Luxemburg

Luksemburskie Moien czyli dzień dobry … w kraju białego wina

Trochę to trwało, zanim pojawił się kolejny wpis o tym najmniejszym państwie Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że po lekturze powiecie, że było warto czekać.

Pierwsze wzmianki o Luxemburgu sięgają X w., kiedy Zygfryd, książę Lotaryngii, postanowił przekształcić dawną twierdzę rzymską w swoją siedzibę. Wokół niej ukształtowało się miasto, potem wyrosły osady, a to wszystko razem stworzyło mały kraj. To małe państwo walczyło o swój byt z Niemcami, Francuzami, Hiszpanami, Holendrami i Czechami.

Do dziś kraj pozostaje monarchią. Skromność i naturalność monarchy sprawiają, że Luksemburczycy kochają go. Pogrzeb emerytowanego wielkiego księcia Jana, odbył się w maju tego roku. Na czele Wielkiego Księstwa Luksemburga stał od 1964 do 2000 roku. Pod jego rządami przekształciło się ono w światowe centrum finansowe.

Jak samolot w Luxemburgu podchodzi do lądowania, zawsze zachwycam się domkami w pastelowych kolorach, z szarymi dachami. Zabudowa Luksemburga to głównie kamieniczki z XVII–XIX w. Spacerując po centrum miasta warto zagłębić się w uliczki, zatrzymać na uroczych skwerach, po prostu obserwować.

Luksemburg to także fortyfikacje, budowane przez Hiszpanów, Austriaków i Francuzów od X w. (za czasów Zygfryda) do połowy XIX w. Fortyfikacje miały 23 kilometry wydrążonych tuneli i galerii. Niektóre z nich schodziły pod ziemię na głębokość 46 metrów. Umieszczono w nich piekarnie, zakłady rzemieślnicze, kuchnie, lazarety, centra dowodzenia, stajnie, magazyny i koszary.

Do dzisiaj przetrwało 10 procent murów i 17 kilometrów tuneli. To co zostało, robi wielkie wrażenie. W tym wpisie o fortyfikacjach tylko tyle. Więcej będzie, kiedy spenetruję je podczas spaceru, a nie tylko robiąc zdjęcia stojąc obok.

W zamian zapraszam Was do Muzeum Sztuki Nowoczesnej MudAM, które mieści się w dzielnicy Kirchberg, czyli tam, gdzie znajdują się wszystkie unijne instytucje, a także budynek galerii i opery.

Muzeum jest warte odwiedzenia, nie tylko przez miłośników sztuki współczesnej. Bryła budynku i jego otoczenie też jest warte uwagi, a i miejsce do relaksu na świeżym powietrzu też bardzo przyjemne. MudAM świetnie komponuje się z ruinami starej fortecy, na których je zbudowano. Co ciekawe w części odrestaurowanej twierdzy Fortu Thüngen, który został zbudowany w latach 1732-33, mieści się Muzeum Dräi Eechelen. W każdym kazamacie stała wystawa pokazuje inny okres historii twierdzy, a także jej wpływ na historię kraju. W środy po południu, w obu muzeach wstęp wolny.

W tym przypadku nowa i stara architektura cudownie się uzupełnia. Jednak to co podoba się przyjezdnym, nie zawsze zachwyca miejscowych. Nowoczesna architektura MudAM w połączeniu z historyczną fortyfikacją nie podoba się wielu Luksemburczykom i dlatego też, bojkotują to muzeum.

Twórcą budynku MudAM jest Ieoh Ming Pei, powszechnie znany jako I.M. Pei – amerykański architekt modernistyczny i postmodernistyczny chińskiego pochodzenia, laureat Nagrody Pritzkera. Jego najbardziej znane dzieło, to słynna szklana piramida przy muzeum w Luwrze. Podczas pisania tego wpisu niestety architekt odszedł od nas, więc cieszmy oczy tym, co po sobie zostawił.

W muzeum warto jest wstąpić chociaż na kawę lub co najmniej Cremants de Luxemburg (wino musujące) do kawiarni przy galerii. Jej oryginalna architektura na pewno wzmacnia doznania smakowe i stanowi niecodzienne miejsce na odpoczynek.

Podczas mojego pobytu prezentowane były w muzeum rzeźby Nairy Baghramian, pokazujące relację między przestrzenią wewnętrzną i zewnętrzną. Rzeźba zainstalowana w centralnej sali MudAM (która weszła do kolekcji), działa podobno jako objęcie ogromnych, wypełnionych światłem przestrzeni muzeum. Dwie dodatkowe rzeźby prezentowane są na zewnątrz przed muzeum Dräi Eechelen, a ich eleganckie krzywe podkreślają krajobraz.

Będąc w Luksemburgu spróbowanie białego wina lub Cremant de Luxemburg to rzecz obowiązkowa.

W winiarskim Luksemburgu zasadnicza rolę odgrywa Mozela. Dolina tej rzeki daje znakomite warunki dla produkcji białych win. Na lewym brzegu Mozeli usytuowane są najlepsze winnice – około 400 hektarów rośnie na zboczach (nachylenie około 30%). Jadąc wzdłuż rzeki co chwila mijamy jakąś winnicę, a przy niej restauracje. Ja jako pierwszą wybieram Domaines Vinsmoselle założoną w 1921 roku Warto ją odwiedzić między innymi dlatego, że jest to pierwszy luksemburski producent wina i Crémant. A propos Crémant de Luxembourg. Jako apelację wprowadzono go dopiero w 1991 roku. Winiarze są z nich bardzo dumni, nic dziwnego, skoro osiągnęły dobrą pozycję na lokalnym rynku i zdobyły uznanie konsumentów, również tych za granicą.

Spółdzielnia winiarska Domaines Vinsmoselle z ponad 300 winiarzami posiada sześć obiektów z winiarniami i pokojami na konferencje, spotkania i imprezy usytuowane wzdłuż rzeki Mozeli.

Jedną z nich jest CAVES DE WORMELDANGE, założona w latach 1927–1930. Prestiżowy budynek Art Deco, który był miejscem produkcji pierwszego luksemburskiego Crémant Brand POLL-FABAIRE.

1 maja, Domaines Vinsmoselle zorganizowało degustację win w jednym ze swoich obiektów, w Caves Du Sud Remerschen. Wstęp 10 euro i możemy próbować do woli. Wiadomo, niektóre wina smakowały mi mniej, innymi się zachwycałam, ale muszę powiedzieć, że białe wina luksemburskie są naprawdę wyśmienite. Organizatorzy przygotowali oprócz win stoiska z serami (pycha), food trucki, muzykę na żywo. Nie mogłam się oprzeć, aby nie kupić do domu trochę wina i cremant. Co ważne, w Polsce wina smakują nie gorzej niż w Luksemburgu. Pamiętacie napoje i żywność, która smakuje dobrze tylko podczas podróży, w miejscu ich produkcji, w wakacyjnej atmosferze?

W tym wpisie jeszcze parę słów o Cave St. Martin położonej w rejonie Remich. Winnica znana jest z musującego białego wina, czyli Crémant, produkowanego przy użyciu metody tradycyjnej.

Podczas około godzinnej wycieczki po chłodnych (zawsze 12°C) tunelach (ok. 1 km) dowiadujemy się o starych i nowych metodach produkcji wina musującego. Setki beczek ustawionych jest w naturalnych tunelach, wydrążonych w wapiennej skale.

Ile butelek wina z szyjką do dołu mijamy, tych zakapslowanych podczas pierwszej fermentacji, nie wiem, ale jest ich sporo.

Na ścianie widzimy podświetlone butelki w różnych pozycjach podczas procesu fermentacji. Pozioma, na skos i pionowa.

Dopiero druga fermentacja wymaga zakorkowania butelki. Zamrożenie szyjki butelki i specjalna maszyna (na zdjęciu) pozwala włożyć pod ciśnieniem korek, a potem tylko trzeba zakręcić drucik sześć razy.

Wycieczka kończy się w pawilonie degustacją wina, a dla chętnych zakupem tego co najbardziej smakowało.

Na wycieczkę z przewodnikiem warto umówić się wcześniej. Mieliśmy trochę szczęścia, bo na oprowadzanie po angielsku (dostępny jeszcze niemiecki) czekaliśmy ok.2 godzin, które wykorzystaliśmy na krótką penetrację okolic Remich i lunch w restauracji La Pavillon St. Martin, w formule stołu szwedzkiego w cenie ok. 20 euro/osobę, a wybór dań niesamowicie bogaty.

Taki mały kraj, a tyle jeszcze do odkrycia, już dziś zapraszam na ciąg dalszy.

Podróż, maj 2019

    One Response

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *