Pierwszy raz rozpoczynamy zwiedzanie tak wcześnie, a sprawcą tego jest nasz przylot do Mexico City przed 3 rano. Trochę czasu zajmuje nam wypożyczenie samochodu, trochę czasu potrzebujemy, aby GPS przestawił się na współrzędne meksykańskie i znacznie więcej czasu potrzebujemy, aby wprowadzić adres docelowy. W Meksyku tak jaki i w Gruzji GPS nie przyjmie adresu, jeśli nie podamy stanu. Łatwiej byłoby korzystać z map w telefonie, ale o tej porze na lotnisku nie udałoby się nam kupić karty do telefonu. Najważniejsze, że cel mamy namierzony więc możemy ruszać.
SANKTUARIUM MATKI BOSKIEJ Z GUADALUPE
Pierwszy przystanek to Sanktuarium Matki Boskiej z Guadalupe, czyli największe sanktuarium Maryjne na świecie. Dla Meksykanów bardzo ważne miejsce, bo przecież 80% Meksykanów jest wierzących, ale 100% z nich to wyznawcy Matki Boskiej z Guadalupe.

Jak głosi legenda to tu w grudniu 1953 roku objawiła się Indianinowi Juanowi Diego Matka Boska i poprosiła o wzniesienie w tym miejscu kaplicy ku jej czci i powiadomieniu o tym fakcie biskupa Zumarragi. Biskup oczywiście nie uwierzył i zażądał dowodu. Maryja poleciła zerwać kwitnące na wzgórzu róże i zanieść biskupowi. Diego owinął róże w tkaninę z agawy, kiedy położył je przed obliczem biskupa, na tkaninie pojawił się wizerunek Matki Boskiej.
O wizerunku Matki Bożej z Guadalupe i o tym co skrywają jej źrenice można przeczytać w książce Wincentego Łaszewskiego pt. „Największy tajemnica Guadalupe.”
Płótno powinno rozpaść się już kilkaset lat temu, a jednak ma się świetnie; nie zabrudziły go dymy kadzideł i nie uszkodził kwas azotowy wylany nieopatrznie na Wizerunek przez konserwatorów.
W źrenicach oczu Maryi – które mają zaledwie po kilka centymetrów średnicy – utrwaliła się z detalami scena z XV wieku, w której Juan Diego prezentuje biskupowi Zumarradze płaszcz z cudownym Wizerunkiem. Widać́ dostojników Kościoła, księży, służących, a nawet czarnoskórą niewolnicę.
Tyle książka, a my po zaparkowaniu na pustym jeszcze, podziemnym parkingu (pod Sanktuarium), płatnym (34 MXN/godz) parkingu ruszamy zwiedzać i spojrzeć w oczy Matki Boskiej..
Dla chętnych krótki przewodnik po sanktuarium.
Wchodzimy na plac mając na wprosi Starą bazylikę, ale zaczynamy zwiedzanie od Nowej bazyliki konsekrowanej w 1976 roku.

Budowla to nie tylko zapotrzebowanie na większą świątynię (może pomieścić 10000 pielgrzymów), ale także odpowiedź na szkody wywołane przez trzęsienia ziemi i niepewny grunt w starej bazylice. Nowa bazylika ma kształt namiotu, nawiązującego symbolicznie do Namiotu Spotkania (miejsca rozmowy Mojżesza z Bogiem), oraz do płaszcza Matki Bożej. W jej wnętrzach umieszczono Cudowny Obraz, pod którym znajduje się ruchomy chodnik. Z niego właśnie można podziwiać wizerunek Matki Boskiej z Guadalupe, niestety oczy Matki Boskiej są zbyt daleko, aby odnieść się do zapisów wspomnianej wyżej książki. Między schodami, a obrazem jest umieszczony główny ołtarz, przy którym odbywają się Msze Święte. Lampy na suficie mają przypominać róże kastylijskie, które Diego ofiarował biskupowi.

Nową bazylikę opuszczamy bocznym wejściem i kierujemy się na wzgórze (wejdziemy na nie z lewej, a zejdziemy z prawej strony) zatrzymując się najpierw przy pomniku Papieża Jana Pawła II, a potem przy baptysterium, gdzie odbywają się uroczystości związane z chrztem, a chętnych, żeby ochrzcić tu dzieci jest podobno bardzo wielu.
Schody z prawej strony od baptysterium, prowadzą do stojącej na szczycie wzgórza Tepeyac kaplicy. To właśnie tam Juan Diego zebrał róże dla biskupa Zumarragi, jako znak na prawdziwość objawień. Pierwszą malutką kapliczkę postawiono tu w 1666 roku, a prawie 100 lat później zbudowano większy kościół. Z tarasu przed świątynią rozciąga się piękny widok na sanktuarium i Miasto Meksyk.



