłumów. Dochodzimy do jeziora, mijamy dok i po krótkiej chwili jesteśmy przy do słynnej Marmurowej Łodzi. Wygląda może majestatycznie, ale trochę smutno, bo widać, że od dawna nic się na niej nie dzieje. Niedaleko od łodzi znajduje się warty zobaczenia Długi Korytarz. W okolicach słynnej marmurowej łodzi, zwracają uwagę inne obiekty pływające, w pięknej chińskiej stylizacji.

Można też wsiąść na łódź lub wypożyczyć kajak i udać się na Most Siedemnastu Łuków. Wiele małych, łukowych mostków w parku daje przedsmak tego co możemy zobaczyć wybierając się tam.

Pałac Letni jest to miejsce do smakowania, ale nie w jeden dzień. Przestrzenie są tu ogromne (jak to w Chinach). Myślę, że dwa dni to byłoby optymalnie na zwiedzanie, odpoczywanie, piknikowanie. Jeśli jeden dzień to naprawdę długi, tak aby nie tylko zobaczyć, ale też choć odrobinę poczuć tę przestrzeń.

Zobaczyliśmy sporo, ale nie wszystko. Zadecydowaliśmy jednak, że żegnamy się z Pałacem Letnim i typowo chińską architekturą, a kończąc spotkanie z Pekinem zobaczymy jeszcze przykład czegoś nowoczesnego.

Wracając z pałacu metrem, wysiedliśmy przy Placu Tiananman, aby udać się do Wielkiego jaja czyli Narodowego Centrum Sztuk Widowiskowych.

Nie po raz pierwszy w Chinach wybudowano jedną z najokazalszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie budowli na świecie. Nowa pekińska opera, może konkurować z charakterystycznym budynkiem opery w Sydney. Wnętrze przykryte olbrzymią kopułą zaprojektowano na podobieństwo kwartału miasta, możemy więc tam oprócz trzech sal widowiskowych znaleźć układ ulic, placów i obiektów nie tylko kulturalnych ale i handlowo-usługowych. Kopuła otoczona jest basenem, który przykrywa parking. Niestety podczas naszych odwiedzin basen był w remoncie, a to na pewno zubożyło efekt odbioru architektonicznego tego budynku.

Opera pięknie prezentuje się też w panoramie ze Wzgórza Węglowego, szczególnie gdy jest rozświetlona słońcem.

Na szczęście zostało nam jeszcze trochę czasu i sił na spacer ulicą Wangfujing. Oprócz prezentowych zakupów w ulubionym Miniso (już w Polsce), krótka wizyta na bazarze nocnym.

Uff, to był bogaty w przeżycia dzień.

Podróż, maj 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *