Sapa leżące w górskiej części Wietnamu (prawie na granicy z Chinami), to najpopularniejszy górski kurort. Chociaż miasto ma zaledwie 3,5 tysiąca mieszkańców, jest dość duże obszarowo, ale co ważne pięknie położone wśród górskiego pasma Hoang.


Krótka historia
Do końca XIX wieku okolice Sapa były rejonem zamieszkałym przez mniejszości etniczne, z których największą byli Hmongowie (obecnie ok. 50%) pochodzący z Chin, pozostałe mniejszości poza Red Dao i Tay stanowią niewielki odsetek.
W 1886 roku do pobliskiego La Cai przybyli Francuzi, aby stłumić walki o wypływy w strefie przygranicznej. Na początku XX wieku zainicjowali oni na terenach obecnego Sapa budowę uzdrowiska. Zaczęły powstawać wille, hotele, a także zaczęło rozwijać się rolnictwo, aby obsłużyć napływającą ludność. W 1932 roku w Sapie znajdowało się ponad 200 budynków kolonialnych. W 1947 roku organizacja Viet Minh zaatakowała Sapę, zniszczono instalacje militarne, a mieszkańców zmuszono do ucieczki. W tym samym roku Francuzi ponownie opanowali miasto na 2 lata, aby w 1952 roku zbombardować Sapę, niszcząc prawie całą kolonialną zabudowę. Prawdziwy boom budowalny zaczął się ponownie w latach 90 ubiegłego wieku, a boom turystyczny miał początek w 2005 roku, kiedy Sapa przeobraziła się w kurort międzynarodowy. W samym mieście żyją głównie Wietnamczycy, Hmongowie zamieszkują jego okolicę.
Ogólna architektura miasta jest całkowicie zachodnia, po wielu remontach budynki zostały zachowane w pierwotnym stanie.
Hmongowie
Hmongowie mają w Wietnamie kilka podgrup, jednak najliczniejsi są Czarni Hmongowie zamieszkujący okolice SaPa, którzy przyciągają uwagę tradycyjnymi strojami w kolorze czarnym z kolorowymi dodatkami. Pozostałe podgrupy to Biali, Zieloni i Kwiatowi Hmongowie. Każde z plemion wyróżnia ich ubiór.

Większość mniejszości etnicznych uprawiała tarasy ryżowe, zmieniło się to odkąd turystyka stała się ważną częścią gospodarki Sapa. Zaczęto produkować i sprzedawać biżuterię, tkaniny, wyroby ze skóry itp. Czytałam, że trudno się odgonić od osób zachęcających natarczywie do kupna pamiątek. Nam na szczęście nie przytrafiło się nagabywanie, a jedynymi zakupami jakie zrobiliśmy była odzież sportowa w bardzo dobrej cenie, którą można kupić w sklepach turystycznych usytuowanych w centrum miasta.

Pogoda
Sapa, leżące w górach na wysokości 1500 m n.p.m. jest miejscem kapryśnym w kontekście pogody. Jak to w górach bywa, pogoda może zmienić się w każdej chwili, przez większość roku w miejscowości jest mglisto i deszczowo. Nam aura dopisała pół na pół.

Dojazd
Z Hanoi najszybciej dotrzemy autobusem (6-7 godzin), korzystamy z usług firmy Daiichi Travel, która odbiera nas z hotelu i podwozi do docelowego autobusu, cena transportu to 9,40€. Przejazd jest przyjemny bo z miejscami leżącymi, ale nasz autobus nie był pierwszej młodości, co dostarczyło nam trochę atrakcji. Moc busa była na tyle słaba, że na zakrętach pod górę nie miał “siły”, konieczne było podkładanie kamieni pod koła, aby dał radę ruszyć. Dojechaliśmy i to było najważniejsze. Do hotelu dotarliśmy miejscową taksówka, trochę przepłaciliśmy, taniej byłoby skorzystać z aplikacji Grab.
Do Sapa można też dotrzeć z Hanoi pociągiem, ale będzie to podróż łączona, w Lao Cai opuszczamy pociąg i kontynuujemy dalszą drogę autobusem.
Zwiedzanie
Turystów do Sapa przyciąga nie tyle samo miasto co atrakcje związane z trekkingiem po okolicznych górach, obowiązkowo z widokiem na pola ryżowe (jedne z najpiękniejszych w Wietnamie), pobyt w wiosce którejś z mniejszości etnicznych (można w nich przenocować), czy wyprawa na najwyższy szczyt Wietnamu Fansipan.
Można spokojnie wszystko ogarnąć samemu, bez płacenia za wycieczki z przewodnikiem i przewodników (z Homongów). Większość pensjonatów posiada mapę tras trekkingowych, a poza tym na trasie nie będziecie sami gdyż wielu turystów wybiera popularne trasy trekkingowe.
Centrum miasta
W Sapa mieszkamy w Hotelu Cat Cat Galerie d’Art, z którego roztaczają się piękne widoki na część miasta i góry, a położony jest niedaleko ścisłego centrum.


Po przyjeździe wyruszamy na krótki spacer po mieście, które tętni życiem. Najbardziej znana i ruchliwa ulica to Cau May znana też jako West Street. Ulica została zbudowana w 1905 roku przez francuskich kolonialistów, aby zamienić miasto w kurort dla francuskich i wietnamskich urzędników przybywających do Sapa. Dlatego od początku miejsce to miało nowoczesne restauracje, bary, kawiarnie, hotele, galerie handlowe.



Generalnie ulice w centrum miasta są kolorowe, pięknie oświetlone nocą, to przyjemne tło dla spaceru.
W centralnej części centrum Sapa wybudowano sporą scenę, gdzie można zobaczycie etniczne tańce, przedstawienia teatralne oraz posłuchać lokalnych wykonawców muzycznych. Scenę otacza wielopoziomowy, wielki plac, będący miejscem spotkań dla młodzieży. Przy placu znajduje się kamienny kościół zbudowany przez Francuzów, który na szczęście nie ucierpiał podczas francuskich bombardowań.

W mieście znajduje się sztuczne jezioro, które powstało 15 lat temu, jest to świetne miejsce spacerowe, pięknie utrzymane, z widokiem na otaczające miasto pasma górskie, wieczorem w niebieskiej poświacie.

Fansipan Mountain
Nasz pierwszy cel drugiego dnia to to szczyt Fansipan, na który docieramy trzema kolejkami. Dojście na szczyt zajmowało podróżnikom dwa dni trudnego trekkingu, teraz podróż kolejkami wydaje się chwilą. Cena wjazdu to 1.100.000 VND (150000 +800000 +150000), do gondolki można dojechać też skuterem lub taksówką, a po dotarciu do górnej stacji szczyt Fansipan jest osiągalny też na piechotę.

Pierwsza kolejka odjeżdża z Sapa Station usytuowanym w budynku Sun Plaza, oddalonym kilka minut spacerem od naszego hotelu. Pociąg szynowy Muong Hoa dowozi nas do stacji, obok której znajduje się kompleks atrakcji turystycznych Sun World Fansipan Legend, stąd zabiera nas wyżej kolejka linowa Hoang Lien będąca posiadaczem dwóch rekordów Guinnessa. Trójlinowa kolejka linowa ma największą różnicę między stacją odjazdu i przyjazdu na świecie (1410 m) oraz jest najdłuższą trójlinową kolejką na świecie (6292,5 m).
Aby dotrzeć do celu czyli na szczyt Fansipan (3143 m n.p.m.) nazywany „Dachem Indochin” musimy przejść jeszcze do kolejki szynowej lub tak jak już wspomniałam udać się na piechotę.
Co warto zobaczyć?
Co warto zobaczyć? W zasadzie wszystko. Zaczynamy od Sun Plaza, gdzie znajduje się stacja, z której pociąg niedługi bo dwudziestometrowy, zabierze nas do SunWorld. Stacja i pociąg robią wrażenie swoim starożytnym wyglądem i wyjątkowym czerwonym kolorem.
Nic dziwnego, że kolejka górska Muong Hoa swoim pięknem i urokiem pojawiła się w kampanii reklamowej Art of Travel znanej marki modowej Louis Vuitton.


Sun Plaza Sapa to kompleks centrów handlowych i hoteli zlokalizowanych przy ulicy Cau May, w centrum miasta. Budynek w stylu francuskim robi wrażenie swoją masywną architekturą i żółto niebieskimi odcieniami. Co więcej, budynek inspirowany jest europejskimi dziełami architektonicznymi, dzięki dużym filarom i gigantycznym szklanym oknom, które wyróżniają się wśród żółtych ścian, wygląda niezwykle luksusowo. Wejście do centrum handlowego zostało zaprojektowane na wzór gigantycznej latarni, której górna część to delikatne łukowate załamania, umieszczone na niej zegary uważane są za kopie wieży zegarowej Big Ben. Na zewnątrz jest pięknie, ale i w środku jest masywnie i elegancko.

Wracając do kolejki to podczas pięciominutowej przejażdżki przecinamy dwa tunele i cztery wiadukty, a widoki dają nam przedsmak tego co zobaczymy wyżej. Możemy podziwiać farmy i wioski położone w dolinie i oczywiście pola ryżowe. Jesteśmy po zbiorach więc nie jest to największe wow, ale i tak robią wrażenie. W innym okresie, kiedy pociąg dociera do Sun World Fansipan Legend powitałoby nas pole kwitnących słoneczników.
Sun World to kompleks atrakcji turystycznych, oprócz kolejki linowej znajdziemy tu park rozrywki, kwitnące pola (wspomniane już słoneczniki czy róże) i hotel, a to wszystko w pięknej górskiej scenerii.


W Sunworld na wysokości 1600 m n.p.m. znajdziemy trochę miejsc godnych uwagi, których nie sposób przegapić bo znajdują się na pieszej trasie między stacjami kolejek linowych.
Pierwsze to mały skansen skupiający domy ludu Mong, Dao, Tay, Giay i Xa Pho. Są to starożytne budowle przywiezione z wiosek z rejonu Sa Pa, w tym fragmenty bambusowego młyna. W domach pracownicy przybliżają zwiedzającym architekturę, wystrój, kwintesencję wierzeń, kuchnię, zawody, wyroby rękodzielnicze (można je też kupić) itp. Najwięcej pokazów jest w weekend, podczas naszego pobytu było parę pokazów rzemieślniczych i otwarta restauracja.

Tuż przy kolejce linowej Hoang Lien znajduje się Pagoda Bao An Thien Tu – Trinh, która jest pierwszym przystankiem dla turystów przed wyruszeniem w pielgrzymkę, aby oddać cześć Buddzie i odkryć legendarny szczyt Fansipan, ale prawdziwa radość dla oczu i ducha czeka nas na szczycie. W pobliżu świątyni uwagę przyciągaja posągi buddy o diecięcych twarzach.

Stacja kolejki robi wrażenie (i ta na górze i ta na dole), znajdują się w niej restauracje i sklepiki, warto popatrzeć też na wszechobecne wzory wykorzystywane w strojach ludowych. Dotarcie gondolką na szczyt Finspan zajmuje 15-20-minut i pozwala podziwiać przepiękny widok na dolinę Muong Hoa z polami ryżowymi i pasmem górskim Hoang Lien Son (często w chmurach).


Na Finsipan pogoda to prawdziwy rollercoster, przed szczytem mgła, na szczycie trochę słońca trochę chmur, za pół godziny pasmo zaczyna pokrywać mgła, aby za chwilę ustępować. Mieliśmy dużo szczęścia, bo właściwie nie trzeba było zakładać nic cieplejszego. Na pewno warto mieć ze sobą ciepłe okrycie, bo wychodząc ze stacji kolejki często jest naprawdę chłodno i można przeżyć szok temperaturowy.

Po dotarciu na miejsce wychodzimy z budynku i idziemy w kierunku kolejki szynowej, która dowiezie nas prawie na szczyt. Po drodze do niej przechodzimy przez Thanh Van Dac Lo bramę z unikalną czterokolumnową konstrukcją wykonaną z monolitycznego zielonego kamienia, prowadzącą do obszaru duchowego.


Turyści, a zwłaszcza pielgrzymi, będą mogli chłonąć uroczystą, spokojną atmosferę w kilku pagodach i miejscach duchowych Legendy Sun World Fansipan. Pierwsze znajduje się tuż za bramą, a jest to Klasztor Bich Van Thien Tu, będący kompleksem inspirowanym buddyjską architekturą dynastii Tran. Klasztor jest symetrycznie otoczony przez Świątynię Św. Tran Hung Dao i Świątynię Trzech Świętych Matek, których dachy i wzory dekoracyjne są również inspirowane esencją dynastii Tran.

Uwagę przyciąga też Vong Linh Cao Dai (Wielka Dzwonnica) składająca się z pięciu pięter (32,8 m). Cztery kondygnacje zbudowane są ze skały, górna wzorowana jest na tradycyjnym pawilonie dwuprzedziałowym i ośmiospadowym. Na każdym piętrze Wielkiej Dzwonnicy znajduje się dzwon z brązu odlany na wzór pierwotnego dzwonu z czasów dynastii Tran, pochodzącego z XIII i XIV wieku.

Jadąc kolejką szynową mamy piękny widok na Wielki posąg Buddy. Jest to najwyższy siedzący posąg Buddy z brązu w Wietnamie, wznoszący się na wysokość 21,5 m, odlany z ponad 50 ton miedzi przy użyciu zaawansowanych technologii i składający się z trzech pięter: Górna kondygnacja to statua Wielkiego Buddy umieszczona na cokole w kształcie lotosu o wysokości 8 m. Druga kondygnacja to sala wykładowa, a parter jest przeznaczony dla gości.

Na posągu Buddy zwraca uwagę symbol swastyki, ale nie powinno to nas dziwić bo choć u nas jednoznacznie kojarzona jest ze swastyką nazistowską to w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem religijnym, ma przynosić szczęście i pomyślność.

Będąc na szczycie Fansipan mamy wspaniały widok na kolejny kompleks duchowy.

Jako pierwszą możemy podziwiać świątynię Kim Son Bao Thang Tu, zaprojektowaną według architektury dynastii Tran, inspirowaną pozostałościami po najstarszych pagodach Wietnamu obejmującą „Trzy Klejnoty”: Dom Przodków i 2 korytarze. Położona pośród cudownej górskiej przestrzeni legendarnego szczytu Fansipan, Kim Son Bao Thang Tu ma przynosić spokój i szczęście odwiedzającym.

Tuż za nią wznosi się jedenastopiętrowa stupa (Bao Thap) z kamienia, której szczyt w kształcie lotosu jest odlany z brązu. Projekt utrzymany jest w typowym stylu architektonicznym Północy.

Idziemy dalej i przed nami wyłania się z chmur Bức tượng Quan Thế Âm (Posąg Awalokiteśwary). Posąg jest odlany z brązu, ma 12 m wysokości, waży 18 ton, postać ma oczy zwrócone na wschód, w prawej ręce trzyma gałązkę wierzby, w lewej wazon z nektarem symbolizującym współczucie i życzliwość. Pobyt w tym miejscu ma przynieść spokój.

Wracając w stronę Wielkiego Buddy przechodzimy 800-metrową drogą La Han, na której znajduje się 18 brązowych posągów Arhantów w różnych pozycjach stojących, z różnymi wyrazami twarzy. Arahant to synonim buddy, często pojawiający się jako jedno z dziesięciu określeń oświeconego.

Idąc drogą La Han możemy podziwiać połacie pradawnych lasów rododendronowych z pniami drzew mającymi setki lat. Każdego roku od połowy grudnia do końca czerwca kwitną też kwiaty azalii, razem muszą wyglądać pięknie.. Niestety nie było nam dane zobaczyć tego na pewno wspaniałego widoku.
Oprócz sakralnych budowli uwagę turystów przyciąga najwyższy maszt flagowy w Indochinach, chętnych do zrobienia z nim zdjęcia nie brakuje. Maszt flagowy ma 25 m wysokości, u jego podstawy znajdują się misternie rzeźbione płaskorzeźby przedstawiające typowe cechy kultury wietnamskiej, takie jak wieżowce Cham Towers, domy komunalne w regionie Central Highlands, kulturę północno-zachodnią czy nowy cud świata – zatokę Ha Long.

Pobyt na dachu Indochin zajął nam pół dnia. Następne pół dnia przeznaczyliśmy na wizytę w wiosce Cat Cat, oddalonej 20 minut spacerem od naszego hotelu.
Mieliśmy ambitniejsze plany, dojścia przez pola ryżowe do bardziej autentycznych wiosek, ale biorąc pod uwagę ramy czasowe zdecydowaliśmy się na najbliższy trekking. Niestety plany pokrzyżował nam deszcz i zrezygnowaliśmy po 500 metrach.
I choć nie mieliśmy zakwasów w łydkach, bo do trekkingu nie doszło to i tak zdecydowaliśmy się na masaż nóg. W mieście wszechobecne są salony masażu z bogactwem różnorodnych usług.
Jedzenie
Sapa słynie z koniny, czarnego kurczaka i hot-potów z jesiotrem lub pstrągiem łososiowym. Ryby są hodowane lokalnie i wyławiane w dniu ich serwowania.
Ze względu na zimny klimat w Sapa bardzo popularne są potrawy z grilla. Grillować można wszystko: od wieprzowiny, kurczaka, kaczych jaj, po kukurydzę, słodkie ziemniaki itd. Uliczni sprzedawcy przygotowują te szaszłyki na różne sposoby, z własnymi przyprawami.
W Sapa żyje wiele różnych mniejszości etnicznych, co prowadzi do różnorodności kuchni. Siedmiokolorowy lepki ryż (Xôi Bảy Màu ) to typowe danie ludu Nung zamieszkującego Muong Khuong w Lao Cai. Jak sama nazwa wskazuje, istnieje siedem kolorów lepkiego ryżu, w tym czerwony, magenta, różowy, jasnoniebieski, zielony, jasnozielony i żółty. Aby pokolorować kleisty ryż, miejscowa ludność używa wielu rodzajów naturalnych liści leśnych. Pomaga to wnieść charakterystyczne smaki górskiego lasu. Danie podawane jest głównie w święto Tet, aby przynieść więcej szczęścia.
Lokalnej kuchni próbowaliśmy w Restauracja Phu położonej przy ulicy Fanscipan. Skosztowaliśmy kociołek rybny, kurczaka i koninę, wszystko smaczne, a personel cały czas czuwał nad nami i pokazywał jak mamy komponować dania.

Sapa zdecydowanie warto odwiedzić, może listopad, może pogoda sprawiły, że nikt nas nie nagabywał na zakupy, nie zaczepiał w sprawie trekkingu, w dużym spokoju spacerowaliśmy po mieście. Zabrakło mi tylko spaceru między polami ryżowymi i zobaczenia mniej europejskiego klimatu. Skoro było i tak cudownie, to o niedosycie szybko zapomniałam.
Podróż, listopad 2023
