Opuszczamy zimne Utah, a przed nami nie byle jakie miejsce, bo Dolina Śmierci w Kalifornii. Jest to niezwykły obszar. To tu znajduje się największa depresja w Ameryce Północnej, to tu jest najbardziej suche miejsce w Ameryce i jedno z najgorętszych na świecie. Rekord to +57,7 oC.

Przed wyjazdem naczytałam się, że klimatyzacja nie jest wystarczająca aby schłodzić samochód, a duże zapasy wody są obowiązkowe. My mamy szczęście, listopadowa pora jest łaskawa, a po śnieżnym Utah z przyjemnością rozbieramy się do krótkich rękawków.
Nasz pierwszy przystanek w Dolinie Śmierci to Zabriskie Point. Miejsce niesamowitych formacji skalnych. Samochód zostawiamy na parkingu i asfaltową ścieżką wchodzimy na punkt widokowy, skąd roztacza się piękna panorama. Kolory skał i formy są wyjątkowe. Nic więc dziwnego, że w latach 70-tych ubiegłego wieku, miejsce to wybrano jako plan produkcji filmu „Zabriskie Point” Michaelangela Antonioniego o hippisowskiej popkulturze z muzyką nie byle kogo, bo między innymi Pink Floyd.


Dalszej penetracji Death Valley towarzyszą nam tabory i grupy konne, które serdecznie nas pozdrawiają. Czujemy się jak w innej epoce.



W tak uroczym towarzystwie docieramy do Badwater Basin. Jest to najniższy punkt poniżej poziomu morza (-86m) położony na zachodniej półkuli. Na zdjęciu poziom depresji, to taki mały biały napis na skałach.

Krajobraz jest księżycowy, a to dzięki słonemu wyschniętemu jezioru. Turyści mogą podziwiać krajobraz z tarasu, przejść się pomostem lub zejść na dno i iść na spacer kilkadziesiąt metrów w głąb bezpośrednio po soli, bardzo gładkiej lub po bokach pokrywającej nierówne bryłki ziemi.


Jak pisałam wcześniej mamy szczęście, bo latem grunt po którym stąpamy może się rozgrzać prawie do 100 oC. Jeśli jest pełne słońce, to okulary są niezbędne, gdyż sól odbijając słońce mocno oślepia.


W drodze powrotnej odbijamy do malutkiego, ale niezwykłego kanionu Artist Palette. Wjazd jest jednokierunkowy, ze względu na wąski przejazd między skałami.

Arist Palettee to miejsce, gdzie skały mają różnokolorowe odcienie, ale jakie niesamowite odcienie. Kamienie i piasek wyglądają jakby artysta pomalował je w różowo, niebieskich odcieniach. Po raz kolejny mamy okazję przekonać się jak cudowna i zaskakująca potrafi być natura.

Po opuszczeniu Doliny Śmierci znowu towarzyszą nam konie, ale tym razem mechaniczne. Jest to już współczesny widok, ale zdecydowanie amerykański.

Podróż, listopad 2011.
