Meksyk

Taxco, srebrno-białe pueblo magico

Najpierw jestem winna wytłumaczenie, dlaczego srebrno-białe miasto. Sprawa jest bardzo prosta. Taxco de Alarcon zwane jest srebrnym, ze względu na olbrzymie pokłady srebra, którym miasto zawdzięcza rozkwit. W czasach prehistorycznych eksploatowali je Indianie z plemienia Nahua, natomiast w 1592 roku Hiszpanie otworzyli pierwszą kopalnię. A dlaczego białe? Otóż elewacje domów są pomalowane na biało, a po mieście jeżdżą „niezniszczalne” białe volkswageny garbusy.

Miasto wygląda niesamowicie, między innymi za sprawą kolonialnych budynków z ukwieconymi balkonami, a także wąskich, krętych i stromych uliczek. Tę stromość poczuliśmy od pierwszej chwili. Nie mogliśmy podjechać pod hotel (Agua Escondida), usytuowany przy Zocalo, na którym szykowano się do imprezy.

Zatrzymała nas policja miejska przy sąsiednim placu, gdzie na gości naszego hotelu czekała jego obsługa. Walizka na kółkach wyjęta z bagażnika i postawiona na bruku, zaczęła oddalać się od nas w niebywałym tempie. Ponieważ byliśmy w Taxco 2 listopada, miasto imprezowało i żyło całą noc, a my byliśmy w samym środku tych wydarzeń.

Wracając do historii, kiedy miasto ogarnęła gorączka srebra, z Hiszpanii przybywali chętni wzbogacić się na tym kruszcu, wśród nich był Katalończyk Jose de la Borda. Inwestycje w kopalnie złota uczyniły z niego potentata, prawdopodobnie był najbogatszym człowiekiem w ówczesnym Meksyku. Z wdzięczności za osiągnięte dobra, postanowił ufundować w centrum Taxco kościół Św. Pryscylli.

Obiekt jest wyjątkowy, a to za sprawą nieznanego u nas stylu architektonicznego churrigueresco, który powstał pod koniec XVII w. w Hiszpanii. Styl ten znalazł wielu zwolenników przede wszystkich w Meksyku, a charakteryzuje się między innymi bardzo bogatą i piękną ornamentyką zewnętrzną. Co ciekawe w elementach rzeźbiarskich i malarskich dodano spuściznę sztuki prekolumbijskiej. Wszystko to podziwiamy na pięknej fasadzie wejściowej i dwóch bliźniaczych wieżach kościoła wykonanych z różowego kamienia. Środek kościoła jest również bardzo ozdobny (styl barokowy), wszystkie ołtarze są rzeźbione w drzewie i pokryte cieniutkimi płatkami złota.

Uzyskanie ostatecznego efektu nie odbyło się bez problemów. W trakcie budowy kościoła okazało się, że surowce zaczynają się kończyć, a to powoduje upadek kolejnych kopalń, przez co Jose de la Borda traci pieniądze, staje się bankrutem. Desperacko postanawia zaryzykować jeszcze raz, kupuje nową kopalnię srebra i nazywa ją Esperanca, czyli Nadzieja. Ma szczęście, kopalnia przynosi zyski i może ukończyć zaczęte dzieło.

Teraz kościół jest jedną z najważniejszych atrakcji Taxco i nie ma w tym nic dziwnego. Rynek główny (zocalo) nosi imię Borda. Przy Plaza Borda stoi nie tylko ufundowany przez niego kościół, ale też jego pomnik i piętrowy dom, zwany Casa Borda.

Sfinansowany został przez Hiszpana w 1759 roku, dla pracujących tu księży. Obecnie mieszczą się w nim sale wystawowe oraz regionalne muzeum sztuki ludowej.

Spacer uliczkami Taxco, odnajdywanie nowych urokliwych zakamarków to sama przyjemność, tak jak i odpoczynek na Zocalo w cieniu drzew i obserwowanie toczącego się życia.

Pucybut na rynku to widok, który będzie nam towarzyszył już do końca podróży.

Jak już wspomniałam jesteśmy w Taxco w okresie Dia de los Muertos, a więc ciągle towarzyszą nam ofrendy, catriny, a na Zocalo dywan z kwiatów.

Leniwe snucie uliczkami doprowadza nas do domu, w którym urodził się znany dramaturg Juan Ruiz de Alarcón, autor dzieł literackich o międzynarodowej sławie (ja o nim wcześniej nie słyszałam), o takich przyjemnych nazwach jak Podejrzana prawda, Badanie mężów, Piersi uprzywilejowane i inne.

Na pobliskiej uliczce spotykamy namalowany na domu rysunek agawy z opisem jej wykorzystania. W Meksyku na większości domów usytuowanych w kolonialnych centrach, czy przy drogach, nazwy restauracji, sklepów, hoteli itp. są namalowane na elewacjach.

Inną z ciekawostek napotkanych w centrum miasta w jednej z bocznych uliczek, jest niewielki kanał z wodą, który kiedyś prawdopodobnie był pralnią pod gołym niebem. Teraz można posiedzieć na ławeczkach ustawionych po jego obu stronach.

Choć bum na wydobycie srebra minął, to nadal kruszec ten jest wydobywany, ale już nie na taka skalę. Nie dziwi więc spora ilość sklepów ze srebrnymi wyrobami (podobno ok. 1000), w których turyści mogą wybrać coś oryginalnego na pamiątkę z tego uroczego miasta.

Z tarasu w naszym hotelu (Hotel Agua Escondida), mamy widok na figurę Chrystusa Króla z szeroko otwartymi ramionami, usytuowanej na jednym z pobliskich wzgórz.  Można do niej dotrzeć na piechotę lub wjechać taksówką, czyli białym garbuskiem.

W Taxco pełno jest kawiarenek i restauracji, ostatecznie wybieramy tę w naszym hotelu. Skusiła nas występem mariachi, których nie udało się nam posłuchać w Mexico City. Zespół Mariachi może składać się zarówno z 15 muzyków jak i 5. Znawcy twierdzą, że nie powinno ich być mniej niż 3. Przeważnie składy są 6-7 osobowe, co ma gwarantować dobre brzmienie utworów. Nasz zespół składał się z 5 osób, ale brzmiał tak, że o rozmowie mogliśmy zapomnieć.

Mariachi to nie tylko wybrane instrumenty i unikalne brzmienie głosu, to także oryginalny strój. Kostium w stylu kowbojskim, która nosi nazwę Charro. Są to dopasowane długie spodnie, których nogawki ozdobione są guzikami. Kiedyś bywały srebrne, co było przydatne, gdy Mariachi miał nieudany zarobkowo dzień. Jeden srebrny guzik oderwany od spodni potrafił przywrócić humor, był on zapłatą w barze za tequilę lub mezcal. Obecnie guziki są tylko posrebrzane lub z innego stopu. Innym charakterystycznym elementem stroju jest krótka marynarka, przyozdobiona zapięciami i broszkami, do tego duża muszka oraz sombrero. Wszystko idealnie dopasowane kolorystycznie. Nasz zespół wybrał dla strojów tonację brązowo-czarną odmiennie niż większość zespołów, która wybiera czarne barwy, nie miał muszki i sombrera, ale wyglądał wyśmienicie jak na Mariachi przystało.

Podróż, listopad 2019.

    2 Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *