Włochy

Toskania, a w niej Tenuta di Lilliano i Castellina in Chianti w środku wzgórz Chianti Classico

Chyba jak większość z nas marzyłam o wyjeździe do Toskanii. W kolorowych czasopismach, w internecie jest mnóstwo ciekawych i zachęcających artykułów o tym regionie Włoch, tyle cudownych zdjęć i całkiem pokaźna liczba książek: od przewodników, poprzez fabularyzowane autobiografie, obyczajowe aż po romantyczne filmy (jak przyjemne w oglądaniu), że nic dziwnego, iż chcemy tam być.

Tenuta di Lilliano

Nasza baza wypadowa to willa Sant’Antimo położona w Lilliano, w sąsiedztwie Castellina in Chianti. Pochodzące z 1500 roku zabudowania, były pierwotnie małym klasztorem. W 1876 roku zostały przekształcone w niezależną wiejską willę, a dziś, jest to niezwykle urocza wiejska rezydencja o powierzchni około 400 m2. Dom jest częścią historycznej toskańskiej posiadłości winnej, Tenuta di Lilliano, położonej na wzgórzu, z którego roztacza się piękny widok na okolicę Chianti, aż do wież Monteriggioni.

Położenie willi to miejsce dla tych, którzy nie lubią tłumu turystów, za to doceniają charakterystyczną, toskańską przestrzeń. Lilliano zajmuje powierzchnię około 460 hektarów, położona jest w spokojnej, panoramicznej okolicy pośród winnic i łagodnie opadających wzgórz Chianti Classico (350 m npm), między Castellina in Chianti (5 km od willi) i Monteriggioni. Posiadłość składa się z winnic, gajów oliwnych i pól kukurydzy, otoczonych przez lasy i łąki. Do Sienny mamy stąd 20 km, tyle samo do San Gimignano, trochę dalej do Florencji, bo 50 km.

Willa jest duża, jest nas 10 osób, ale miejsca mamy aż nadto, tym bardziej, że w budynku głównym są cztery sypialnie, a piąta jest z całym zapleczem w domku obok. Dwa salony, dwie jadalnie, liczne zakamarki, kuchnia i piec do grilla. Ulubiona jadalnia to ta na zewnątrz, z pięknym widokiem na zbocza Chianti. Nasze głośne, wieczorne rozmowy nikomu nie przeszkadzają.

Piękny widok ma nie tylko zewnętrzna jadalnia, relaks w oddalonym o 100 m od willi basenie jest niesamowity. Do tego kwitnące łąki i drzewa oliwne, rozmaryn, lawenda i oczywiście słońce, to jest idealne miejsce do wzięcia głębokiego oddechu i zwolnienia. Idealne miejsce na włoskie dolce far niente, czyli słodkie leniuchowanie.

Miłośnicy rowerów mogą je wypożyczyć i pojeździć po okolicznych terenach. Zaznaczam jednak, że Toskania (przynajmniej w tym rejonie) jest pagórkowata, więc należy się spodziewać dość stromych podjazdów, a strome zjazdy to też nie jest zbyt przyjemna jazda. Nie wiem, czy jest się czym chwalić, ale parę wypożyczonych przez nas rowerów nie ruszyło z miejsca, nawet po świeże ciabatty.

Okolica słynie głównie z wina. Pierwsza odwiedzona przez nas winnica to Tenuta di Lilliano, do której dociera się bajecznym tunelem „zbudowanym” z drzew i krzewów. Nasza willa jest częścią tej posiadłości.

Symbol czarnego koguta na żółtym tle, który znajduje się na butelkach, przysługuje tylko winom Chianti Classico. W XIV w. trzy miejscowości Toskanii – Castellina, Radda i Gaiole zawiązały Ligę Chianti. Ich godłem stał się wspomniany czarny kogut. Początkowo Liga miała charakter polityczny, ale bardzo szybko miasta połączyła wspólnota gospodarcza, w tym winiarstwo. Tajemnica Chianti Classico tkwi w odpowiednim doborze różnych szczepów winogron a i bogactwo gleby, na której jest uprawiana nie jest bez znaczenia. Dzisiejszy przepis na Chianti pochodzi z XIX wieku. Oczywiście Ci z winiarzy, którzy wolą eksperymentować przy produkcji i tworzyć według własnej receptury, nie mogą używać znaku czarnego koguta, co nie umniejsza jakości otrzymywanego przez nich wina.

Wracając do posiadłości Tenuta di Lilliano, współwłaścicielami są braci Giulio i Pietro Ruspoli, pochodzący ze starożytnej arystokratycznej rodziny, której historia w Toskanii sięga renesansu, a w Rzymie XVII wieku. Pierwsze wino zostało rozlane w Lilliano w 1958 roku, przez księżniczkę Eleonorę Ruspoli Berlingieri. Etykiety Lilliano Chianti Classico noszą herby rodzin Ruspoli i Berlingieri.

Castellina in Chianti

Z Tenuta di Lilliano do Castellina in Chianti jest przysłowiowy rzut beretem. Miasteczko składa się z kilku małych uliczek z kamieniczkami w stylu romańskim i renesansowymi rezydencjami, ale bardziej pasjonująca od architektury jest tutejsza atmosfera i okoliczne winnice. Nie ma tu masowego turysty, a to właśnie sprawia, że przyjeżdżają tu ludzie poszukujący prawdziwej Toskanii.

Odwiedzamy to miejsce w czerwcu, więc nie ma problemu z zaparkowaniem, choć parking jest niewielki. Nie mogę tego powiedzieć o San Gimignano, gdzie nie udało nam się znaleźć miejsca parkingowego, choć było tam kilka parkingów, na dodatek sporej wielkości.

Główna ulica spacerowa, zamknięta jest dla ruchu, to dobrze, bo miło siedzi się na zewnątrz przy restauracyjnym stoliku i przechodzi między sklepami z lokalnymi produktami i pamiątkami. Wzdłuż głównej ulicy biegnie podziemna trasa turystyczna z kamiennym sklepieniem, miejsce jest bardzo urokliwe, szczególnie po zmroku. W pobliżu, przy niewielkim placu w centrum stoi neoromański kościół San Salvatore.

Castellina in Chianti to stolica regionu, nic więc dziwnego, że spotykamy tu liczne winiarnie z możliwością degustacji lokalnych trunków, a przy okazji można spróbować lokalnych wędlin i innych przekąsek. Na co się decydujemy? Wiadomo, spacer krętymi uliczkami i odpoczynek w jednej z wielu restauracji obowiązkowo przy kieliszku Chianti.

Podróż, czerwiec 2015.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *