Na zwiedzanie Valletty przeznaczamy jeden dzień. Już małe Żejtun, w którym mieszkamy przenosi nas w inny świat i inny czas, nie mogę więc doczekać się wizyty w stolicy Malty.

Historia narodzin Valletty jest ściśle związana z historią Zakonu Joannitów. Strategiczne położenie Malty na szlaku morskim i wielka wojna z Turkami doprowadziła do podjęcia decyzji przez Wielkiego Mistrza zakonu Jean Parisot de la Vallette o wzmocnieniu obronności południowo-wschodniej części Malty. Budowa miasta-twierdzy rozpoczęła się w 1566 roku. Jego nazwa Valletta to ukłon w stronę Wielkiego Mistrza Zakonu. Za projekt nowego miasta odpowiadał Francesco Laparelli, włoski architekt, asystent Michała Anioła. Zgodnie z jego zamysłem Valletta zajęła cały półwysep jako miasto ufortyfikowane, z jedną centralną ulicą. Efekty tego pomysłu możemy podziwiać do dziś.

W XIX wieku Malta trafiła do strefy wpływów Imperium Brytyjskiego i została jedną z jego kolonii (do 1964 roku). Oni też zostawili w mieście parę ciekawych obiektów.
Kolorowe balkony

Najciekawszą spuścizną są wszechobecne kolorowe balkony, będące połączeniem angielskiego wykusza i arabskiej muszaraby. Prekursorem był maltański architekt Bonavia, który wprowadził drewniane balkony na fasadach domów, zaczynając od Palazzo Ferreria. Miało to miejsce w 2. połowie XIX wieku. Od tego czasu wielu architektów i maltańczyków powieliło ten pomysł w swoich domach, tym bardziej, że stało się to symbolem bogactwa i wysokiego statusu społecznego. Bardziej romantyczny symbol to możliwość sztuki uwodzenia, w którym uwięziona w domu kobieta dzięki balkonowi mogła obserwować świat, a także być obserwowana.

Stolica Malty zachwyca od pierwszego wejrzenia architekturą, wąskimi uliczkami, kolorowymi balkonami, jest klimatyczna, urokliwa, po prostu wyjątkowa. Zachęca do spacerowania po niej i jej smakowania, ale warto wiedzieć zatrzymując się przy kościele, pałacu czy kamienicy co nas tak zachwyca. W Vallettcie można stawać co chwila i nie jest to nic dziwnego, bo starówka skupia ponad 300 zabytków na swojej wcale nie tak dużej powierzchni.
Miasto zwiedza się oczywiście na piechotę, a pomagają w tym wszechobecne kierunkowskazy do najważniejszych atrakcji stolicy Malty.

Fontanna Trytona
Parkujemy w pobliżu starówki, na darmowym parkingu w sąsiedztwie Grand Hotel Excelsior Malta, stąd mamy 5 minut spacerkiem do Fontanny Trytona z 1959 roku. Odnowiona została parę lat temu, po tym jak w 1978 roku misa trzymana przez trzech Trytonów rozpadła się. Co ciekawe jej styl miał współgrać z Bramą Miejską, która pięć lat po powstaniu fontanny została zburzona.

Do bramy docieramy przez most, z którego roztacza się widok na zagospodarowaną w formie ogrodów fosę.

Brama Miejska
Brama Miejska, a właściwie luka w murze między bastionami obronnymi zaskakuje nowoczesną formą. Wykonana została z dwóch bloków piaskowca przywiezionych z Gozo. Można się nią zachwycać lub nie, ale na pewno nie przejdzie się przez nią obojętnie.
Tuż za bramą rozpoczyna się główna arteria stolicy, ulica Republika, a przy niej kolejny nowoczesny budynek idealnie wpisujący się w stare miasto.


Parlament
Budynek Parlamentu (oddany do użytku w 2015 roku) oparty na kolumnach jest w ciepłej, miodowej barwie piaskowca z Gozo. Wzór na fasadzie ma przypominać zniszczenia od erozji wietrznej, ale niektórym przypomina tarkę do sera lub gołębnik. Sztuka ma to do siebie, że często nie jest jednoznaczna.

Opera Królewska
W sąsiedztwie Parlamentu uwagę przyciągają kolumny i taras. To właśnie spadek po Brytyjczykach, budynek Opery Królewskiej, kiedyś jeden z piękniejszych w Vallettcie, ale od chwili nalotu w 1942 roku to tylko szkielet. Ten dostosowany do obecnych potrzeb szkielet, to element teatru bez zadaszenia. Podczas festiwali i wieczornych spektakli to musi być wyjątkowe miejsce.

Pałac Ferreria
Na wprost Opery Królewskiej znajduje się Palazzo Ferreria, przyciągający wzrok herbami i zielonymi balkonikami, o których pisałam na początku wpisu.
Na działce, na której stoi pałac, istniała odlewnia joannitów, w której wykonywano uzbrojenie rycerzy-zakonników. Za czasów brytyjskiego panowania działka została kupiona od rządu przez Giuseppe Buttigiega i jego żonę, którzy postawili na tym miejscu Palazzo Ferreria, drugi co do wielkości pałac w Vallettcie. W 1979 roku potomkowie sprzedali pałac Państwu.

Konkatedra św. Jana
Nasz kolejny przystanek to kościół – konkatedra św. Jana wybudowana dla Zakonu Joannitów. Najważniejszy kościół Malty, poświęcony jest patronowi zakonu. Z założenia budowla miała być skromna i wygląd zewnętrzny zdaje się to zapowiadać. Jednak w XVII wieku tendencja w sztuce horror vacui (strach przed pustką) zmieniła wnętrze w barokową perełkę. Każdy element jest udekorowany. Złote wnętrze jest imponujące (nie można robić zdjęć w środku), ale po raz pierwszy widziałam tak zdobione kościoły w Ekwadorze, a dużo bliżej można podobne podziwiać np. w Portugalii. W pamięci pozostanie posadzka z intarsjowanego marmuru, a konkretnie 400 płyt nagrobnych. Wygląda to niesamowicie za sprawą różnorodności symboli i herbów.
Kościół posiada też perełkę w postaci obrazu Caravaggio, jest to największe ukończone płótno słynnego malarza i jedyne sygnowane przez niego osobiście.
W Vallettcie byliśmy w niedzielę i niestety w ten dzień tygodnia nie można zwiedzać kościoła. Na szczęście wolno wejść do środka w wyznaczone miejsce i podziwiać barokowy przepych.

Biblioteka Narodowa
Nasz przystanek na kawę i słodkie co nieco, to kawiarnia przylegająca do Biblioteki Narodowej, usytuowanej przy głównym deptaku starego miasta. Budynek, w którym mieści się księgozbiór zakonu rycerzy maltańskich, pochodzi z 1796 roku i jest ostatnim pałacem zbudowanym przez joannitów. Zgodnie z prawem wszystkie książki i zbiory zmarłych joannitów przechodziły na własność zakonu. Budynek biblioteki zaprojektował Stefano Ittar, architekt polskiego pochodzenia, pracujący we Włoszech. Przed biblioteką jako pamiątkę po Brytyjczykach możemy oglądać pomnik królowej Wiktorii.

Plac św. Jerzego
Spacer ul. Republiki kończymy na głównym placu Valletty. Kończymy dosłownie, bo Plac św. Jerzego jest odgrodzony, na środku ustawione są krzesełka, a z tymczasowej mównicy ktoś przemawia. Nie dziwi nas to, bo jest to miejsce, gdzie odbywają się różne wydarzenia kulturalne, procesje czy ważne wydarzenia państwowe.
Z daleka zerkamy na budynek Straży Głównej (Main Guard), wzniesiony w 1603 roku jako wartownia. Budynek mieścił osobistą ochronę Wielkiego Mistrza zakonu. Obecnie znajduje się tam biuro prokuratora generalnego Malty.

Na wprost niego znajdziemy Pałac Wielkich Mistrzów, czyli siedzibę przywódców Zakonu Maltańskiego. Kompleks powstał w 1571 roku i był jedną z pierwszych budowli wzniesionych w granicach Valletty.
Dolne ogrody Barraka
Penetrując boczne uliczki docieramy do Dolnych ogrodów Barrakka, wzniesionych na szczycie bastionu św. Krzysztofa, z których rozciąga się piękny widok na Wielki Port i trzy miasta.

Oprócz zieleni znajdziemy tu trochę historii: świątynię w stylu doryckim z 1810 roku, pomnik przedstawiający Eneasza (bohatera wojny trojańskiej) dłuta włoskiego rzeźbiarza Ugo Attardiego z 2014 r.


Pomnik Dzwonu Oblężenia
W bezpośrednim sąsiedztwie ogrodów znajduje się monument poświęcony ofiarom II wojny światowej, noszący nazwę Siege Bell. Ma on formę świątyni klasycystycznej z potężnym dzwonem z brązu, który bije codziennie o 12:00.
Tuż obok świątyni znajdziemy jeszcze pomnik nieznanego żołnierza. Jest to rzeźba anonimowej postaci położonej na noszach.

Skąd ten pomnik i udział Malty w II wonie światowej. Dla Brytyjczyków Malta była przede wszystkim strategicznym portem na Morzu Śródziemnym i to doprowadziło do tego, że ta niewielka wyspa znalazła się w samym sercu działań II wojny światowej. W Valletcie stworzono podziemne centrum dowodzenia dla dowództwa alianckiego (można je zwiedzać), a miasto i maltańskie wyspy prawie każdego dnia przeżywały naloty bombowe. To Malta była najdłużej bombardowanym miejscem, seria nalotów trwała nieprzerwanie przez 154 dni i nocy. Na Vallettę spadła połowa ze wszystkich blisko 6600 ton bomb zrzuconych na Maltę, to chyba cud, że możemy nadal cieszyć się tą niesamowitą architekturą.
Fort św. Elma i Narodowe Muzeum Wojny
Leżący na końcu półwyspu fort św. Elma (patron marynarzy) Joannici wznieśli w 1552 roku w ciągu zaledwie czterech miesięcy. Głównym zadaniem fortu była obrona dostępu do Wielkiego Portu.
Podczas Wielkiego Oblężenia w 1565 roku zginęło tu 1500 chrześcijan i 8000 Turków. Turcy po wkroczeniu do fortu obcięli głowy wszystkim broniącym go rycerzom.
Po wyparciu Osmańczyków z Malty rozpoczęto pracę nad budową nowej stolicy, architekt odpowiedzialny za projekt, włączył istniejącą twierdzę do fortyfikacji Valletty.

Fort wykorzystywali i rozbudowywali również Brytyjczycy. Był on zresztą pierwszym celem niemieckich nalotów podczas II wojny światowej.
W 1978 roku fort został wykorzystany jako plan filmu Midnight Express, ale to już miłe wykorzystanie i nie pierwszy przypadek wybrania Malty jako planu filmowego. Dla miłośników filmowych podróży Malta to wymarzony kraj.
Obecnie w forcie mieści się Narodowe Muzeum Wojny, opowiadające w siedmiu odsłonach historię Malty. Pobyt w Vallettcie na tylko jeden dzień od razu zakładał, że nie będziemy wstępować do muzeum.

Bulwar Valletta Waterfront
Nabrzeże oglądaliśmy płynąc statkiem, choć była chęć dotarcia tam po rejsie, nie starczyło czasu. Skoro to jednak część starego miasta parę słów o nim już teraz.
Składający się z 19 budynków pasaż powstał w XVIII wieku, między sklepami Pinto Wharf i Forni znajduje się kościół Ucieczki do Egiptu.
Zbombardowany podczas wojny i zaniedbany bulwar odzyskał swoją świetność i zaczął tętnić zżyciem dzięki rewitalizacji. Turystów między innymi tych z pobliskiego portu, gdzie cumują duże statki pasażerskie przyciągają sklepy, kawiarnie i restauracje. Pandemia sprawiła, że jak w całym mieście nie ma tu tłoku.
Ciekawe jest znaczenie kolorów, na które zostały pomalowane drzwi i okiennice kamienic, symbolizujące rodzaj składowanych towarów. Kolor czerwony to skład wina, niebieski – ryb, zielony – produktów rolnych, żółty – zbóż.

Zanim popłyniemy w rejs wokół Valletty, kręcimy się po urokliwych uliczkach i placach, podziwiamy pałace, nowe i stare budowle, kolorowe balkoniki (tego nigdy za dużo).


Przechodząc koło Bazyliki Matki Bożej z Góry Karmel widzimy wychodzących z kościoła kardynała i odprowadzającego go do samochodu proboszcza. Słysząc naszą rozmowę kardynał pyta skąd jesteśmy, po odpowiedzi, że z Polski wita nas mówiąc – dzień dobry. Przejeżdżając za parę chwil obok nas, otwiera szybę i macha nam ręką na pożegnanie. W świetle tego co dzieje się u nas wokół kościoła, to było spotkanie z osobą, że tak powiem, bez zadęcia cechującego naszych duchownych.
O rejsie statkiem wokół Valletty, do którego podchodziłam sceptycznie, a który okazał się bardzo przyjemny, między innymi ze względu na naprawdę piękne widoki już w następnym wpisie.

Podróż, listopad 2020.

2 Responses
Jakie to przyjemne, ciepłe miasto. I tyle do zwiedzani bez konieczności korzystania z samochodu. Cudownie.
Miasto wyjątkowo klimatyczne i można zobaczyć jeszcze więcej. Warto tu spędzić chociaż dwa dni.