Mazowieckie

Wyszków nad Bugiem

Dziś wyprawa z serii podróży bardzo krótkich, jednodniowych. Zapraszam do Wyszkowa, miasta, w którym spędziłam dzieciństwo i młodość. Do napisania tego wpisu namawiała mnie siostra, o której mogę powiedzieć, że jest regionalistką, która kocha drążyć lokalną historię, czego efektem jest parę książek o Wyszkowie jej autorstwa. O skutkach jej zapału do odkrywania historii ludzkich związanych z miastem i regionem, w dalszej części wpisu.

Podkreślenie w tytule, Wyszków nad Bugiem, w czasach mojego dzieciństwa miało duże znaczenie, a to dlatego, że w odległości ok. 60 km (koło Węgrowa) znajduje się drugi Wyszków. Adresując kopertę trzeba było koniecznie napisać Wyszków nad Bugiem, aby list nie krążył, nie funkcjonowały wtedy kody pocztowe.

Miasto jest pięknie położone na wysokiej skarpie Bugu. Świetnie skomunikowane z Warszawą dzięki trasie S8. Moje wczesne wspomnienia z podróży nie są tak komfortowe. Pamiętam ciągle zapchane autobusy, do których nie można było się dostać lub stanie przed mostem i machanie ręką na autostop.

Najczęściej korzystałam z pociągu, ale i tu nie było za różowo. Z Tłuszcza do Wyszkowa prowadzi tylko jeden tor. Mijanka w Mostówce to były często spore okresy postoju. Będąc na stacji kolejowej i patrząc z wiaduktu, nic nie zapowiada takiego drastycznego zmniejszenia liczby torów.

Ale do rzeczy. Wjeżdżając do Wyszkowa rzuca nam się w oczy plama zieleni po lewej stronie mostu  (to piękny Park Karola Ferdynanda Wazy), a po prawej stronie górujący na wysokiej skarpie, kościół św. Idziego.

Kościół św. Idziego 

Początki parafii sięgają końca XIV wieku. Pierwszy murowany kościół w stylu klasycystycznym stanął  tu w 1793 roku. Zniszczony doszczętnie podczas II wojny światowej, już trzy lata po wojnie przyjął pierwszych wiernych w nowej świątyni. Zwiedzając kościół warto zwrócić uwagę m.in. na XVII-wieczny obraz Najświętszej Maryi Panny w srebrnej sukience oraz dalmatykę z XVIII wieku. Zapamiętałam wnętrze świątyni jako duże i przestronne, teraz wydaje mi się wcale nie tak duże, a na dodatek zmniejszone rusztowaniami (trafiłam na remont kościoła). Pamiętam też piękne, duże kryształowe żyrandole, które zniknęły w pewnym momencie, a na ich miejsce pojawiło się proste w formie oświetlenie nawy głównej. Inne wspomnienie to śpiew organisty (pana Henryka Pakieły), który jak rzucił głos na podniebienie i do tego dodał odpowiedni rytm, to po prostu chciało się śpiewać. Od tej pory nie znoszę przynudzania, gdy muzyka prosi się choć o trochę energii.

Otoczenie kościoła zyskało dzięki zagospodarowaniu skarpy wokół niego. Lata lecą, więc pojawiło się trochę zmian.

Wyszkowska plebania

Świadkiem niezwykłych wydarzeń była wyszkowska plebania kościoła św. Idziego. Na przełomie lipca i sierpnia 1920 r. u ks. Wiktora Mieczkowskiego gościła, a w zasadzie schroniła się rodzina Lutosławskich z Drozdowa pod Łomżą. Był tam m.in. ks. Kazimierz Lutosławski, znany harcerzom, współtwórca harcerstwa polskiego i autor krzyża harcerskiego, a także jego bratanek Witold Lutosławski, przyszły światowej sławy kompozytor.

Wieczorem 15 sierpnia 1920 roku na plebanię zawitał Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski: Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski i Feliks Kohn. 20 sierpnia na plebanię przybył dowódca Frontu Północnego gen. Józef Haller, ambasador francuski Jusserand i angielski Eydem, malarz Ferdynand Ruszczyc, dziennikarze i korespondenci wojenni, wśród których był Stefan Żeromski. W swoim opowiadaniu „Na probostwie w Wyszkowie”, opisał nie tylko swoją wizytę, ale też wizytę niedoszłych rewolucjonistów.

Sierpień 1920 roku obfitował w wizyty ważnych gości, ale i czasy nam współczesne to wizyty na plebanii m.in. Donalda Tuska czy Bronisława Komorowskiego.

Żydowskie ślady w Wyszkowie

Będąc w kościele Św. Idziego warto udać się w kierunku Białegostoku, bo w niewielkiej odległości od świątyni na końcu ulicy Łącznej znajdował się cmentarz żydowski. Tu czas na trochę historii. Przedwojenna anegdota głosiła, że połowa mieszkańców Wyszkowa to Żydzi, a druga połowa to Żydówki. Nie jest to prawda, faktem natomiast jest, że przed II wojną światową Żydzi (obojga płci) stanowili około połowy ludności miasta. W Wyszkowie działała szkoła, była synagoga oraz cmentarz założony dość późno, bo dopiero w początkach XIX wieku.

W czasie okupacji Niemcy wywieźli wyszkowskich Żydów do getta w Warszawie, a cmentarz tak jak i inne obiekty zdewastowali. Macewy posłużyły im m.in. jako materiał budowlany do umocnienia rzeczki Strugi oraz do utwardzenia placu przy siedzibie gestapo. Po wyzwoleniu na terenie nekropolii urządzono kopalnię żwiru, piasek z niej był użyty przy budowie Wyszkowskiej Fabryki Mebli.

We wrześniu  1997 roku na miejscu dawnego cmentarza odsłonięto Pomnik Pamięci Żydów Wyszkowa. W półkolistą ścianę wmurowano około osiemdziesięciu odnalezionych w mieście i okolicach macew. Z terenu dawnego kirkutu rozciąga się piękna panorama na Bug i nadbużańskie łąki łęgowe.

Przy wejściu na cmentarz odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą urodzonemu w Wyszkowie, jednemu z przywódców powstania w getcie warszawskim i współtwórcy Żydowskiej Organizacji Bojowej Mordechajowi Anielewiczowi. Niestety kilkanaście lat temu tablica została skradziona.

Rodzina Anielewiczów mieszkała pobliżu kościoła. Na przełomie lat 20. i 30 ubiegłego wieku przenieśli się do Warszawy, na ulicę Solec.  W pobliżu miejsca, gdzie na nadbużańskiej skarpie stał ich dom, przy ul. Berka Joselewicza został odsłonięty pomnik ku czci Mordechaja Anielewicza, projektu wyszkowianina Wojciecha Smółkowskiego.

W mieście znajdziemy jeszcze jeden pomnik poświęcony żydom, a konkretnie Stanisławowi Wolskiemu, burmistrzowi Wyszkowa w latach 1931-1939, który wraz z żoną Wincentyną, w 1942 roku zaopiekował się  Rachelą i Bruchą (córkami żydowskiego kuśnierza), którym udało się uciec z wołomińskiego getta. Brońcia – była w 2018 roku na odsłonięciu pomnika,

Na wniosek ocalonych dziewczynek Stanisław i Wincentyna Wolscy w grudniu 1987 r. zostali pośmiertnie uhonorowani najwyższym izraelskim odznaczeniem cywilnym nadawanym nie-Żydom, medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Park Karola Ferdynanda Wazy z kordegardą i ławeczką Jerzego Różyckiego

Wspomniany na początku wpisu park miejski, będący dawnym ogrodem senatorskim ze starodrzewem, to świetne miejsce do złapania oddechu. Od lat 70. XX w. park miejski, wpisany jest do rejestru zabytków. Wchodząc do niego warto zwrócić uwagę na neogotycką kordegardę z XIX wieku. Kordegardę nazwalibyśmy dziś pomieszczeniem dla ochrony, to tutaj miał swoje miejsce stróż, który otwierał i zamykał bramę. Obecnie w stróżówce mieści się sezonowo Informacja Turystyczna (maj-październik).

Teraz cały park wygląda wiekowo, ale za czasów mojej młodości, po lewej stronie stróżówki było prywatne pole i sad. Nie zapomnę jak z koleżanką przychodziłyśmy zbierać stonkę z ziemniaków, aby w ten sposób zarobić parę groszy. Nazwisko właściciela umknęło mi z pamięci. Teraz po gospodarstwie nie ma śladu, a młode nasadzenia, to jak sami zobaczycie, duże drzewa.

Sierpień to miesiąc, kiedy parkowe klomby są pełne kolorów, a  tuż obok jednego z nich można przysiąść na ławeczce razem z Jerzym Różyckim, cudownym dzieckiem polskiej kryptologii, który wraz z Marianem Rejewskim i Henrykiem Zygalskim złamał szyfr niemieckiej maszyny  Enigma. Odkrycie to, przyczyniło się w niemały sposób do zwycięstwa aliantów w II wojnie Światowej.

No ale pytanie o związek Jerzego Różyckiego z Wyszkowem ciśnie się samo na usta. Otóż Jerzy Różycki w 1926 roku ukończył Prywatne Gimnazjum Koedukacyjne Towarzystwa Szkoły Średniej w Wyszkowie nad Bugiem, którego gmach znajdował się w obecnym parku miejskim. Podczas II Wojny Światowej zabudowania uległy zniszczeniu. Spadkobiercą i kontynuatorem tradycji gimnazjum jest I LO im C. K. Norwida w Wyszkowie.

Pisząc o Jerzym Różyckim muszę wspomnieć o mojej siostrze, która zgromadziła o jego życiu i rodzinie wyjątkowe informacje, nigdzie wcześniej nie publikowane. Stała się też posiadaczką przepięknych listów do narzeczonej (później żony), które udostępnił jej syn kryptologa.

W 1941 roku Jerzy Różycki popłynął do Algieru, aby rozszyfrowywać przechwytywane od Niemców depesze radiowe. Zginął w drodze powrotnej do Francji 8 stycznia 1942 roku, kiedy to statek Lamoriciere zatonął podczas sztormu na Morzu Śródziemnym w pobliżu Balearów.

Dużą przyjemnością jest spacer bulwarem im. ppor. mar. Kazimierza Deptuły, z jednej strony mamy położony na skarpie zielony park, a z drugiej strony choć uregulowany to jednak wyglądający bardzo naturalnie i urokliwe Bug.

Obelisk Wazów

Choć kończymy już spacer po parku miejskim, to z klanem Wazów jednak się nie rozstajemy. Obok parku na przedłużeniu alei Róż  znajduje się barokowy obelisk Wazów, postawiony po 1655 roku. Ufundowany został przez króla Jana Kazimierza, dla uczczenia pamięci jego brata królewicza Karola Ferdynanda Wazy, biskupa płockiego. Karol, najmłodszy syn Zygmunta III, w ostatnich latach życia upodobał sobie Wyszków, tu mieszkał i zmarł 10 maja 1655 r.  Na ścianach cokołu znajduje się herb królewski Wazów – snop zboża z koroną.

Ciekawostką jest, że obelisk wyszkowski jest drugim w historii Polski pomnikiem świeckim, pierwszy to warszawska Kolumna Zygmunta III Wazy.

Pałac Skarżyńskich

Po przyjemnie spędzonych chwilach w parku ruszamy dalej ulicą 3 Maja, w kierunku pałacu usytuowanego na nadbużańskiej skarpie, wybudowanego w 1785 roku, z polecenia Jana Stefana Giedroycia. W latach 40. XX wieku w posiadłości mieszkała rodzina Morzkowskich, która gościła między innymi Cypriana Kamila Norwida i Teofila Lenartowicza. W 1879 r. pałac kupiła rodzina Skarżyńskich i mieszkała w nim przez ponad 70 lat.

Podczas wojny bolszewickiej pałac został obrabowany i zdewastowany. Na szczęście został odnowiony, a w okresie międzywojennym Janina i Edmund Skarżyńscy utworzyli tu pensjonat dla warszawskiej inteligencji. W pensjonacie bywali m.in. Wojciech Kossak, Elżbieta Barszczewska, Aleksander Zelwerowicz, Aleksander Żabczyński. Bywali też filozofowie – Tadeusz Kotarbiński i Władysław Tatarkiewicz. Pałac przed wojną zagrał w filmach „Płomienne serca” i „Janko Muzykant”, zaś w latach 70. w filmie „Zapamiętaj imię swoje”.

Podczas II wojny światowej Wyszków mocno ucierpiał, pałac został częściowo zniszczony przez pożar już w 1939 r.. Po wojnie budynki przejęło Ministerstwo Zdrowia, które umieszczało tu różne instytucje. Za czasów mojej młodości pałac gościł Monar Marka Kotańskiego. Zarząd Ministerstwa Zdrowia nie przysłużył się pałacowi, który popadał w ruinę. Do generalnego remontu przystąpił kolejny właściciel, czyli Stowarzyszenie Architektów Polskich. Obecnie, pałac, oficyny i park znajdują się w rękach prywatnych.

Wyszkowska Huta Szkła

Wyszkowska Huta Szkła ma ponad 115 lat, została uroczyście otwarta 12 listopada 1906 r. Działała pod nazwą Huta Szklana „Robotnicza” W. Bereda, F. Sztompke i A. Rewoliński. Na uwagę zasługuje tempo jej powstania, została zbudowana sposobem gospodarczym w 6 tygodni przez 40 współwłaścicieli. Wytwarzano w niej butelki do wódek, win, i piwa ze szkła zielonego, formowanego ręcznie.

W wyniku działań wojennych produkcję butelek przerwano  trzy razy, w latach 1915-16, na przełomie lat 1939/40 oraz w latach 1944-46. Po II wojnie światowej huta została upaństwowiona.

W 1996 r. huta została przekształcona w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a rok później została sprzedana inwestorowi zagranicznemu. Huta przetrwała kryzys, trzy razy zmieniała właściciela, za każdym razem był to inwestor zagraniczny.

W pamięci na zawsze utkwiły mi butelki z kolorowego szkła produkowane przez wyszkowską hutę, choć za moich czasów na pewno nie były formowane ręcznie.

Najbardziej znanym i największym zakładem pracy czasów mojej młodości była Wyszkowska Fabryka Mebli. W fabryce powstało wiele ikon polskiego designu, pokazywanych na wystawach w Europie. W wielu polskich mieszkaniach królowały meble z tej właśnie fabryki.

Cieszyłabym się, gdyby do skutku doszedł pomysł utworzenia na terenie dawnej fabryki Muzeum Wzornictwa PRL, tym bardziej, że zbudowano ją według projektu architekta Andrzeja Dzierżawskiego i konstruktora Wacława Zalewskiego. Wacław Zalewski to twórca architektonicznych ikon takich jak katowicki Spodek, dworzec PKP w Katowicach czy warszawski Supersam. Niestety zarówno dworzec jak i Supersam już nie istnieją, oby wyszkowskiej fabryki nie spotkał ten sam los.

Rybienko Leśne

Wizytę w Wyszkowie kończę w dzielnicy willowej położonej na lewym brzegu Bugu. Rybienko Leśne połączone jest z Wyszkowem dwoma mostami, drogowy w ciągu ul. Warszawskiej oraz kolejowy. Bliskość rzeki, domy w sosnowym lesie, to było idealne miejsce na letnisko dla mieszkających niedaleko warszawiaków. Zaczęli przyjeżdżać tu w latach 30 ubiegłego wieku.

Rybienko Leśne powstało w początkach lat 30. XX w. w wyniku podziału części majątku Rybienko, należącego do Kazimierza Skarżyńskiego (właściciela pałacu w Wyszkowie), jako „miasto-ogród” według koncepcji opracowanej przez Brytyjczyka Ebenezera Howarda. I pomyśleć, że prawie 100 lat temu widziano już negatywne skutki rewolucji przemysłowej i starano się przeciwdziałać niekorzystnym dla człowieka i środowiska zmianom. Niestety w kolejnych latach szybko zapomniano o życiu w zgodzie z naturą.

W okresie międzywojennym, wzniesiono tu szereg ciekawych architektonicznie willi, część z nich (połowa z 60 budynków) zachowało się do dziś, nie wszystkie w tak dobrym stanie jak willa Siewierzanka.

Nazwa neoklasycystycznej willi z 1936 roku (al. Wolności 30) pochodzi od nazwiska jej właściciela, bankiera Kwiryna Siewierskiego. Pięknie odrestaurowana, w otoczeniu sosnowego lasu przenosi nas w klimat śródziemnomorski.

Niestety willa Bellona należąca przed wojną do jednego z najmłodszych generałów II Rzeczypospolitej, generała Aleksandra Narbut-Łuczyńskiego, nie prezentuje się obecnie okazale.

Spacerując po Rybienkiem Leśnym, nie sposób przegapić opuszczoną drewnianą willę Janeczka. Znajduje się ona w centralnym punkcie na rozstaju dwóch ulic, Granicznej i Targowej. Ten niepozorny, niszczejący dom był w czasie wojny jednym z ważniejszych miejsc konspiracyjnego Wyszkowa. Mieściła się tu tajna drukarnia dwutygodnika „Do celu”.

Przy głównej ulicy Rybienka Leśnego zwraca uwagę kościół pw. MB Królowej Polski, wzniesiony przed wojną wg proj. arch. Teodora Bursche, posiadającego w Rybienku willę. Pierwotnie była to kaplica drewniana, posadowiona na fundamencie z kamienia polnego, stylizowana na szałas góralski. Kościół nie posiada tradycyjnego ołtarza głównego, tabernakulum wkomponowane jest w wysoką niszę w prezbiterium. W latach 1975-78 dobudowano wieżę-dzwonnicę wg proj. arch. Arkadiusza Ławrowa, murowaną z kamienia, zwieńczoną wysmukłym trójkątnym szczytem, w której zawieszono trzy dzwony.

Spacer po Rybienku Leśnym jest niezwykle sympatyczny, można tu zatrzymać się na kawę lub konkretny posiłek w jednej z restauracji, położonej w sosnowym lesie. Restaurację Baśniową polecam, bo zawsze, gdy tam zawitam jest bardzo smacznie.

Nie spodziewałam się, że ten wpis będzie tak długi, a spacer tak przyjemny, choć Wyszków nie może pochwalić się wieloma zabytkami. Ale to właśnie dlatego jest to idealne miejsce na spokojne i relaksujące zwiedzanie. Przechadzka po parku, nadbużańskie widoki, sosnowe lasy Rybienka Leśnego i tylko od czasu do czasu jakaś historyczna perełka, przy której warto zatrzymać się choć na chwilę, to idealne spędzenie dnia. Mam nadzieję, że tym wpisem zachęciłam do odwiedzenia mojego rodzinnego miasta.

Tych, którzy chcieliby poznać więcej szczegółów zapraszam do lektury przewodnika lub innych dostępnych w internecie stron.

Podróż, sierpień 2021 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *