Wietnam

Niezwykły, różnorodny Wietnam – refleksje z podróży

Do podróży po Wietnamie przygotowywałam się zupełnie inaczej niż zwykle. Oprócz zdobycia informacji na temat miejsc, które planowaliśmy zobaczyć, skupiłam się też wyjątkowo dokładnie na wietnamskim jedzeniu, o czym za chwilę.

Podróż zajęła nam 17 dni, hotele i transport (oprócz taksówek) zarezerwowaliśmy już w Polsce, aby nie tracić cennego czasu na ogarnianie komunikacji.

Powierzchnia Wietnamu w kształcie litery S (331 210 km²) jest niewiele większa niż powierzchnia Polski, za to ludności jest zdecydowanie więcej bo ok. 95 milionów osób. Chcąc odwiedzić oba krańce kraju (północ i południe) trzeba przebyć ponad 2000 km. Nie powinno więc nas zdziwić, że Wietnam posiada kilka stref klimatycznych. Tu mała dygresja, obecny stan Wietnamu istnieje od 1976 roku. Wcześniej były to dwa oddzielne kraje Socjalistyczna Republika Wietnamu ze stolicą w Hanoi i Demokratyczny Wietnam Południowy ze stolicą w Sajgonie (dziś Ho Chi Minh).

Klimat

Wielość stref klimatycznych powoduje duże zróżnicowanie w pogodzie, co widać szczególnie pomiędzy północą a południem. Sajgon ma cały rok przyjemną pogodę, w Hanoi temperatura może spaść do 5 o C, w grudniu i lutym bywa zimno i mokro. W górach potrafi spaść śnieg.

Podczas naszego pobytu pogoda była dla nas łaskawa, równie gorąco było na północy i południu kraju. W górach też okazało się, że jedna bluza i to wcale nie najgrubsza jest wystarczająca i to tylko na wysokości ok. 3000 m. n.p.m. Przytrafił nam się dreszcz, ale tylko raz nam pokrzyżował plany.

Religia

Wg oficjalnych danych Wietnam jest najmniej religijnym krajem Azji Południowo-Wschodniej, 81% ludności nie deklaruje przynależności do żadnej z religii. Na tym tle chrześcijaństwo jest popularną religią w Wietnamie, jeśli chodzi o katolików to wszyscy deklarują się jako katolicy, natomiast buddyści (mnisi są niewidoczni w przestrzeni publicznej, odmiennie jak w innych azjatyckich rajach) deklarują się częściowo jako ateiści.

Większość ludności kraju to wyznawcy wierzeń ludowych pomieszanych z duchowością konfucjańską i taoizmem.  Wyjątkiem jest chrześcijaństwo, którego nie miesza się z żadną religią.

Pojawienie się chrześcijaństwa w Wietnamie poprzedza powstanie francuskich Indochin. W 1650 r. w Paryżu założono Towarzystwo Misji Zagranicznych, które dzięki wsparciu papieża wysyłało księży i misjonarzy do Wietnamu i Syjamu (Tajlandii). Francuski jezuita Alexandre de Rhodes zdobył uznanie u rządzącej północą kraju dynastii Trinh, która pozwoliła założyć pierwsze misje w Hanoi i Hoi An. Do dziś można odwiedzać katedry Notre Dame w Ho Chi Minh i Hanoi.

Tyle o sprawach wiary, jednak jadąc przez Wietnam, co jakiś czas na polach ryżowych widać małe domki. To nic innego tylko nagrobki, których usytuowanie to wola zmarłego lub zasady feng shui. Dzisiaj, szczególnie w miastach, zmarłych chowa się na publicznych cmentarzach.

Język

Język wietnamski podobnie jak chiński jest językiem tonalnym, w zależności od tonu i akcentu jeden wyraz ma wiele znaczeń. Dobrym przykładem jest słowo Pho, które wypowiadane w różnym tonie może być popularną wietnamską zupę, prostytutką lub drogą.

Transport

Poruszanie się po Wietnamie jest, że tak powiem, komfortowe, Nie mam tu na myśli Ho Chi Minh City i Hanoi, bo tu panuje w myśl polskiego powiedzenia „prawdziwy Sajgon”.

Nie powinno to nikogo dziwić, skoro w Wietnamie zarejestrowanych jest ponad 45 milionów skuterów.

Samochód jest tylko dla najbogatszych, bo podatek i opłaty za jego posiadanie to około 100% ich wartości. Na ulicach nie widać byle jakich samochodów, większość z nich jest luksusowa.

Zasady ruchu są łamane wszystkie, ale ani razu nie widzieliśmy żadnej stłuczki, a to dzięki płynności ruchu. Ponieważ Ilość skuterów jest ogromna to jak zaczną jechać, końca nie widać. Przy dużym ruchu jednoślady potrafią wyprzedzać wjeżdżając na chodnik, zielone światło dla pieszych nie jest respektowane, zdarza się, że jakiś skuter jedzie w tym bałaganie pod prąd i nikogo to nie dziwi. Sygnały dźwiękowe są bardzo często w użyciu, ale wykorzystuje się je jako ostrzeżenie dla innych uczestników ruchu lub sygnalizuje zamiar wykonania manewru.  Nie jest rzadkim widokiem czteroosobowa rodzina na skuterze.

Jak się w tym wszystkim odnajdują piesi? Okazało się to nie aż tak trudne, a to dlatego, że kierowcy jadą spokojnie i uważnie i tak też powinien zachowywać się pieszy przechodzący przez jezdnię w dowolnym miejscu, nie może robić gwałtownych ruchów, idzie zdecydowanie, uważając na pojazdy.

W Sajgonie i Ho Chi Minh można ułatwić sobie zwiedzanie i skorzystać z rikszy.

Jeśli będziemy korzystać z taksówki (a pewnie będziemy). warto zaopatrzyć się w miejscową kartę telefoniczną i ściągnąć sobie na telefon aplikację Grab, to taki nasz Uber. Ma najlepsze taryfy.

W Wietnamie benzyna jest tańsza niż w Polsce i komunikacja też jest w bardzo dobrych cenach. Korzystaliśmy z tanich linii lotniczych Vietjet (3 loty w cenie od 214 zł do 400 zł/osobę), ale prawdziwym przebojem są autobusy z miejscami leżącymi, ceny biletów od 28 do 75 zł/osobę w zależności od długości trasy. Są dwa rodzaje autobusów z 33 i 36 miejscami. Leżanki są w trzech rzędach, dwa przy oknach i jeden w środku. Przed wejściem do autobusu trzeba zdjąć buty (wkładamy je w torebkę foliową), w środku jest naprawdę czysto, dostaniemy wodę i chusteczki odświeżające do rak. Najnowsze autobusy ma linia Fuda, z dostępem do WiFi. Warto dodać, że w Wietnamie nigdzie nie ma problemu z Internetem, jest ogólnie dostępny.

Ciekawym przeżyciem była jazda autobusem z Sapy do Tam Coc. Był to autobus osobowo-kurierski (oczywiście z miejscami leżącymi), który zbierał po drodze paczki, potrafił objeżdżać całe miasto aby je odebrać, a po drodze je oddawać. Punkty odbioru były różne, na stacji paliwowej, tuż przy barierkach na autostradzie, w tak dziwnych miejscach zabierani byli też pasażerowie. Pomocnik kierowcy cały czas był na telefonie w sprawach kurierskich. Nie były to tylko małe przesyłki, był skuter, a także paczki potężnych rozmiarów i ciężarów.

Ważna uwaga dotycząca jazdy autobusem. Gdy dojedziemy na przystanek końcowy (ale jeszcze nie do naszego celu) trzeba zapytać się w informacji lub kierowcy o dalszy dojazd. Nie warto brać taksówki, której kierowcy od razu oferują swoje usługi, bo często w ramach biletu trzeba chwilę poczekać, aż podstawią busik, a ten zawiezie nas do celu podróży.

Podczas jazdy autokarem naszą uwagę przyciągnął fakt, że choć w Wietnamie ruch jest prawostronny, to na dwupasmówkach samochody jadą lewym pasem, a prawy służy do wyprzedzania, po analizie tego zagadnienia doszliśmy do wniosku, że jest to ukłon w stronę małego ruchu, skuterów itp., które korzystają z prawego pasa.

Życie w Wietnamie

Wietnam to kraj komunistyczny, o czym nie dają zapomnieć wszechobecne czerwone flagi z żółtym sierpem widoczne na ulicach i w miejscach turystycznych, komunistyczna propaganda w muzeach, a do tego wizerunek dobrego wujka Ho Chi Minh.

W Wietnamie klasa średnia jest bardzo mała, są albo bogaci powiązani z aparatem władzy, albo reszta ze swoimi małymi biznesami, które dają namiastkę kapitalizmu. W kraju nie są pobierane podatki od drobnych interesów, które pozwalają ludziom przeżyć. Podatki po prostu „by ich zjadły”. Trzeba też pamiętać, że w Wietnamie jak w wielu innych krajach azjatyckich, nie ma emerytury. Osoby starsze są zależne od najbliższych.

W kraju nie ma własności jest za to 50 letnia dzierżawa, którą w każdej chwili Państwo może zakończyć. Rodzina nie zachęca do dalszej nauki jeśli prowadzi  średniej wielkości biznes (np. restaurację) to dziecka przejmuje rodzinny interes nie myśląc nawet o nauce.

Wyższe uczelnie znajdują się tylko w dwóch największych miastach czyli w Ho Chi Minh City i w Hanoi, to tu widać pełno młodych ludzi. Średnia wieku ludzi mieszkających w Sajgonie to niewiele ponad 30 lat.

Styl ubierania Wietnamczyków jest bardzo różnorodny, ale nie odbiegający od europejskiego. Oprócz kapelusza non la i sukienki ao dai, które są ich wizytówką i mnie nie dziwią, to bardzo zdziwił mnie styl piżamowy. Sami zerknijcie na zdjęcie, pierwszy raz jak zobaczyłam na dworcu autobusowym starszego mężczyznę, którego wprowadzano do autobusu, pomyślałam, że wyszedł po prostu ze szpitala. Kolejne spotkania z tak ubranymi osobami już mnie zdziwiły, zapytałam Jakuba, on zapytał rodowitych Wietnamczyków i okazało się, że taki styl jest tu normalny.

Wrócę jeszcze do tradycyjnej wietnamskiej sukienki ao dai. Składa się ona z dwóch części: długiej tuniko-sukienki noszonej na spodniach bądź spódnicy. Jest bardzo ładna, często nosiły ją panie w obsłudze hotelu bądź w eleganckich sklepach.

Przemysł odzieżowy w Wietnamie jest bardzo rozwinięty szyją tu takie firmy jak The North Face, Nike, Under Armour, Columbia, Michael Kors i inne. Nie dziwi więc duża ilość sklepów z końcówkami kolekcji lub podróbkami. Młode wietnamskie dziewczyny ubierają się w pseudo Pradę, Gucci itp.

Nie odwiedziłam Hoi An, które nazywane jest miastem krawców i gdzie znajduje się ponad trzysta zakładów krawieckich, ale w innych miastach też można uszyć sobie w dwa dni kreację na miarę. Wietnamczycy są dobrymi krawcami.

Spacerując po miastach niech Was nie zdziwią ludzie śpiący na chodniku lub np. na skuterach. Wietnamczycy potrafią odpoczywać wszędzie. To nie są bezdomni, bo wiadomo Wietnam to kraj komunistyczny, więc ustrój nie przewiduje takiej klasy ludzi.

Wietnamczycy są bardzo życzliwi i pomocni. Podczas naszych podróży nie raz zdarzyło się nam, że szukając konkretnej restauracji, naciągacze wskazywali inną mówiąc, że to ta. W Wietnamie wchodziliśmy do innej w pobliżu szukanej i zawsze otrzymywaliśmy dokładne informacje jak trafić do tej którą wybraliśmy. W restauracjach obsługa bez proszenia podpowiada jaki sos użyć do danej potrawy i w jaki sposób prawidłowo połączyć składniki. W Hongkongu pomagali nam odpowiednio spożyć potrawę ludzie siedzący przy sąsiednim stoliku.

Jadąc do Wietnamu ucieszyłam się, że masaż jest tu popularny. Do tej pory mam w pamięci pobyt w Tajlandii i tajskie masaże. Były cudowne (zarówno całego ciała jak i stóp) po całym dniu zwiedzania. Skorzystaliśmy podczas tej podroży i z tej przyjemności, ale to już nie było to samo. Salonów jest dużo (na zdjeciu jeden przy drugim), tłoku w nich nie ma, a pracownice stoją przed wejściem i zachęcają do skorzystania z usług. Dowiedzieliśmy się, że pytanie skierowane do mężczyzny „Ser massage?” to nie koniecznie zaproszenie na masaż, myślę, że nie muszę tłumaczyć na co.

W Wietnamie przyciągają uwagę wielopiętrowe, wąskie budynki. Taki typ budownictwa to efekt podatków, zależnych od szerokości budynków. Nie jest to nic dziwnego, w Europie w wielu krajach budowano wąskie kamienice (z tych samych powodów), jednak stojące obok siebie budynki nie zwracają niczyjej uwagi. Stojący w Wietnamie samotny wąski budynek wygląda trochę dziwnie.

Przy drodze z Hanoi do Tam Coc nie sposób nie zwrócić uwagi na bogate, złoto zdobione wille, z kutymi bramami w tym samym kolorze. Niektóre z nich wyglądają jak kościoły (tylko krzyża brak na budynku), a są to po prostu nieruchomości bogatych wietnamskich notabli.

Kuchnia Wietnamu

W Wietnamie najczęściej jada się na ulicy, a turysta nie musi się obawiać o swoje zdrowie. Jeśli jednak nie mamy ochoty siedzieć na małych krzesełkach (wytrzymują do 75 kg wagi) można udać się do restauracji, których mamy bez liku, od tych niewiele droższych niż uliczne jedzenie, po te bardziej ekskluzywne, a więc i znacznie droższe.

Wydawało się nam, że gro Wietnamczyków jada na ulicy, ale Jakub (mieszkający od kilku lat w Sajgonie) wyprowadził nas z błędu. Dużo tubylców je w domu z prozaicznego powodu, jest taniej.

Podstawą wietnamskiej diety jest ryż, nie tylko dlatego, że kraj jest jego drugim na świecie producentem (jest więc powszechnie dostępny), ale też dlatego, że można go łatwo i szybko przygotować.

Wietnamczycy uwielbiają świeże jedzenie, na targu kupują głównie żywe zwierzęta (poza wieprzowiną i wołowiną) lub ryby, a do tego świeże warzywa dostępne w dużych ilościach. Są szczęściarzami przyroda i pogoda sprzyja uprawie warzyw i ziół, delta Mekongu zaopatruje chętnych, aż w nadmiarze. Do tego pełno egzotycznych owoców dojrzałych naturalnie (nie w chłodni), do tej pory wzdycham gdy pomyślę o pitai (dragon fruit), marakui (passion fruit), papai, mango, rambutanie, jackfruit (chlebowcu różnolistnym), durianie, soczystej limonce wielkości mirabelki czy czapetce wodnistej (rose apple) z wyglądu przypominającą czerwoną gruszkę, a w smaku soczyste jabłko.

W Wietnamie możemy spotkać też dużo suszonych mięs, suszone żabie udka, skorupiaki, małe rybki itp.

Pisząc o jedzeniu muszę wspomnieć o czarnym pieprzu uprawianym w Wietnamie, a uznawanym za jeden z najlepszych na świecie. Kraj jest jednym z największych producentów tej aromatycznej przyprawy. Czarny lub zielony pieprz otrzymuje się z nie w pełni dojrzałych owoców rośliny pieprzowej, zaś biały i czerwony – z dojrzałych. Następnie ziarna pieprzu poddawane są obróbce, wpływającej na ich barwę i smak. Widziałam w Meksyku i Hiszpanii drzewa pieprzowe, ale pieprz w Wietnamu rośnie w formie pnączy, podobnie jak nasz polski chmiel. Więcej o plantacji pieprzu wkrótce w jednym z kolejnych wpisów.

Na początku refleksji z Wietnamu wspomniałam, że do jedzenia w tym kraju przygotowywałam się szczegółowo. W Wietnamie czy to jednostanowiskowe uliczne punkty, czy restauracje (większość) specjalizują się w jednej lub maksymalnie kilku potrawach, często nazwa głównego dania jest umieszczona na szyldzie restauracji. W restauracjach popularną przystawką (ale też samodzielnym daniem) są znane nam sajgonki, podawane na dwa sposoby: Gỏi cuốn (świeże sajgonki) i Chả giò (smażone sajgonki), zdecydowanie wolę te drugie. Najpopularniejsze nadzienia to wieprzowina i krewetki, a także sałata i makaron z wermiszelem, chociaż często dostępne są opcje wegetariańskie i rybne.

Kuchnia całego Wietnamu nie do końca jest spójna, każdy region ma dania w których się specjalizuje.

Przygotowałam więc (w oparciu o kulinarne blogi) mini przewodnik po odwiedzanych miejscach, z opisanymi potrawami, z wymową wietnamskich dań i polecanymi miejscami gdzie je spróbować. Wszystko nam smakowało poza zupą krabową (popularną i zachwalaną) oraz Bun Dau Mam Tom Bun: Bun to makaron ryżowy, dau to określenie na tofu, a głównym składnikiem, „królową dramatu” tego dania jest mam tom – pasta ze sfermentowanych krewetek (smak niezbyt miły). Pasty nie zjada się od razu samej, ale trzeba ją połączyć z kumkwatem/limonką, chili i cukrem, dobrze wymieszać, aż na powierzchni pojawi się piankowa warstwa i to oczywiście przygotowała nam kelnerka. Ponieważ mówi się, że „dobre rzeczy wymagają czasu” i podobno warto spróbować kilka razy, zanim przyswoi i doceni się smak tego dania, to nam nie starczyło czasu na dalsze smakowanie. Zachęcam jednak do spróbowania tych potraw jeśli będziecie mieli okazję, bo być może Was zachwycą.

Zupy to jest podstawa wietnamskiego jedzenia, jada się je o każdej porze dnia. Najbardziej znaną zupą jest Pho i ją można zamawiać w ciemno, jak wszystkie wietnamskie zupy doprawiamy ją sobie do smaku. W miseczkach dostajemy sosy i ostrą świeżą paprykę, a do tego pełne miski zieleniny i kiełków. Nie ma obawy, że zupa jest zbyt ostra, to wszystko zależy od naszej inwencji.

Wspomnę jeszcze o zupie Bún Chả pochodzącej z Hanoi, czyli grillowanej wieprzowine podawanej w słodkiej zalewie z dodatkiem piklowanych warzyw, makaronu i zieleniny. Sławę zyskała, gdy w 2016 roku Barack Obama jadł ją z Anthonym Bourdainem w trakcie odcinka „No Reservations”, który to serial notabene bardzo lubię. My nie dotarliśmy do tej restauracji (serwuje zestaw Obama), ale okazało się, że ta którą wybraliśmy (w pobliżu naszego hotelu) jest rekomendowana przez Michelina. O tym fakcie restauracja na zewnątrz się nie chwali, dopiero w środku zauważyłam tę rekomendację.

W Wietnamie nie można narzekać na brak pszenicznego pieczywa. Spadkiem po Francuzach są Bunh Mi czyli świetne kanapki z bagietek. Termin Banh Mi dosłownie oznacza po wietnamsku „chleb”. Tak więc każdy rodzaj kanapki przygotowywanej w kraju nosi tę samą nazwę.

Większość Banh Mis ma kilka wspólnych składników. Należą do nich zapiekana francuska bagietka, pasztet, majonez, marynowane warzywa i kolendra. Poza tym jako główny składnik może być wieprzowina z grilla, kurczak i inne mięsa.

W Wietnamie popularne są też ślimaki pod różnymi postaciami. Ostatniego dnia przed odlotem do Polski w restauracji Bun Dau (tuż przy lotnisku) zamówiliśmy m.in. ślimaki. Tak dużych jeszcze nie widziałam, ale najważniejsza rzecz, danie było po prostu pyszne.

Podczas pobytu w wietnamskim „Zakopanem” tzn. Sapa mieliśmy okazję popróbować popularny również w niektórych regionach Hotpot czyli garnek z rosołem i warzywami, do którego dokładasz mięso, drób lub ryby i zieleninę, poza tym serwuje się tam koninę, czarnego kurczaka, łososia (ale to wg. mnie po prostu pstrąg łososiowy), ryż w pięciu kolorach barwiony górskimi ziołami.

Teraz czas na wietnamskie smakołyki, choć trzeba zaznaczyć, że nie ma tu zwyczaju jadania deserów po obiedzie. Wietnamskie cukierki, pierożki i ciasta wyrabiane są na bazie ryżu przez co większość z nich jest kleista. Nawet pączki Bánh Rán są smażone z kleistej mąki ryżowej. Tradycyjnie wypełnione są pastą z fasoli mung i posypane ziarnami sezamu. Niektóre z nich były całkiem niezłe, choć mi najbardziej smakowały chipsy z jackfruita i suszone płaty mango.

Mogłabym wymieniać wietnamskie potrawy bez końca, kuchnia jest zróżnicowana, ciekawa, godna oddzielnej wyprawy. Spróbowaliśmy tylko jej niewielką część, trochę szczegółów podam w kolejnych wpisach.

Napoje

Wietnam to drugi po Brazylii producent kawy na świecie. To kolejny ślad po Francuzach, którzy zapoczątkowali uprawę ziaren kawowych, wykorzystując idealne warunki klimatyczne na wzgórzach nieopodal Dalat. W Wietnamie uprawia się głównie Robustę ponieważ jest bardziej odporna na choroby i szkodniki, daje także lepsze plony. Zawiera również więcej kofeiny, ale jej smak i zapach jest znacznie gorszy niż Arabici, dlatego Robustę używa się głównie jako dodatek wzmacniający kawy łagodniejsze.

Cà Phê pije się zazwyczaj na zimno, aromatyzowaną i ze słodkim mlekiem skondensowanym. Ta podawana na ciepło też jest często aromatyzowana więc nie dla mnie, bo piję kawę czarną bez dodatków. Czasami zdarzały się w hotelu na śniadanie cà phê zwykłe, czarne nie ulepszane.

Pyszną ciekawostką jest Egg coffee czyli kawa z jajkiem, którą wymyślił barman Nguyen Van Giang, pracujący w latach 40. ubiegłego wieku w hotelu Legend Metropole. Ponieważ brakowało mleka, zaserwował kawę z ubitym jajkiem. Jej popularność trwa niezmiennie do dziś, próbowałam i bardzo polecam. Przypomniała mi trochę dzieciństwo i młodość, gdy kręciło się kogel mogel.

Jeśli chodzi o herbatę to w Wietnamie pije się przeważnie zieloną i to na zimno.

Najpopularniejszym alkoholem jest piwo. Skosztować możemy wiele odmian złotego trunku zarówno lokalnych, jak i importowanych, w średnie cenie (w restauracji) 30000 dongów za butelkę.

Wietnam pod względem konsumpcji piwa jest na 2 lub 3 miejscu w Azji. Od początku lat 90. do 2017 roku spożycie piwa wzrosło w Wietnamie niemało, bo o 90%. Kto zapoczątkował produkcję piwa w Wietnamie?  Oczywiście Francuzi, którzy wybudowali pierwszą warzelnię piwa w XIX wieku w Hanoi. W Wietnamie można trafić na Bia Hoi, czyli świeżo warzone piwo z dużą ilością gazu.

Próbowaliśmy też wina i to nie z ryżu tylko winogron. Na 12 hektarach winnicy Da Lat Beco w rejonie Ta Nung w Lam Dong uprawiane są odmiany winogron importowanych z Francji. W winie najbardziej dominowały owocowe smaki, nie było to (próbowałam tylko czerwone) jakieś super wino, ale piło się go całkiem przyjemnie.

Skosztowaliśmy też wietnamskiej whisky z ryżu, smakowała trochę jak bimber, mocno rozgrzała środek, nie zaszkodziła i to tyle jeśli chodzi o odczucia smakowe.

W Wietnamie ciekawostką są tzw. Nhậu, co w tłumaczeniu znaczy pić alkohol, ale dla Wietnamczyków oznacza to znacznie więcej. Po pierwsze jeśli jesteś Nhậu to zawsze z grupą ludzi.

Oprócz picia wszelkiego rodzaju alkoholi (piwa, wina ryżowego itp.) w dużych ilościach, podczas spotkań Nhậu także jesz, ale co najważniejsze rozmawiasz z ludźmi.

Kiedy więc ktoś cię pyta: „Nhậu không?”, dzieje się tak nie tylko dlatego, że ta osoba chce iść z tobą na drinka, ale także chce cię lepiej poznać. Nie powinny Was dziwić restauracje z wieloosobowymi stołami pustymi do południa, to właśnie w nich zaczynają się później spotkania Nhậu.

Zwiedzanie

Wietnam to piękny kraj, Dużo większe wrażenie zrobiła na mnie przyroda niż miasta, ale i one miały swój niepowtarzalny klimat, który jest nieodłączną częścią Wietnamu. Ogrom ludzi i skuterów, poruszanie się miedzy nimi to niezapomniane wrażenia. Wietnamski transport punktualny (podobno pociągi nie) i wygodny, wietnamskie jedzenie i przychylność ludzi to wyjątkowe plusy naszej podróży. Przed wyjazdem czytałam sporo o naciągaczach i o targowaniu się. Jeśli chodzi o naciąganie, to tylko dwa razy nas to spotkało (w delikatny sposób), chyba tylko po to, żeby nie było zbyt sielankowo. Co do targowania, to już przed wyjazdem doszliśmy do wniosku, że targujemy się ale bez przesady, bo 10000 dongów to nasze 2 złote, więc jaki jest sens zmniejszania zarobku handlującemu o kwotę tak dla nas niedużą.

Reasumując, wyprawa była cudowna, zapraszam więc co lektury kolejnych wpisów, może choć trochę tego wrażenia cudowności uda mi się przekazać.

Podróż, listopad 2023

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *