Wietnam

Najbogatsze miasto Wietnamu – Ho Chi Minh City w jeden dzień

Ho Chi Minh City jest największym i najbardziej chaotycznym miastem Wietnamu, tętniącym życiem z niezwykłą intensywnością. Jest to największy ośrodek ekonomiczny i finansowy kraju, od 2001 roku działa tu wietnamska Giełda, funkcjonuje ponad 80 uczelni wyższych, wokół miasta znalazły swoje siedziby firmy nowoczesnych technologii, a Delta Mekongu to niezwykle bogate zaplecze rolnicze.

W Polsce znane jest miedzy innymi z powiedzenia „Ale Sajgon” oznaczające niezły bałagan, poza tym swoją sławę zawdzięcza (niestety) głównie działaniom wojennym (przed zjednoczeniem kraju) oraz filmowi „Czas Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli.

Jak się odnaleźliśmy w tym wyjątkowym miejskim chaosie? Okazało się to wcale nie takie trudne, ale o tym za chwilę najpierw krótka historia.

Krótka historia

Tereny współczesnego Sajgonu do XVII wieku były pod panowaniem Kambodży. W 1623 r. w wiosce rybackiej i porcie Prey Nokor (ówczesna nazwa) pozwolono osiedlić się pierwszym uchodźcom z Chin, a potem z Wietnamu. Ówczesne Królestwo Kambodży było zbyt słabe, żeby bronić się przed napływem emigrantów, którzy wyparli mieszkańców Kambodży do mniejszości. To wtedy pojawiła się po raz pierwszy nazwa Sajgon. Sai Gon to obszar obsadzony drzewami kapokowymi, od drzew kapokowych (Gon), które Khmerzy posadzili w tej okolicy.

W 1859 roku Sajgon znalazł się pod panowaniem Francuzów, został przekształcony w port i ważne miejsce strategiczne. Z tego czasu pochodzą reprezentacyjne budowle, o których opowiem w dalszej części wpisu.

W latach 1940-45 miasto okupowały wojska japońskie, których przegrana w II wojnie światowej pozwoliła na ogłoszenie niepodległości Wietnamu. To dało początek I wojnie Indochińskiej pomiędzy wojskami francuskimi wspieranymi przez ostatniego cesarza Wietnamu, a dowodzonymi przez Ho Chi Minha oddziałami Viet Minhu. Po podpisaniu rozejmu w Genewie, Sajgon stał się stolicą Wietnamu Południowego.

Dawny Sajgon to obecnie obszary dzielnicy 1 i 3. Obok Sajgonu, rozwijało się Cho Lon, czyli „Wielki Bazar”, założone przez chińskich imigrantów. Miasta zetknęły się granicami w 1930 roku, rok później połączyły się we współdziałającą aglomerację Saigon-Cholon. W 1956 r. po odzyskaniu przez Wietnamczyków niepodległości, zostało utworzone jedno miasto nazwane Sajgon.

II wojna Indochińska to walka z komunistyczną północą przy wsparciu wojsk amerykańskich, którego główne dowództwo znajdowało się właśnie w Sajgonie. W 1975 Sajgon zostaje zdobyty przez oddziały Ludowej Armii Wietnamu. W nowo utworzonej republice Sajgon zostaje przemianowany na Ho Chi Minh City i traci funkcję stolicy. Nowa nazwa to ukłon s stronę bohatera narodowego, dzięki któremu Wietnamczycy odzyskali niepodległość.

Transport z lotniska i nocleg

Z lotniska do hotelu (w samym centrum starego Sajgonu) dojeżdżamy autobusem miejskim 109. W zasadzie jest to busik, który też weźmie pasażerów nawet tych stojących. Pokazujemy adres i kierowca oraz konduktorka (u niej płacimy za bilety) pilnują, żebyśmy dobrze wysiedli. Nasz przystanek jest w pobliżu Ben Thanh Market, skąd pięć minut piechotką mamy do hotelu. Samolot z Polski wylądował sporo po 17, więc pierwszego dnia wyruszamy tylko coś zjeść. Następny dzień w całości poświęcamy na zwiedzanie Ho Chi Minh, a że mieszkamy w Dzielnicy 1, to prawie wszystko mamy na wyciągnięcie ręki.

Zwiedzanie

Trasę po kolonialnym Sajgonie, którą przemierzamy na piechotę zaczerpnęłam z bloga Plecak i Walizka, trochę ją zmodyfikowałam, ale niewiele więc samego przebiegu trasy nie powielam, opowiem tylko w skrócie o tym co widzieliśmy oraz o moich odczuciach i spostrzeżeniach. Podczas spaceru uważajcie na metalowe przeszkody na chodniku.

Tak jak wspomniałam na ulicach w Sajgonie panuje niezwykły ruch i co tu dużo mówić niezły bałagan. Jeśli pieszy będzie zachowywał się tak jak zmechanizowani uczestnicy tego ulicznego spektaklu tzn. przechodził zdecydowanie, spokojnie przez jezdnię, nie robiąc gwałtownych ruchów i uważając na pojazdy, to nie ma obaw przejdzie przez nią bez szwanku.

Park Tao Dan

Parku Tao Dan nie ma w proponowanym spacerze (idziemy przez niego aby dojść do pierwszego punktu naszej wycieczki po Sajgonie), ale jest bardzo ciekawy i wart odwiedzenia. Jego historia rozpoczęła się setki lat temu, kiedy Francuzi najechali Sajgon w latach 60. XIX wieku i rozpoczęli jego budowę. Początkowo park był ogrodem Pałacu Generalnego Gubernatora Indochin. Po wycofaniu wojsk francuskich z Wietnamu, Pałac Generalnego Gubernatora Indochin stał się Pałacem Niepodległości, a ogród przemianowano na Tao Dan. Wczesnym rankiem i późnym popołudniem tysiące mieszkańców ćwiczy (byliśmy zbyt późno lub zbyt wcześnie). Miłośnicy ptaków w tym mieście (głównie starsi panowie) również gromadzą się tutaj z klatkami w dłoniach w tak zwanej ptasiej kawiarni.

W 1992 r. władze miasta wybudowały na terenie parku Świątynię Królów Wiszonych, znajdziemy też tu mały ogród współczesnych rzeźb i Pałac Kultury Pracy z kortami tenisowymi, basenem w stylu art déco z kolumnadą i budynkiem klubowym.

Willa Phuong Nam i willa Fernanda Nadela

Obie wille to początkowe punkty trasy po kolonialnym Sajgonie. Znajdują się na tym samym skrzyżowaniu, obie z 1920 roku. Willę Phuong Nam ( 110-112 Vo Van Tan) wartą 35 mln dolarów możemy podziwiać przez ogrodzenie, to spuścizna po wietnamskim handlarzu kamieniami szlachetnymi, natomiast do willi przy 86 Vo Van Tan możemy wejść ale tylko jak działa restauracja (byliśmy zbyt wcześnie). Właścicielem willi był algierski fotograf Fernand Nadel.

Budynek kolonialny pod adresem 60 Vo Van Tan

Ten budynek nie jest prosto znaleźć, po pierwsze numeracja domów nie jest oczywista, a po drugie willa jest w głębi posesji i zasłonięta drzewami. Teraz wiem, że nie trzeba szukać niebieskich okiennic tylko niebieskiej kutej bramy. Willę wybudowaną dla francuskiego importera win kupiło wietnamskie małżeństwo, właściciele słynnego hotelu Rex. Pokoje w willi wynajmowali Amerykanie – głównie dowódcy armii z czasów wojny. Wśród nich był gen. William Westmoreland, głównodowodzący armii USA podczas Ofensywy Tet w 1968 roku.

Żeby zrobić zdjęcie weszłam za budkę z ochroną, która nie była do końca zadowolona z tego faktu. Tłem dla uroczego budynku są wysokie bloki, które rozpychają się w resztkach kolonialnego miasta.

Między budynkiem z niebieskimi okiennicami, a Muzeum Pozostałości Wojennych znajduje się bajkowy budynek usługowy, na pewno nie przejdziecie obok niego obojętnie.

War Remnants Museum

Muzeum Pozostałości Wojennych znajduje się pod nr 28 Vo Van Tan, (7.30-17.00, wstęp 40.000 dong) My nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie, ale jak się ma czas to myślę, że warto obejrzeć (oprócz propagandy) wietnamskie spojrzenie na wojnę, w tym użycie broni chemicznej i jej przerażające skutki. Na pewno nie są to łatwe i przyjemne doznania.

Kolejnym punktem spaceru jest Liceum im. Marii Curie, z tego polskiego akcentu rezygnujemy, dochodzimy do Jezioro Żółwia.

Jezioro Żółwia

 W tym miejscu w XVII w. znajdował się najważniejszy zespół budowli Sajgonu. Jezioro Żółwiowe (Hồ Con Rùa) i sąsiedni obszar przeszedł wiele zmian. Najpierw znajdowała się na nim brama dla cytadeli dynastii Nguyễn, następnie zgodnie z nowym planem urbanistycznym francuskiego rządu kolonialnego teren został zrównany z ziemią, aby zbudować wieżę ciśnień.

Choć nie wygląda to miejsce jakoś szczególnie, to jest obecnie wieczornym punktem spotkań młodych Wietnamczyków, być może wieczorem oświetlone i tętniące życiem faktycznie robi wrażenie.

Zamiast skręcić w prawo, my skręcamy w lewo by po 15 minutach dojść do różowego kościoła.

Różowy kościół Tân Định

Oglądając kościół na zdjęciach, miałam wrażenie sporego kiczu i dużo wątpliwości czy warto odwiedzić to miejsce, nawet jeśli brytyjski magazyn Condé Nast Traveller wymienił sajgoński Pink Church wśród 10 najbardziej różowych miejsc na świecie.

Przemówił do mnie fakt, że kościół Tan Dinh jest jednym z najstarszych w Ho Chi Minh City i uważany jest za jeden z najpiękniejszych w Wietnamie. Jego budowę nadzorował misjonarz  Éveillard, który zaprosił także siostry św. Pawła z Chartres do założenia obok kościoła sierocińca i szkoły z internatem.  École de Tan-Dinh, została otwarta w 1877 roku i na początku lat osiemdziesiątych XIX wieku liczyła około 300 dzieci. Dawna szkoła, znajdująca się obok kościoła, jest nadal częściowo używana przez siostry Saint-Paul de Chartres, ale większość kompleksu mieści obecnie szkołę średnią.

Po raz pierwszy kościół został pomalowany na różowo w 1957 r. łososiowy na zewnątrz, truskawkowo-kremowy w środku. Od tego czasu budowla kilkakrotnie przechodziła gruntowne remonty.

W rzeczywistości różowy kościół prezentuje się jak zamek z bajki Disneya. Piękna barwa różu z białymi elementami wygląda „słodko”. Świątynię wybudowano w XVII w. w mieszance trzech stylów architektonicznych: romańskiego, gotyckiego i renesansowego. Na szczycie wieży (52 metry) stoi krzyż o wysokości trzech metrów. Wewnątrz wieży wisi 5,5-tonowy dzwon. Wnętrze świątyni zdobią dwa rzędy kolumn i ołtarz wykonany z włoskiego marmuru. Niestety podczas naszego pobytu kościół był zamknięty i bardzo tego żałuję.

Z różowego kościoła cofamy się znowu do jeziora żółwia, idąc dalej prosto dochodzimy do Parku 30 kwietnia (30/4).

Park 30/4

Park 30/4 znajduje się w pobliżu zabytków kulturowych i historycznych, takich jak Katedra Notre Dame, Pałac Zjednoczenia czy Poczta Miejska, w uliczkach przy parku uwagę przyciągają piękne kolonialne wille, w niektórych urządzono restauracje i kawiarnie.

Park to miejsce, które zapisało się w historii nie tylko przez sąsiedztwo ważnych historycznie budynków, ale to właśnie w tym miejscu mieszkańcy Sajgonu i Gia Dinh zebrali się razem, aby wysłuchać Prezydenta Ho Chi Minha czytającego Deklarację Niepodległości 2 września 1945 r., a 30 kwietnia 1975 r. oddział wojskowy zaśpiewał głośno triumfalną pieśń, aby podzielić się swoimi uczuciami triumfu z wyzwolenia narodowego. Obecnie jest to miejsce wypoczynku, medytacji i spotkań towarzyskich

Zanim pójdziemy dalej, parę słów o wspomnianych zabytkach.

Pałac Niepodległości lub Pałac Zjednoczenia wybudowano w miejscu Pałacu Norodoma, który w 1962 r. został zbombardowany przez pilotów Wietnamu Północnego. 30 kwietnia 1975 przez bramę posesji wjechały dwa czołgi, które obecnie stoją w ogrodzie. Ten akt oficjalnie uważany jest za kapitulację Sajgonu i zakończenie wojny z Ameryką.

Katedrę Notre Dame of Saigon wybudowano w latach 1877-1880, z materiałów sprowadzonych z Francji. Dzwonnice dobudowano w 1895 r., w środku umieszczono sześć dzwonów odlanych z brązu. Niestety katedra jest obecnie remontowana, na zewnątrz zasłaniają ją rusztowania, a środek jest niedostępny dla zwiedzających.

Gmach Poczty Głównej (przypominający budynek dworca kolejowego) wybudowano w latach 1886-1891. Budowla prezentuje się wspaniale jest połączeniem stylu neobarokowego, neoklasycystycznego z detalami związanymi z III Republiką Francuską.

Warto zwrócić uwagę na prostokątne okna symbolizujące stacje kolejowe w Europie, między oknami zwieńczonymi łukiem znajdują się tablice z imionami słynnych wynalazców, zasłużonych głównie dla rozwoju komunikacji i elektryczności. Wewnątrz po obu stronach hali widnieją ogromne malowidła przedstawiające Sajgon w 1892 r. oraz Cochinchinę.

Kontynuując spacer idziemy dawną, najbogatszą ulicą Rue Catinat  obecnie Dong Khoi. Jak zobaczymy po lewej stronie nowoczesny budynek Vincomu, to znaczy, że doszliśmy do tak zwanej „złotej krainy”, czyli gruntów, które zostały przeznaczone na luksusowe hotele, biura finansowe, powierzchnie wystawiennicze itp. Cieszmy się więc, że jest nam jeszcze dane zobaczyć trochę historycznych budynków, zagrożonych wyburzeniem.

Pierwszy to narożny Catinat Building (26 Ly Tu Trong)z 1927 r. wybudowany w stylu art deco. Podczas budowy odkryto pozostałości budowli wzniesionych w tym miejscu w 1790 roku, prawdopodobnie bastiony otaczające cytadelę Gia Dinh. W budynku, przez lata przewinęły się siedziby wielu francuskich i indochińskich firm, w 1930 r. mieścił się tu konsulat USA. Na dwa tygodnie przed atakiem na Pearl Harbor przeprowadzono zamach bombowy i wtedy wszyscy amerykańscy dyplomaci wyjechali z Indochin.

Budynek obok pod adresem Tu Trong 22, nie jest tak atrakcyjny, ale jego dach służył jako tymczasowe lądowisko dla amerykańskiego helikoptera ewakuującego personel CIA, na dzień przed upadkiem Sajgonu. Obraz został uwieczniony przez holenderskiego fotografa Huberta Van Esa na słynnej już fotografii, będącej symbolem ewakuacji obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Naprzeciwko nowoczesnego budynku Vincomu, pod numerem 59-61 Ly Tu Trong, znajduje się 130 letni kolejny kolonialny budynek, mieszczący Departament Informacji i Komunikacji oraz Handlu i Przemysłu, był on niegdyś ośrodkiem francuskiej potęgi kolonialnej, zaraz po pałacu gubernatora. W grudniu 2014 roku Komitet Ludowy HCMC po raz pierwszy ogłosił projekt na wybudowanie nowego budynku. Po latach ciszy w 2018 roku ogłoszono, że wybrano projekt amerykańskiej firmy, planujący całkowite wyburzenie budynku, w końcu są to tereny złotej krainy.

Przechodzimy parę kroków dalej i znajdujemy się  w najbardziej reprezentacyjnym miejscu w Sajgonie czyli przed gmachem Ratusza Miejskiego na bulwarze Nguyen

Dawny Ratusz Miejski będący repliką paryskiego Hotelu de Ville, wzniesiono w latach 1902-1908. Dziś mieści się tu siedziba partii.

Po prawej stronie (stojąc tyłem do Ratusza)  znajduje się Hotel Rex  zbudowany w 1927 roku przez francuskiego biznesmena. Budynek służył najpierw jako salon samochodowy i garaż, w którym sprzedawano głównie samochody marki Citroën. W latach 1959-1975 państwo Ung Thi (nowi właściciele) przekształcili budynek w hotel Rex ze 100 pokojami, trzema kinami, kawiarnią, salą taneczną i biblioteką.

Pierwszymi gośćmi w 1961 r. (hotel był jeszcze w budowie) było 400 żołnierzy USA, którzy dopiero przybyli do Wietnamu, czekali na rozłożenie garnizonu, a na dachu hotelu w kuchni polowej przygotowali kolację z okazji Święta Dziękczynienia.

W czasie wojny wietnamskiej amerykański serwis informacyjny wynajął cały hotel. Odbywała się w nim codziennie konferencja amerykańskiego dowództwa wojskowego, nazywana ironicznie Five O’Clock Follies (Szaleństwa o piątej), gdyż często wyśmiewano przekłamane raporty z pola walki. Bar na dachu był znanym miejscem spotkań korespondentów wojskowych i wojennych.

W 1975 roku, pod koniec wojny w Wietnamie, hotel został przejęty przez narodowe biuro turystyczne Sajgonu, przemianowany na Ben Thanh i przekształcony w hotel międzynarodowy. W hotelu odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca zjednoczenie Wietnamu w 1976 roku. W 1986 roku przywrócono nazwę hotelu – Hotel Rex. Dziś Rex to jeden z najbardziej luksusowych hoteli w Sajgonie i oczywiście miejsce pełne historii.

Przy hotelu Rex ma początek bulwar Nguyen Hue, który był pierwotnie kanałem (ważnym szlakiem wodnym), zasypanie go trwało parę lat, aby w 1887 stał się szeroką arterią drogową. Swoją nazwę bulwar zawdzięcza jednemu z najwybitniejszych wojskowych (z I poł. XVIII wieku) w historii Wietnamu. Jako cesarz przeprowadził wiele reform, m.in. wprowadził dowody osobiste.

Bulwar Nguyen Hue przeszedł w 2015 roku renowację. Z jednej strony zamyka go dawny Ratusz Miejski, z drugiej rzeka Sajgon. Co wieczór miejsce tętni życiem. W weekendowe wieczory cały bulwar jest wyłączony z ruchu kołowego.

Budynki bulwaru, to między innymi gmach Opery  z 1897 r. Fasada budynku była wzorowana na Petit Palais w Paryżu, a detale wykonane i wysłane z Francji.

Po lewej stronie Opery znajduje się (najstarszy w Sajgonie) Hotel Continental  z 1880 r.  Hotel niejednokrotnie zmieniał właścicieli, w latach 1930-1975 zarządzała nim rodzina gangsterów z Kostaryki. Podczas wojny swoje biura miały tu Newseek i Times. Długo gościł tu Graham Green, autor książki The Quiet American, na podstawie której nakręcone zostały filmy Spokojny Amerykanin w 1958 i 2002 r. Powieść stała się popularna, bo przewidziała wojnę w Wietnamie.

Po drugiej stronie Opery wysoki budynek to Hotel Caravelle z 1959 r. W 1964 r. w hoteli wybuchła bomba na piętrze zajmowanym przez dziennikarzy, w czasie gdy odbywała się konferencja prasowa.

Idąc bulwarem w stronę rzeki, po lewej stronie przy 42 Nguyen Hue Street znajduje się niezbyt atrakcyjny (ale kolorowy) 9-piętrowy budynek. Do 1912 roku w tym miejscu stał pierwszy Ben Thanh Market. W czasie wojny wietnamskiej w budynku mieszkało wielu wysokich rangą oficerów rządowych oraz amerykańskich doradców wojskowych. Wraz z upadkiem Sajgonu w 1975 roku, budynek też zaczął podupadać.

Dopiero w 2015 roku blok ponownie zaczął tętnić życiem, uratował go nieduży czynsz w stosunku do sąsiednich nowych budowli, przyciągając małe kawiarnie, restauracje i butiki mody. Stary blok, plątania korytarzy, wiele ciekawych sklepików i nietuzinkowych kawiarni przyciąga turystów.

Idąc dalej po prawej stronie zobaczymy niski kolonialny budynek, to Skarbiec Narodowy (1925 r.) Według plotki w czasie upadku Sajgonu w 1975 r. w skarbcu przechowywano 16 ton złota. Ekonomiści proponowali, żeby mądrze je zainwestować w celu odbudowy kraju, ale władze uznały pomysł za zbyt kapitalistyczny. Podobno wykorzystano je na „sytuacje awaryjne”. Budynek łatwo znaleźć bo wznosi się nad nim charakterystyczny wieżowiec Bitexco Tower.

Bitexco Financial Tower, wzniesiono w 2010 r. za sprawą wietnamskiego dewelopera, który wyłożył na jego budowę 300 mln dolarów. Budynek liczy 68 pięter, kształtem przypomina pąk kwiatu lotosu, jest centrum biurowym, handlowym i rozrywkowym. Uwagę przyciąga charakterystyczny talerz będący lądowiskiem dla helikopterów. Nie wylądował tam żaden helikopter (może poza testowymi) z dwóch powodów. Po pierwsze przestrzeń miejska jest ściśle kontrolowana przez rząd, w tej chwili tylko jedna spółka państwowa może wydawać licencje na obsługę śmigłowców i tyko jeden budynek jest zarejestrowany do takiego transportu. Po drugie za użycie lądowiska jest bardzo wysoka cena (ok. 10 000 USD) w porównaniu do innych usług transportowych.

Dochodzimy do końca bulwaru  i skręcamy w lewo, aby dojść po chwili do Hotelu Majestic Saigon (1925 r.)  zbudowanego w stylu francuskim  przez najbogatszego wówczas chińskiego biznesmena w Sajgonie, pana Hui Bon Hoa. Po wojnie w 1951 roku hotel przeszedł we władanie władz Sajgonu. W latach 60 ubiegłego wieku nazwę hotelu zmieniono na Hoàn Mỹ, czyli „Perfekcja”, aby ostatecznie wrócić do pierwotnej nazwy.

I jeszcze ciekawostka w 2007 roku jako pierwszy (krajowy) hotel zarządzany przez Wietnamczyków,  otrzymał status pięciogwiazdkowego.

Jeśli pójdziecie jeszcze dalej dojdziecie do przystani Sajgon Waterbus Station. To właśnie stąd można udać się na rejs po rzece Sajgon. Warto kupić bilet dzień wcześniej, chcieliśmy wyruszyć w rejs ok. godziny 17, aby podziwiać HCMC nocą z perspektywy rzeki, ale niestety nie było już biletów. Cała wyprawa zajmuje około 2 do 2,5 h i  kosztuje 30 000 VND za osobę w obie strony.

Wracając do hotelu przechodzimy przez wybudowany w 1912 roku Ben Thanh Market pełen chińskich produktów i pamiątek. Muszę powiedzieć, że nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, a chińskich pamiątek unikam.

To był nasz pierwszy dzień w Wietnamie, po długiej podróży nie mieliśmy sił na dalsze chodzenie. Fakt, że nie było biletów na rejs po rzece Sajgon wyszedł nam na dobre, bo mieliśmy trochę czasu na odpoczynek i wieczorne spotkanie z Jakubem, mieszkającym od kilku lat w Wietnamie.

Sajgon nocą

Szczęśliwie piwiarnia koło naszego hotelu nie miała dla nas wolnego stolika, więc zdając się na Jakuba ruszyliśmy na bulwar Nguyen Hue, a konkretnie do Broma: No Bar.

W restauracjach wokół naszego hotelu był spory ruch, ale to co działo się na bulwarze było nie porównywalne jeśli mówimy o tętniącym życiu. Ponieważ to był poniedziałek, dopuszczony był na bulwarze ruch zmotoryzowany. Na bocznych chodnikach, na deptaku i na ulicach był tłum pojazdów i pieszych. Cały dzień chcąc nie chcąc ćwiczyliśmy przechodzenie przez jezdnię więc pod wieczór dawaliśmy sobie nieźle radę.

Rozświetlone kolorowo budynki, iluminacje i przyjemne ciepło wprowadziły nas w doby nastrój, a nocne życie było tylko przyjemnym dodatkiem.

Pomimo swojej pokrętnej nazwy Broma jest fktycznie barem z dużym wyborem drinków, piw i win, wieczorami artystycznymi, a co ważne ma mały bar na dachu z widokiem na bulwar i jego nocną iluminację, nad którym góruje oświetlona sylwetka Bitexco Tower.

Spotkanie z osobą polskojęzyczną w obcym kraju to jest już nasz zwyczaj od lat, z niektórymi osobami mam kontakt do tej pory. Te parę godzin, które spędziliśmy z Jakubem to był nie tylko miły ale i owocny czas. Kuba zaspokoił naszą ciekawość jeśli chodzi codzienność w Wietnamie.

Kuchnia Sajgonu

Mój kulinarny przewodnik po Sajgonie zawierał 25 dań, wszystkie szczegółowo opisane. W ciągu jednego i trochę dnia nie było szans na spróbowanie chociaż połowy. Wiele potraw mogliśmy spróbować podczas śniadania. Wybór dań śniadaniowych w Adora Art Hotel był naprawdę duży.

Pierwsze wyjście na posiłek to była restauracja Bún Mắm Phan Bội Châu (22 Phan Bội Châu) z mojego przewodnika, przy  Ben Thanh Market, niedaleko hotelu.

Jak nazwa wskazuje restauracja specjalizuje się daniu Bún Mắm. Podstawą każdej miski  jest ciemny bulion przygotowany ze sfermentowanym sosem rybnym, który nadaje zupie bulionowej dobrze zaokrąglony, zrównoważony smak i szczerze mówiąc, nie jest tak rybny, jak mogłoby się wydawać.

Wraz z bulionem i makaronem ryżowym z wermiszelem do miski daje się mięso, owoce morza i na koniec plasterek lub dwa bakłażana. Oprócz wspaniałego rybiego smaku, bulion z miski bun mam jest zwykle słodzony sokiem z tamaryndowca i cukrem. Oczywiście w oddzielnych miseczkach zaserwowano nam sosy, marynowaną cebulę i pełno zieleniny z kiełkami.

Choć restauracja Bún Mắm Phan Bội Châu specjalizuje się w Bun Mam to zamówiliśmy trzy rodzaje zup: krabową, z krewetkami i z kaczką. Na przystawkę dostaliśmy sajgonki ale świeże nie smażone, do tego „sprasowana szynka” z ostrą papryką w środku zawinięta w liść bananowca.

Smakowało nam wszystko oprócz zupy krabowej, ale nie zniechęcam bo podobno jest jedną z najlepszych w Wietnamie. Nie jest to wykwintna restauracja, ale czysta, „swojska”, a jedzenie smaczne. Właściciel bardzo wesoły i przyjazny.

Zaszliśmy też do Ruto Family (24 Truong Dinh), oprócz smacznych zup Pho, fajna była przekąska (nie wiem jak się nazywała, ale jest na zdjęciowym menu), miseczki z ciasta nadziewane krewetkami i pastą krewetkową. Zawijało się je w liście i maczało w dedykowanym temu daniu sosie.

 

Wieczorem udaliśmy się do restauracji Ngon co znaczy „smaczny”. Ładne wnętrze, bogate menu, najbardziej zapamiętałam nowość dla mnie czyli sałatkę z kwiatów lotosu.

Sajgon ma do zaoferowania jeszcze więcej ciekawych miejsc, nam musiał wystarczyć jeden dzień, ale udało nam się poczuć choć trochę atmosferę tego miasta. Na pewno obowiązkowe jest wieczorne wyjście i spacer bulwarem z przystankiem w jakiejś knajpce.

Niezapomniana jest pełna chaosu atmosfera starej dzielnicy, gdzie uczyliśmy się odnaleźć w nowej dla nas rzeczywistości. Może już niedługo będzie trochę łatwiej się poruszać, bo na ukończeniu jest pierwsza linia metra. Na zdjeciu, na tle Hotelu Rex widoczne jest wejście do stacji metra.

Podróż, listopad 2023.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *