Australia

Darwin i Park Narodowy Kakadu

Darwin

Nasz ostatni przystanek w podróży po Australii to Darwin. Miasto nazwane na cześć przyrodnika Karola Darwina nie miało łatwej historii, doświadczyło za sprawą ludzi, zbrojnych konfliktów kolonizatorów z Aborygenami, zrzucenia bomb przez Japończyków podczas II wojny światowej, a za sprawą przyrody ataku malarii, cyklonów, z których ostatni w 1974 r. zrównał miasto z ziemią. Miasto odbudowało się i zamieszkują go teraz oprócz rdzennych Aborygenów, 50 różnych kultur w tym w większości azjatyckich, ale znajdziemy też Greków i dawną białą ludność Australii.

Dla nas Darwin jest bazą wypadową do jednego z najciekawszych parków narodowych Australii – Kakadu. Zajmujący prawie 20 000 kilometrów kwadratowych park, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Już sam hotel mający w nazwie Crocodile i jego otoczenie przygotowuje nas, a jednocześnie przypomina (w końcu to już trzeci tydzień podróży) o niezwykłości tego kraju.

Przy drzwiach wejściowych do pokoi witają nas ogromne ropuchy, żywe nie figurki. Mówię ogromne, mając na myśli nasze polskie ropuszki. Ropuchy są duże, ale nie umywają się do schwytanej niedaleko Darwin swojej koleżanki o wielkości piłki futbolowej, która miała około 40 centymetrów średnicy i ważyła ponad kilogram. Została znaleziona przez działaczy organizacji Frogwatch, tropiących jadowite ropuchy zagrażające australijskiemu środowisku.

W budynku głównej recepcji możemy podziwiać sztukę Aborygenów i tę wyeksponowaną na ścianach, i tę tworzoną na naszych oczach.

Wspomnę tu o niechlubnych faktach w historii Australii. Aborygeni byli uznawani za faunę, strzelano do nich jak do kangurów, a z oficjalnej księgi fauny i flory Australii wypisano ich dopiero w połowie lat 60-tych ubiegłego wieku.

Park Narodowy Kakadu

Do naszego głównego celu, Parku Narodowego Kakadu mamy 300 km (3 godziny jazdy), co nie jest daleko jak na australijskie sąsiedztwo. Po drodze podziwiamy oczywiście przyrodę: sady mangowe, stożki termitów, rozlewiska rzeczne.

Zanim dotrzemy na miejsce, już wcześniej będą pojawiać się tablice ostrzegające przed krokodylami.

Rezerwat jest potężny, trzeba więc na coś się zdecydować, jeśli nie zostaje się tu na parę dni. Wybraliśmy główną atrakcję, czyli rejs po żółtej wodzie Billabong, aby dostrzec krokodyle i dziką przyrodę w ich naturalnym środowisku, w tym ptaki wędrowne, które choć przez krótki czas pomieszkują na mokradłach.

Wiemy, że aby spotkać się z jak największą liczbą zwierząt najlepiej jest płynąć o wschodzie lub zachodzie słońca, ale ostatecznie nasz rejs rozpocznie się o 11.30, ze względu na brak wolnych miejsc w interesujących nas godzinach.

Wstęp do parku i rejs są oczywiście płatne. Biuro i przystań dla łódek znajdują się w Cooinda Lodge. Pierwsze co mnie zachwyca podczas wyprawy to roślinność i to jej widok, a nie zwierząt będzie dominował tego popołudnia.

Patrzę więc urzeczona na paperbark forest (papierowy las), kępy pandanów (u nas w doniczkach) odbijających się w wodzie i zarośla namorzynowe.

Powierzchnia Billabongu usiana jest pięknymi różowymi i białymi liliami wodnymi. Jest po prostu cudnie.

Cała ta przyroda jest ostoją dla wielu gatunków zwierząt, żyją tu nie szczekające psy dingo (widzieliśmy po drodze, ale na zdjęciu to punkcik), liczne gatunki kangurów, krokodyle zarówno słodkowodne (niezbyt niebezpieczne dla człowieka), jak i olbrzymie słonowodne (różańcowe) i oczywiście ptaki. Kakadu to raj dla ornitologów.

Jak to cudownie, że są zdjęcia i dzięki nim co pewien czas mogę zachwycać się ponownie tą niezwykłą przyrodą. Odżywa pamięć, przypominają się obrazy, a że piszę to w czasach koronawirusa to tym bardziej doceniam fakt, że tam byłam.

To już mój ostatni wpis o dalekiej Australii. Wiele ludzi marzy o tym kraju, czy ja bym chciała tam mieszkać? Jednak nie, choć nie jest to zdecydowane nie, bo kraj jest przyrodniczo piękny, ludzie bardzo mili. Przy sprzyjających okolicznościach, kto wie? Teraz jednak pędzę w kierunku Polski, drogą jednopasmową, z prędkością 130 km/godzinę. To nie są prędkości dopuszczalne w naszym kraju, na takiej klasy drogach….

Podróż, styczeń 2016.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *