Luksemburg kryje na swoim małym terytorium wiele zamków usytuowanych w niezwykłych okolicach. Jednym z nich jest Beaufort Castle, w pięknym regionie Müllerthal, znanym również w Luksemburgu jako Mała Szwajcaria.

Swoją drugą nazwę zawdzięcza pagórkowemu krajobrazowi przypominającemu właśnie Szwajcarię. Region zarówno urzeka, jaki i zaskakuje formacjami skalnymi z piaskowca, a to wszystko w otaczających je kolorach jesieni jest wyjątkowe. Przebarwione lasy bukowe stanowią w tym okresie niezwykłe tło dla wspomnianych formacji skalnych.



Płynące wzdłuż tras strumyki, zbiorniki wodne i ustawione ławeczki zachęcają, żeby usiąść i podziwiać te cuda natury.

Jest to świetne miejsce na spacery małe i duże, dla dorosłych i dzieci. Na ścieżce, którą szliśmy znajdowało się urządzenie do przesiewania piasku pobranego ze strumienia. Uwierzcie, interesowało to zarówno maluchy jak i te dorosłe dzieci. Takie drobiazgi czynią kontakt z przyrodą jeszcze ciekawszym i bardziej intensywnym.

W regionie Müllerthal (wschodni Luksemburg) znajdują się ruiny zamku Beaufort z XI wieku, składające się z ruin średniowiecznej fortecy i przylegającego do niej renesansowego zamku. Prawdopodobnie w XI wieku zamek powstał jako mała twierdza w kształcie kwadratu na dużej skale, chroniony fosą i drugą ścianą nad doliną.

Po różnych zmianach właścicielskich, w 1781 zamek został opuszczony. Popadał w ruinę, a na początku XIX wieku był nawet używany jako kamieniołom. W 1893 r. nowy właściciel odrestaurował budynki. W 1928 r. kolejny właściciel kontynuował odbudowę i otworzył średniowieczny zamek dla zwiedzających. W 1981 r. majątek przeszedł w ręce państwa.

Cena wstępu to 5€, dzieci bezpłatnie. Wewnątrz pomieszczenia zamku wydają się niewielkie, ale to chyba wysokie położenie zamku i jego smukłość podsunęły mojej wyobraźni abym spodziewa się dużych komnat.

Bardzo sugestywne jest wnętrze sali tortur. Pozostałe pomieszczenia zaciekawiają nie tylko ze względu na swoje przeznaczenie, ale i elementy architektoniczne.


Skład wina poznaję dzięki oknom, które mają kształt butelki. O przeznaczeniu innych przestrzeni (jeśli się nie domyślimy) dowiemy się nie tylko z opisu, który dostajemy razem z biletem, ale też z rysunków umieszczonych na ścianach.

W sezonie na dziedzińcu zamku funkcjonuje kawiarnia, gdzie możemy spróbować Cassero.

Cassero, to miejscowy, naturalnie produkowany likier z czarnej porzeczki. Jak zachęca wytwórca można pić go samego jak i zmieszanego z brandy wiśniową, wodą sodową, białym winem (wtedy otrzymamy słynny drink Kir), szampanem (Kir Royal) lub gorącą wodą jako grog. Kolejne wybory to Cassero-Kirsch mieszanka likieru z wiśniówką, La Framboise des Bois likier z malin drzewnych i na koniec, jeśli naprawdę zmarzniemy możemy rozgrzać się La Vieille Prune najwyższej klasy śliwowicą.
Choć kawiarnia jest nieczynna, nie jest tak źle, likiery są w ciągłej sprzedaży, można je kupić na wynos.

W miasteczku, w niewielkiej odległości od zamku znajdziemy camping i dwie restauracje. Po dłuższych spacerach, a tras o różnej długości jest naprawdę sporo mamy gdzie usiąść i posilić się przed drogą powrotną, choć może to nie jest konieczne, przecież w Luksemburgu tak naprawdę wszędzie jest blisko.

Podróż, listopad 2020.
