Laax to szwajcarski region narciarski, w skład którego wchodzą trzy miejscowości Flims, Laax i Falera. Łączna długość przygotowanych stoków w regionie wynosi 224 km, najdłuższa z nich liczy 11 km, a to wszystko na wysokościach między 1100m.n.p.m a 3018m.n.p.m. Te wysokości oraz lodowiec są gwarancją doskonałych warunków śniegowych, od grudnia aż do kwietnia. Jest to dla mnie region, w którym spotkałam wyjątkowo dużo długich, szerokich i bardzo przyjemnie zróżnicowanych tras.

To tu znajdziemy 4 najwyższej europejskiej klasy snowparki wyposażone w kickery, jumpy, raile i inne przeszkody, największy halfpipe w Europie oraz specjalny stok narciarski freestyle prowadzący z Crap Sogn Gion do Curnius. To na ten halfpipe i trenujących od rana narciarzy i snowboardzistów patrzyliśmy codziennie wjeżdżając krzesełkami na Crap Sogn Gion.

Po południu z drugiej strony góry (wracając do Laax), dzień w dzień oglądaliśmy treningi przyszłych slalomowców, gigantowców, itp.
Cudowne trasy (moja ulubiona 42) i snowparki to nie wszystko co oferuje Laax. Znajdziemy tu również dwie trasy saneczkowe, 60 km zimowych szlaków wędrownych (mapki szlaków pieszych są równie łatwo dostępne jak i te z trasami narciarskimi), nowoczesną halę curlingową (we Flims), 55 km tras dla biegów narciarskich oraz 2 narciarskie place zabaw dla dzieci. Na stokach nie ma problemu z zatrzymaniem się w restauracji jest ich naprawdę duży wybór. Ponadto wiele z nich oferuje bezpłatnie wodę z dodatkiem cytrusów.

W najmniejszym stopniu, nie zdziwił więc mnie fakt, że w 2014 roku Laax zostało wybrane przez World Ski Awards (Oskary w kategorii stacji narciarskich) najlepszym narciarskim regionem Szwajcarii.
To był chyba mój piąty szwajcarski region narciarski. Doświadczenie poprzednich wyjazdów mówiło mi, że narty w Szwajcarii to puste (bez tłumów), świetnie przygotowane stoki, sprawnie działająca, ale nie koniecznie najnowsza infrastruktura, zaplecze turystyczne bez zarzutu. Laax zdecydowanie odstaje (pozytywnie) od niektórych, odwiedzonych wcześniej ośrodków w tym kraju.

W Laax widać, że środki finansowe są inwestowane w modernizację infrastruktury narciarskiej. Nowe trasy i wyciągi to coraz wyższy komfort jazdy, a wprowadzanie nowych rozwiązań energetyczne sprawia, że Laax zaczął przeistaczać się w pierwszy na świecie, w pełni samowystarczalny energetycznie resort.
Przykładem może być futurystyczna kanapa Porsche, czyli 6 osobowy wyciąg (Lavadinas-Fuorcia Sura) wyprodukowany w kooperacji z tym koncernem. Na tylnej stronie oparcia kanapy zamontowano kolektory słoneczne podgrzewające siedzenia. To miły dodatek, gdy jest mroźnie, ale to nie wszystko. Po opuszczeniu stacji, kanapa obraca się automatycznie o 45 stopni, dzięki czemu mogliśmy podziwiać przepiękne górskie krajobrazy (a pogoda wyjątkowo temu sprzyjała), zamiast wpatrywać się w plecy narciarzy na krześle przed nami i tylko czasami zerkać na boki.

Pierwszy raz spotkałam się też z chusteczkami higienicznymi umieszczonymi w stojaku przy dolnych stacjach wyciągów.

Jakby tych zachwytów było mało, to muszę jeszcze dodać, że apartament, w którym mieszkaliśmy był świetnie położony.

Tuż przy domu mogliśmy wpiąć narty i w to samo miejsce wrócić po południu, również na nartach. Gondolki były na „wyciągniecie ręki”, w końcu mieliśmy apartament w Val Signina, miejscu idealnym dla naszych potrzeb, choć nie tak designerskim jak nowo otwarty kompleks Rocksresort, zaprojektowany przez najwyższej klasy architektów.

Przy dolnej stacji gondolki w Laax (więc w pobliżu naszego apartamentu) znajduje się Freestyle Academy, pierwsza kryta hala freestyle w Europie. To tutaj można przez cały rok trenować ewolucje na nartach, snowboardzie, rowerze czy deskorolce.
Na zakończenie jeszcze na chwilę powrócę do stacji kolejki Crap Sogn Gion i jej charakterystycznego budynku Galaxy, widocznego z wielu miejsc zjazdowych.

Mieści się tam nie tylko górski hostel, ale i cudowna (czy nie nadużywam tego słowa w tym wpisie?) biblioteka, a także spora kolekcja płyt analogowych. Można tam wejść, poczytać, czy też posłuchać muzyki.


W soboty i niedziele można posłuchać muzyki także w „Satellite Bar” – dawniej rockbar. Bar na świeżym powietrzu zaprasza do cieszenia się słońcem na rozłożonych kanapach i leżankach, a w dobry nastrój wprawia dodatkowo DJ z muzyką clubową, miksujący w starym wagoniku kolejki (tak było podczas naszego pobytu).

Resort zadbał więc nie tylko o coś dla ciała, ale i dla ducha.
Przez pół tygodnia obserwowaliśmy przygotowania do LAAX OPEN, czyli światowej sławy imprezy snowbordowej. Oj, następny tydzień to będzie gratka nie tylko dla miłośników snowbordu. Codzienna obserwacja treningów dała nam przedsmak widowiskowości tego sportu, to impreza dla każdego. Sportowym punktem kulminacyjnym Pucharu Świata FIS w Snowboardzie i Światowych Zawodów Snowboardowych są finały w stylu slopestyle i w halfpipe.

A co tam, powtórzę się na koniec, to był cudowny, tydzień spędzony w LAAX, pogoda też była cudowna.


PS. Podczas spaceru, przy jednym z jeziorek w Laax przeczytałam na tabliczce, skąd się wywodzi nazwa tej miejscowości. Otóż 10.000 lat temu z pobliskiego Flims spłynęła ogromna lawa kamienna formując kilkanaście jeziorek wokół Laax. Nazwa Laax pochodzi od retro romańskiego słowa lag, co znaczy rybne jeziora, gdzie żyje między innymi szczupak, będący w herbie Laax.

Podróż, styczeń 2020 r.
