Co przyciąga mnie do Kiermus, choć spędzam tam za każdym razem około pół dnia? Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze, sąsiedztwo Tykocina, to tu moja mama dostała pierwszą w życiu pracę, no i oczywiście nieodparty urok tego miasteczka. Po drugie, comiesięczny jarmark staroci i rękodzieła ludowego, o którym za chwilę. Po trzecie, architektura Rzeczpospolitej Kiermusiańskiej w cudownej otulinie Narwiańskiego I Biebrzańskiego Parku Narodowego. Są jeszcze inne zalety jak dobry i niezbyt długi dojazd z Warszawy (nie mówiąc już o odległości od Białegostoku), czy Karczma Rzym ze staropolskim jedzeniem.
Ale od początku. Najstarsze wzmianki o Kiermusach sięgają XVI wieku. W księgach królewskich Zygmunta II Augusta jest zapis o podatku od czterech otaczających Tykocin młynarzy, w tym od niejakiego „Kiermaszewskiego”. Pierwotna nazwa miejscowości brzmiała Kiermuszowski Młyn, oczywiście od nazwiska młynarza, którym od 1573 roku był Marys Kiermus, polski mieszczanin z Tykocina. Do lat 80. XX wieku Kiermusy stanowiły miejscowość letniskową dla pobliskiego Tykocina.
W obecnym stanie Rzeczpospolita Kiermusińska istnieje ponad 20 lat, a wybudowana została w oparciu o tradycyjną architekturę przodków. Wnętrza wyposażono w przedmioty o wartości muzealnej i historycznej.

W ubiegłym roku obiekt został wystawiony na sprzedaż. Mam nadzieję, że nowi właściciele będą kontynuatorami pierwotnego pomysłu na funkcjonowanie Kiermus.
W pierwsze niedziele miesiąca dojazd do obiektu jest utrudniony za sprawą jarmarku. Czasami trzeba postać trochę dojeżdżając, ale parkingi są duże i nie ma problemu z zaparkowaniem.

Jarmark ma już ponad 15 letnią historię. Pierwszy raz byłam na nim chyba z 13 lat temu. Było to wtedy niewielkie targowisko. Trochę staroci, miejscowe naturalne wyroby i dania z grilla. Powrót po tak długiej nieobecności to był dla mnie szok. Ogromny teren z mnóstwem wystawców: antyki, rękodzieło wszelakiej maści, ubrania, sauny, banie ruskie, wyroby ze skóry, regionalne smakołyki (sery, wędliny, chleby, miody, marynaty, nalewki) itd., itd.



Do tego tłum kupujących, z których większość (usłyszałam mimochodem) to stali bywalcy.

Takim stałym bywalcem jest Dariusz Matyjas, którego spotkałam podczas zwiedzania zamku w Tykocinie. Przyjeżdża na jarmark w poszukiwaniu obrazów, fotografii czy wyjątkowych ram. Jego życie otarło się o amerykański sen, by ostatecznie wrócić do Polski i zostać marchandem sztuki. Do Stanów wybrał się w wieku 25 lat i jak to bywa bez znajomości języka, pracował w domu starców, myjni samochodowej, piekarni i restauracji. To jednak praca w zawodzie jubilera przyniosła mu rozwój i zadowolenie, efektem było zatrudnienie w słynnej firmie Tiffany w Nowym Jorku. Przygotowywał biżuterię dla takich osób jak: Paloma Picasso, Donald Trump czy Bill Clinton. Ten ciągły kontakt ze sztuką przyniósł zainteresowanie innymi jej rodzajami. Obrazek kupiony na ulicy za 5 dolarów, po sprawdzeniu na portalach internetowych okazał się wart 5 tysięcy dolarów. Kiedy wypadek samochodowy przerywa pracę jubilera (problemy z kręgosłupem) zaczyna się kupowanie i kolekcjonowanie obrazów. Wyszukiwanie dzieł na targach sztuki to zamiłowanie, które przetrwało do dziś, a jarmark w Kiermusach jest tego namiastką, choć obecnie większość transakcji załatwia przez internet.

Po powrocie do Polski Pan Darek kontynuuje swoją pasję i sposób na życie. Teraz część bogatej kolekcji można oglądać w jego rodzinnym mieście Giżycku w Baszcie Hotelu St. Bruno lub na wystawach w całej Polsce, dla których wypożycza swoje zbiory.
Tyle krótka dygresja (mam nadzieję ciekawa), teraz szybko wracam do równie ciekawych Kiermusów.
Wjeżdżając do wioski, po lewej stronie mijamy jarmark rozlokowany na Czarciej Polanie, za nim możemy podziwiać dworskie czworaki, czyli drewnianą chatę Rybaka, Garncarza, Bartnika, Tkacza lub Kowala, które można wynająć. Po drugiej stronie drogi usytuowany jest Dworek nad Łąkami stylizowany na wzór XVIII i XIX-wiecznych dworków z gościnnymi pokojami.

Przy dworku wybudowano Karczmę Rzym, na starej podmurówce. Przyjeżdżając na jarmark zawsze robię rezerwację wcześniej, żeby nie być zaskoczonym brakiem wolnych stolików. Restauracja serwuje staropolską kuchnię, za którą uzyskała tytuł Kulinarnej Stolicy Podlasia. W dni jarmarku są do wyboru 2 zupy, 3 dania drugie i chyba też 3 desery. Jest to bardzo dobre rozwiązanie (skracające zdecydowanie czas wybierania potraw) bo chętnych do odwiedzenia karczmy jest wielu.


Głodni, którzy nie dostąpią zaszczytu skorzystania z karczmy, mogą posilić się pod zadaszoną wiatą czymś z grilla, do tego pyszne kiremusińskie ogórki, chleb i coś do picia.
Z dziedzińca przy dworku warto udać się na spacer Aleją Dębów, upamiętniającą odwiedziny znanych osobistości m.in Krzysztofa Pendereckiego. Zbigniewa Religi, Jolanty Kwaśniewskiej, Alana Starskiego, Krzysztofa Kolbergera i wielu innych. Aleja Olimpijska upamiętnia odwiedziny osobistości ze Świata sportu, między innymi: Irenę Szewińską, Wojciecha Fortunę, Reprezentację Polski w Piłkę Nożną, ale tę spod skrzydeł Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka.

Na końcu ścieżki znajdziemy Domek Rasputina. Ukształtowanie starorzecza Narwi, nad którym leży domek świadczy o obecności młyna w Kiermusach. Znajduje się tam dziesięciometrowa głębia, z której wyłowiono elementy młyńskiego koła i tamy na płynącej tu dawniej rzece.

Rzeczpospolita Kirmusiańska oferuje jeszcze wiele innych atrakcji: stada Żubrów w pierwszej prywatnej Ostoi Żubra, Muzeum Oręża Polskiego z siedzibę w „Jantarowym Dworze” – budynku wzorowanym na XVII-wieczny kasztel, Miejsce Mocy – krąg 13 kamieni spełniających życzenia, Stanicę Rzeczną Łabędzie, a przede wszystkim oprócz wygodnych pokoi i zabiegów dla ciała, nieograniczone spacery, po nieograniczonej i wyjątkowej przestrzeni rozlewisk Narwi.

Na koniec informacja dla podróżujących śladami produkcji filmowych. Zdjęcia do siódmej serii popularnego serialu „Blondynka”, kręcone były w Kiermusach. Był festyn na kasztelu, rycerze i kąpiel w bani, a także sceny w dworku.
Miejsce jest wyjątkowe o każdej porze roku, warto wyrwać się tu choć na pół dnia.
Podróż, lipiec 2019.
