Meksyk

Słynne Acapulco i La Barra de Coyuca

Acapulco, połóż się pod słońcem”, tak śpiewał Ricchi e Poveri w swoim słynnym przeboju. Dlaczego nie, po podziwianiu meksykańskich miast przyda się trochę relaksu na plaży. Jesteśmy przed głównym sezonem więc w hotelu nie ma tłoku. Popołudnie przeznaczamy na odpoczynek: plaża, basen, spacer …

Barra de Coyuca

Następnego dnia rano ruszamy, jadąc przez całe miasto (podziwiając Zatokę Św. Łucji) do położonej kilkanaście kilometrów od Acapulco oazy spokoju, czyli Barra de Coyuca. To w tych okolicach kręcono Rambo II i Tarzana, oczekiwania są więc duże. Dojeżdżamy na koniec mierzei, gdzie rozciąga się laguna zasilana rzeką.

Tam wynajmujemy łódkę, choć to co wokół nie pokrywa się z zachwytami, o których czytałam, ale skoro tu dotarliśmy… płyniemy. Umawiamy się na godzinną przejażdżkę motorową łódką (400 MXN), chcemy zdążyć na skoki do wody, które zaczynają się o godz. 13.

Podpływamy na linię połączenia oceanu i rzeki, potem na środek laguny, gdzie podziwiamy ptaki, którym nie przeszkadza słodko-słona woda, najczęściej są to czaple i pelikany.

Nasz miejscowy przewodnik opowiada nam różne ciekawostki, dba o nas, nie tylko obdarowuje wodnymi liliami, ale też zawozi w miejsce, gdzie możemy położyć sobie na twarz maseczki z miejscowej glinki. Na rozwieszonych, wypłowiałych zdjęciach są podobno celebryci, którzy zażyli tej przyjemności, a nasz przewodnik musiał tu zajechać w bardzo ważnej sprawie.

Niestety nie korzystamy z tego zabiegu (być może wiele tracimy), ale spieszymy się na skoki. Również posiłek w lokalnych restauracjach podobno naprawdę niezły też nas nie skusił, z wiadomego powodu.

Jeśli się jest dłużej w Acapulco, to polecam to miejsce na relaks i posiłek ze świeżo złowionych produktów. Na mnie laguna nie zrobiła wielkiego wow, którego oczekiwałam po przeczytanych wcześniej opisach. Być może dłuższy rejs i widok dżungli zrobiłby na nas większe wrażenie, ale bez Tarzana, no sama nie wiem.

Acapulco

Wracamy więc do Acapulco, a konkretnie do La Quebrada. Czy uda nam się zobaczyć skoki do wody o godzinie 13? Wielka niewiadoma, jeśli zdążymy to na styk (następne dopiero o 19.30).

Historia skoków sięga 1934 r., kiedy to wysadzono dynamitem kawałek skały, co spowodowało powstanie wyrwy. Nazwa Quebrada to w języku hiszpańskim złamana, w tym wypadku złamana skała. Miejscowi chłopcy któregoś dnia przyszli na szczyt, aby z niego skoczyć w ramach zabawy. To właśnie dało początek rywalizacji, która z biegiem lat przekształciła się w główną atrakcję Acapulco i znany show. Codziennie na szczyt prawie 45 metrowej La Quebrady wdrapują się śmiałkowie i na oczach widzów nurkują w oceanie.

Przed skokiem modlą się w małej kapliczce pod szczytem urwiska, potem muszą wyczuć moment, kiedy fala jest najwyższa, aby nie uderzyć w dno.

 

 

Wyczyny śmiałków można obserwować z tarasów lub z restauracji przy klifach. W 1963 roku Elvis Presley kręcił tu film „Fun In Acapulco”.

Na skoki dotarliśmy spóźnieni, ale po szybkich opłatach za parking (30 MXN) i wstęp na taras (40 MXN/osobę) udało się nam zobaczyć większość spektaklu.

Niedaleko La Quebrada znajduje się zbudowany w 1930 roku, hotel Los Flamingos, który w latach 50 ubiegłego wieku został sprzedany słynnemu „hollywoodzkiemu gangowi”, kierowanemu przez Johna Wayne’a, Johnny’ego Weissmullera (pierwszy Tarzan), Cary’ego Granta i innych, dzięki którym narodziła się moda na Acapulco.

My zwiedzanie miasta darowaliśmy sobie, przed nami jeszcze dwa tygodnie penetrowania Meksyku, z dużo ciekawszymi miejscami. Postawiliśmy na relaks w tym słynnym kurorcie.

Acapulco de Juarez (pełna nazwa) podzielone jest na trzy strefy. Od zachodniej strony jest ta najstarsza, Acapulco Tradicional z portem rybackim, założone w XVI wieku. Acapulco Dorado (złociste) to strefa hoteli, sklepów, znanych plaż. To tu wybudowano w latach 60 i 70 pierwsze drapacze chmur w Meksyku. Położona na krańcu półwyspu dzielnica willowa to już Acapulco Diamante (diamentowe). Właśnie tutaj mają swoje rezydencje gwiazdy, takie jak Iglesias (Julio i Enrique), Leonardo DiCaprio, Liza Minnelli, Robert Redford i inni. To właśnie tu zatrzymaliśmy się w hotelu Pierre Mundo Imperial Riviera Diamante. Nie ma tu rajskiej plaży z białym piaskiem, ale nie jest źle, tyle tylko, że piasek jest beżowy, a wzdłuż plaży górują wielopiętrowe hotele (nasz jest tu wyjątkiem).

Podróż, listopad 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *