Planując podróż na Sardynię naczytałam się o cudownej przyrodzie, a przede wszystkim bajkowych plażach Archipelagu Maddaleny, więc nic dziwnego, że zdecydowaliśmy, jeden dzień musimy na nim spędzić.
Po pierwsze trzeba było podjąć decyzję, opływamy wyspy statkiem wycieczkowym, czy robimy to we własnym zakresie. Stanęło, że jednak spróbujemy sami odkryć piękno tego rejonu.

Aby się dostać na Archipelag, korzystamy z promu, który odpływa z portu w Palau. Prom w sezonie pływa co 15 minut, w czerwcu co 30 min. Przeprawa trwa 20 minut. Pierwszy prom odpływa o godzinie 8.15, ostatni powrót o 19.45. Przewoźnicy to Delcomar, Saremar i Maddalena Lines. Trzeba pamiętać, że wracamy tą samą linią co przypłynęliśmy, bo w niej kupiliśmy bilet. Cena: za 2 osoby + nieduże auto to 26,80 EUR w dwie strony.
Dużym udogodnieniem okazała się możliwość kupna biletu bezpośrednio na promie. Wjechaliśmy na teren portu i obsługa skierowała nas od razu na statek.

Dopływamy na główną i największą wyspę, od której nazwę wziął cały archipelag, czyli na La Maddalenę. Samochodem możemy przemieszczać się po La Maddalenie, a także po wyspach Caprera i Giardinelli połączonych mostami.
Zanim ruszymy na plaże zatrzymujemy się w głównym mieście wyspy – La Maddalenie. Po zjeździe z promu skręćcie w prawo i jeźdźcie wzdłuż wybrzeża, aż zobaczycie po prawej stronie białe linie, tam można parkować gratis. W czerwcu było sporo wolnych miejsc. Na wcześniejszym płatnym parkingu było pełno.

Serce miasta jest położone tuż przy porcie. Poręciliśmy się po urokliwych uliczkach, w budynku ratusza miejskiego odwiedziliśmy wystawę fotografii, zajrzeliśmy do kościółka św. Marii Magdaleny, zatrzymaliśmy się na piwo, do którego na całej Sardynii zawsze dostaniemy przekąski i ruszyliśmy oglądać rajski krajobraz wysp.



Wybór plaż jest ogromny, do niektórych trzeba dojść parę kilometrów, podjęcie decyzji które odwiedzić jest trudne. Ostatecznie stawiamy na Spiaggetta di Giardinelli i Cala Napoletana.
Spiaggetta di Giardinelli
Spiaggetta di Giardinelli znajduje się na wyspie La Maddalena. Nastawiamy nawigację i ruszamy. Kończy się asfalt i wjeżdżamy na drogę gruntową, najpierw malutka grobla i jedziemy wąską, wyboistą ścieżką. Widzimy trochę zaparkowanych samochodów przy trasie, potem auta wyjeżdzające z prawnej strony, więc decydujemy się tam skręcić, bo wg nawigacji cel naszej podróży już minęliśmy. Droga kończy się całkiem sporym parkingiem. Po prawej i po lewej stronie znajdują się małe zatoczki raczej kamieniste, ale przy plaży którą wybraliśmy, zaraz za skałą jest kolejna mała zatoczka, tym razem piaszczysta.

Woda ma kryształową błękitną i szmaragdową barwę. Podobno na tej plaży lubił odpoczywać od zgiełku Porto Cervo młody książę Aga Khan. Nie wiem na której, ale ostatecznie stawiam, że to ta gdzie zakotwiczony jest jacht.

Niezmiennie podziwiam sardyńskie formacje skalne więc wybieram się na króciutki spacer wzdłuż wybrzeża.

Cala Napoletana
Kolejna plaża, którą chcemy odwiedzić to Cala Napoletana, znajdująca się na sąsiedniej wyspie Caprerze. Tak jak poprzednio włączamy nawigację i ruszamy miłą drogą przez las, od czasu do czasu z widokiem na błękitne wody. Kończy się droga asfaltowa i na szczęście to jeszcze nie pełnia sezonu mamy gdzie zaparkować (możliwości zaparkowania zbyt dużo nie ma). Opuszczamy samochód i wchodzimy na szlak prowadzący do plaży. Trasa jest prosta i przyjemna (30 min), do momentu kiedy pojawia się wariantowa trasa do wyboru (45 min). Choć piękna, to męcząca, odebrała mi trochę sił, co nie jest takie dziwne przy ponad 30 oC.


Dzięki wybranemu wariantowi, mogliśmy podziwiać z góry Cala Caprarese. Myśleliśmy, że to już nasz punkt docelowy, ale dostępu do niej nie znaleźliśmy.

Cala Napoletana to mała zatoczka z białym piaskiem pięknie położona między wielkimi głazami i z góry i z dołu prezentuje się pięknie. Podobno w sezonie jest tu tłoczno, ale to chyba wtedy, gdy plażują tu goście, którzy przybyli łodzią, motorówką lub jachtem. Podczas naszego pobytu było parę osób i wszyscy przyszli pieszo szlakiem.

Napoletana to jedna z najpiękniejszych plaż na całym Archipelagu La Maddalena, a dojście do niej to też duża przyjemność jeśli ktoś lubi wędrować. Na spacer wskazane są buty kryte, choć ja bez problemu doszłam w birkenstockach.

Powrót robimy głównym szlakiem, więc na początku trasy podziwiamy kolejną zatoczkę z piękną turkusową woda.

Caprera to piękna dzika wyspa, w zasadzie bez restauracji, ale w drodze do Domu Garibaldiego i na Cala Napoletana przejeżdża się obok I Mille Bar Paninoteca z prostym, ale smacznym jedzeniem.
Skoro wspomniałam o Giuseppe Garibaldi, narodowym bohaterze Włoch to muszę nadmienić, że na Caprerze spędził ostatnie lata swojego życia. Dom Garibaldiego to obecnie Izba Pamięci, obok której znajduje się jego grób.
Być może udałoby się nam zwiedzić jeszcze jedną plaże, ale byłoby to na wariackich papierach. Choć odległości między plażami nie są duże, to dojście do nich bywa czasochłonne. Jeśli chcemy poświęcić na archipelag jeden dzień to warto przyjechać wcześniej i wybrać sobie maximum trzy plaże, te najładniejsze. Przypominam, że dzika przyroda Archipelagu też jest piekna.

Pisałam już w pierwszym wpisie, że wynoszenie muszli i piasku z plaży jest wysoko karane na Sardynii. Znajdująca się na wysepce Budelli Różowa Plaża od jakiegoś czasu ze względu na ochronę jest niedostępna ani z lądu, ani z wody. Pewna turystka po 30 latach zwróciła różowy piasek, który wywiozła z Sardynii.
Archipelag Maddaleny zdecydowanie zasługuje na zachwyty i określenia typu, Karaiby Europy, rajskie plaże itp. To trzeba zobaczyć, tu jest po prostu pięknie.
Podróż, czerwiec 2022.
