Mówisz Toskania, myślisz: piękne widoki z rzędami cyprysów, winnice po horyzont, jak winnice to i wino, a jak wino to i słynne włoskie przysmaki.

Osteria La Sosta di Pio VII
Już w Polsce wiedzieliśmy (z polecenia), że musimy zrobić przystanek (po włosku la sosta) w Osterii La Sosta di Pio VII, aby zjeść tam słynnego bistecca alla fiorentina i pokosztować innych włoskich przysmaków.
Osteria znajduje się na drodze łączącej Sienę z Florencją, 3 km od Poggibonsi. Od ponad dwustu lat można tu zjeść i napić się. Najsłynniejszym gościem tego lokalu był papież Pius VII, który zatrzymał się tu w czerwcu 1815 roku z powodu „fizycznej potrzeby”.

Na restaurację zaadoptowano pomieszczenia stajenne, pamiątką po dawnym przeznaczeniu budynku są poidła dla koni wypełnione korkami do wina.

Ponieważ jest bardzo ciepło wybieramy stolik nie w budynku, choć wnętrze jest urocze, tylko w ogródku, przykrytym przezroczystym namiotem. Może padać i wiać jesteśmy zabezpieczeni.

Restauracja jest prowadzona rodzinnie, miłym zaskoczeniem dla nas jest kelner o imieniu Gustaw (pół Polak po mamie), który przyjmuje zamówienia po polsku, a odpowiada po włosku i angielsku.
Panowie tak jak zaplanowali decydują się na fiorentinę, czyli ponad dwucentymetrowy kawał mięsa. Uprzedzeni o tym, że kucharz wie najlepiej jak przyrządza się bisteccę, nie mamy żądań odnośnie stopnia wysmażenia. Taka prośba mogłaby skończyć się tylko otrzymaniem potrawy niejadalnej. Ach Ci Włosi, są tacy czuli względem swoich umiejętności kulinarnych.
Zanim kucharz zacznie przygotowywać fiorentinę, przychodzi razem z Gustawem i kawałem surowego mięsa na talerzu i dopytują się, czy na pewno chcemy zamówić tę porcję dla jednej osoby, tym bardziej, że jeden z kawałków waży ok. 1,7 kg. Zwyczajowo, porcja mięsa zamawiana jest dla dwóch osób. Chcemy, przecież Polak potrafi.

To panowie, a panie zamawiają równie smaczne risotto ze szpinakiem i truflami, spaghetti primavera, bruschetty…. i deser z kawą, pyszny jak cała reszta.

Do tego wszystkiego oczywiście wino. Jest nas sporo, ale i zamówionych fiorentin nie mało. Pierwszy raz nam się zdarzyło, że nie my dajemy napiwek, tylko restauracja daje nam rabat, o czym dowiadujemy się po przyniesieniu rachunku. No jak tu nie kochać Włochów.
Jadąc do Osterii, trzeba się skupić, bo można ją ominąć. Niewielki szyld na porośniętym domu można łatwo przegapić. My pierwszy raz jechaliśmy chyba zbyt szybko, bo dojechaliśmy do Barberino, nie zauważając restauracji. Osteria nie musi się reklamować, wśród Toskańczyków jest znana, a i turystów nie brakuje. Jakość jedzenia i atmosfera przyciąga amatorów dobrego jedzenia.
Barberino Val d ‘Elsa
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Barberino to urokliwa miejscowość i dobrze zachowane miasto o eliptycznym kształcie z dwoma głównymi ulicami przecinającymi się przez centrum. Nie ma żadnych konkretnych muzeów, a z atrakcji turystycznych znajdziemy kościoła San Bartolomé, Palazzo Barberini, Szpital Pielgrzymów i dwie bramy, chroniące kiedyś dostępu do miasta. Te bramy i mury obronne świadczą o tym jak ważnym florenckim posterunkiem (od 1054 roku) było Barberino.

Spacer malowniczymi uliczkami, z ukwieconymi balkonami, to sama przyjemność. Toskańska pizza na głównym placu i piękny widok na dolinę Val d ‘Elsa to wszystko czego nam potrzeba.

Podróż, czerwiec 2015.