Schodząc ze Wzgórza Tepeyac zatrzymujemy się przy pomniku przedstawiającym kadłub okrętu w pełnym ożaglowaniu. Pomnik przypomina o jednym z cudów Matki Bożej z Guadalupe. Statek wiozący Hiszpanów znajdował się w pobliżu portu w Veracruz, gdy rozpętała się burza zagrażająca życiu podróżnych. Marynarze poprosili o pomoc Matkę Bożą z Guadalupe, morze się uspokoiło, a oni z wdzięczności za ocalenie przynieśli na barkach maszt okrętu na teren sanktuarium. Na początku XX wieku silny wiatr zniszczył oryginalny maszt i wtedy zastąpiono go pomnikiem, który nawiązuje do wspomnianego cudu.

Schodząc dalej w dół powinniśmy wejść do ogrodu Tepeyac, z monumentalną rzeźbą Ofiarowanie, liczącą 17 figur, która przedstawia hołd złożony Matce Bożej przez Indian. Figura Matki Bożej otoczona jest postaciami Juana de Zumarraga, Juana Diego i anonimowych Indian, którzy składają Matce Bożej ofiary z kukurydzy, kwiatów i kadzidła. Małe źródełka, spływające z góry otaczają rzeźbę i łączą się u stóp Matki Bożej. Jest to symbol jedności Hiszpanów i Indian, którzy tworzą nowy, meksykański naród. Niestety, ogród był zamknięty, pozostał więc rzut oka i migawki aparatu zza zamkniętej bramy.

Już na szczycie wzgórza zwróciłam uwagę na piękny kościółek, zwany Kaplicą Źródełka. To właśnie w tym miejscu Matka Boża objawiła się Juanowi Diego, a na dowód tego, wytrysnęło małe źródełko. Świątynię zbudowano w 1972 roku, na planie okręgu w stylu barokowym, z piękną kopułą w stylu azulejo, ze studnią w miejscu źródełka.

Idąc dalej, z prawej strony mijamy kaplicę Indian, najstarszy budynek na terenie sanktuarium. Została zbudowana w 1649 roku w miejscu, w którym mieszkał Juan Diego w ostatnich latach swego życia. Niestety była niedostępna do zwiedzania.

Ponownie jesteśmy na placu położonym u stóp wzgórza, a na wprost mamy dzwonnicę sporych rozmiarów, na której umieszczono różne zegary, jako symbol różnorodnych sposobów mierzenia czasu. Mamy więc zegar cywilny, zegar astronomiczny używany przez żaglarzy, zegar słoneczny oraz aztecki zegar księżycowy. Na wieży umieszczono 10 dzwonów wygrywających ponad 20 różnych melodii.

Stojąc na wprost nowej Bazyliki, po prawej stronie mamy Klasztor Sióstr Kapucynek z 1787 roku, Wchodząc do środka warto zwrócić uwagę na jeden z „polskich” elementów, czyli obraz Jezusa Miłosiernego.

W połowie XIX wieku, mieszkające tu siostry kapucynki, ze względu na nowe, liberalne prawo, musiały opuścić klasztor, który stał się najpierw garnizonem wojskowym, a potem szpitalem. Z czasem klasztor i kościół wróciły do swego pierwotnego przeznaczenia.
Zwiedzanie sanktuarium kończymy wizytą w Starej Bazylice. Świątynia została oddana do użytku i konsekrowana 1 maja 1709 roku. Na drzwiach znajdziemy płaskorzeźby przedstawiające moment objawienia się Matki Bożej Juanowi Diego, a także wizerunki apostołów i proroków. W 1895 roku podczas przebudowy namalowano wiele obrazów przedstawiających wydarzenia związane z kultem Matki Bożej z Guadalupe.

Posadowienie świątyni na grząskim gruncie oraz trzęsienia ziemi spowodowały, że budynek zaczął się niebezpiecznie przechylać i w 1976 roku postanowiono go zamknąć w celu przeprowadzenia prac konserwacyjnych. Ponowne otwarcie bazyliki miało miejsce dopiero w roku 2002 i od tamtego momentu kościół ma status świątyni ekspiacyjnej, czyli pokutnej. Dla niektórych wiernych już samo chodzenie po starej świątyni może być pokutą, błędnik wariuje, czuję się jakbym nadużyła alkoholu, koleżanka opuszcza wnętrze, bo boi się żołądkowych sensacji. Posadzka świątyni jest pochylona pod różnymi kątami, a patrząc na kolumny i ściany bez żadnego specjalnego wpatrywania się widać, że nie trzymają pionu, to cud, że budynek stoi, a my możemy go ciągle podziwiać.

Strefa archeologicyna TEOTIHUACAN
Zanim dotrzemy do hotelu, przed nami największa w Meksyku strefa archeologiczna (wstęp 70MXN). Miasto zostało nazwane przez Azteków Teotihuacán, czyli miejsce, z którego pochodzą bogowie; lub miejsce, w którym ludzie stają się bogami. Przedrostek Teo będzie się pojawiał w wielu nazwach, a oznacza on „miejsce”.

Teotihuacanu nie tylko w czasach średniowiecznych zachwycał Mezoamerykę. Dziś ciągle patrzymy z uznaniem na to, co przetrwało dłużej niż imperium rzymskie. Malowidła ścienne choć zostały wykonane przy użyciu naturalnych barwników 1500 lat temu, przetrwały do naszych czasów. Pomimo szczegółowych badań archeologicznych nie wiadomo dokładnie kto założył to miasto (II wiek p.n.e.), ani też dlaczego 300 lat po złotym wieku miasto opustoszało. Teorie są różne: przeludnienie, epidemia, rewolta. Myśleli też o tym Aztekowie, którzy w XIV wieku odkryli to opuszczone miasto. Zakładali, że miasto zostało wzniesione przez gigantów, w co nie jest trudno uwierzyć patrząc na potężne budowle.

Pierwotnie Teotihuacan zamieszkiwało 175000 ludzi. Zrekonstruowane zostały budowle wzdłuż wybrukowanej kamieniem wulkanicznym Alei Zmarłych. Można to poznać po drobnych, oryginalnych kamyczkach, które zostały użyte do rekonstrukcji. W czasach potęgi miasta wznosiły się tu pałace i świątynie zorientowane według gwiazd. Obszar udostępniony do zwiedzania to 264 ha, a to zaledwie część minionej potęgi.


Największą budowlą jest Piramida Słońca, na którą prowadzi prawie 300 schodów, u podstawy tak samo szeroka jak piramida Cheopsa,a pod względem rozmiarów zajmuje 3 miejsce na świecie. Wznosi się na 65 metrów i jest czteropoziomowa.

Po przeciwległej stronie Alei stoi mniejsza, co nie znaczy mała (43 metry wysokości), Piramida Księżyca.
Na obie piramidy możemy wejść i podziwiać strefę archeologiczna z góry.

Niestety my po całej dobie podróży, braku porządnego posiłku i zwiedzaniu od samego rana, odpuściliśmy wejście nawet na mniejszą z piramid. Na decyzję nie miała wpływu ilość turystów, bo choć było ich sporo to na tak wielkim obszarze było bardzo luźno. Nie ma dla mnie problemu, gdy oprócz mnie na piramidę wchodzą też turyści, trudno, będą zdjęcia z nimi, w końcu taka jest rzeczywistość. Duże znaczenie (i tu się w 100% zgadzam z innymi) ma nasłonecznienie terenu. Nie ma gdzie się skryć przed słońcem, dlatego warto mieć coś na głowę i wodę.

Na parking wracamy skrajem strefy archeologicznej wśród opuncji i ogromnych drzew pieprzowych, polecam, bardzo przyjemny powrót.

W Teotihuacan po raz pierwszy czujemy klimat Dia del Muertos. Na naszych oczach powstają ołtarzyki (ofrendy) dla zmarłych.


Jeżeli chcecie coś zjeść przed lub po zwiedzaniu, to na rondzie (zanim dojedziecie na parking) jest drogowskaz Comida Tipica (typowe jedzenie). Przy drodze znajduje się ponad 20 restauracji z meksykańskim jedzeniem, im dalej tym więcej.


Dwa główne punkty pierwszego dnia zaliczone, a więc ruszamy do hotelu. O miłych przygodach z dojazdem opisałam TUTAJ w pkt.1.
Ponieważ mamy hotel w Centrum Historico, dzień kończymy krótkim spacerem wokół Parku Alameda Central, przeszkadza nam trochę deszcz, poza tym trzeba uważać na chodniki, bo choć są „gładkie” to mają wiele niespodziewanych wzniesień i spadków.

Dzień pierwszy bardzo udany, drugi też będzie niczego sobie, a więc zapraszam na ciąg dalszy.
Podróż, listopad 2019.
