Sri Lanka

Sigiriya (Lwia Skała) – najchętniej odwiedzane miejsce na Sri Lance

Twierdza Sigiriya jest najchętniej odwiedzanym miejscem na Sri Lance i po jej „zdobyciu” wcale się temu nie dziwię. Piękna przyroda, niezwykłe osiągniecia techniczne, ciekawa historia i trochę fizycznego wysiłku z naszej strony na zawsze pozostaną w pamięci.

Do twierdzy dojeżdżamy  z hotelu tuk tukami (wracamy na piechotę). Mieszkamy w The Nature Park Villa, które jest naszą bazą wypadową na Lwią Skałę i Polonnaruwa. Choć wypoczynek nad morzem mamy zaplanowany później, to w tym hotelu czujemy się już jak na odpoczynku: basem, palmy, dzikie pawie to wszystko świetnie wpływa na nasz nastrój i siły witalne. Dodatkowo masaż w Ayurveda Isiwara Paura wzmacnia wakacyjne doznania.

W ostatnim czasie wprowadzono kilka zmian dotyczących zwiedzania, o czym wspominam (kursywą) we wpisie.

Bilety

Bilet wstępu kosztują 35$ od osoby (płatne w rupiach). Zwiedzanie zajmuje ok. 2 – 3 godzin, w cenie biletu jest też wejście do muzeum. Przy kasach wyłożone są mapki kompleksu. Bilety są sprawdzane dwa razy (nie trzy jak czytałam), pierwszy raz przy fosie gdzie jest wejście do kompleksu pałacowego i drugi raz przy wejściu do muzeum.

Praktyczne rady

SIgiriya nie jest miejscem sakralnym, dlatego można ją zwiedzać w butach i nie zakrywać ramion i kolan. Aż do XIV wieku twierdza Sigirija pełniła funkcję klasztoru buddyjskiego, później została opuszczona.

W Sigirii jest bardzo gorąco i duszno praktycznie cały rok, zwiedzając trzeba mieć coś od słońca, na pewno wodę i ewentualnie jakąś przekąskę gdy zabraknie energii (po przejściu przez fosę nie będzie sklepików). Lepiej sprawdzi się wygodne i stabilne obuwie, bo metalowe schody są dość strome i śliskie. Musimy pokonać 1200 stopni, ale jak to zwykle bywa zwiedzający pokonywali je w różnym obuwiu.

Niech Was nie zdziwią osoby, które najpierw miło zagadają, a potem będą chciały pomóc wejść na szczyt, oczywiście za stosowną opłatą.

W listopadzie było sporo ludzi, kolejka do kasy nieduża, za to było trochę tłoku na schodach. Czy to dobrze, czy źle? To zależy, jeśli trafi się na taką pogodę jak my, to wcale nie najgorzej, bo jest czas odpocząć gdy wchodzimy pod górę.

Zdobyliśmy szczyt z umiarkowanym wysiłkiem, pomogło nam słońce za chmurami i ciepły deszcz, który zaczął padać przed samym dotarciem na szczyt. Ludzie czekali jak przestanie padać, my zdecydowaliśmy się schodzić w dół, dzięki temu bez turystów obejrzeliśmy freski i ścianę lustrzaną.

Ciepły deszcz przy wysokiej temperaturze otoczenia to była sama przyjemność.

TWIERDZA SIGIRIYA

Twierdza Sigiriya została zbudowana przez króla Kassjapę na wulkanicznym płaskowyżu jako stolica jego państwa. Pałac wzniesiono w V wieku naszej ery na szczycie 200-metrowej.

Po przekroczeniu bramek usytuowanych na mostku fosy, wchodzimy na teren ogrodów łazienkowych i basenowych, a przed sobą mamy cudowny widok na Lwią Skałę.

Ogrody królewskie

Wzdłuż głównej alei ogrodów prowadzącej do Lwiej Skały znajdują się  fontanny czyli okrągłe płyty z otworami. W całym kompleksie pałacowym zastosowano niezwykłe jak na tamte czasy rozwiązania hydrologiczne.

W ogrodach zachowały się pozostałości salonów piękności, co nie powinno dziwić bo król uchodził za znawcę kobiet. Do pałacu sprowadzał  niewiasty o niezwykłej urodzie, które mogły zażywać kąpieli w wannach z jacuzzi czy basenach o różnych kształtach, połączonych podziemnymi kanałami umożliwiającymi przepłynięcie z jednego do drugiego.

Warto zboczyć z głównej drogi prowadzącej na górę, aby podziwiać pozostałości architektoniczne.

Jeśli tuż przed dojściem do skały skręcimy w lewą stronę możemy obejrzeć prywatny, oktagonalny  basen króla Kassjapy, który został wykonany w kamiennych bloków. Wgłębienia na ścianie to podstawa drewnianego, królewskiego pomostu.

Droga w stronę skały jest oznakowana, idąc do niej pokonujemy oryginalne kamienne schodki, widzimy resztki murów miejskich, ogród głazów i tarasowy aby ostatecznie dojść do tarasu Lwiej Łapy.

 

Tu jest kolejna zmiana, wcześniej zwiedzanie odbywało się w innym kierunku, taras Lwiej Łapy odwiedzało się później.

Taras Lwiej Łapy

Wejście na Sigiriyę kiedyś prowadziło przez ogromną sylwetkę lwa. Schody biegły od przednich łap, a wychodziły z pyska. Do dzisiaj zachowały się tylko imponujące łapy, co daje nam wyobrażenie jak potężna była cała sylwetka lwa.

Po minięciu lwich łap przed nami pokazują się długie, ale już ostatnie (metalowe) schody na szczyt Lwiej Skały.

Szczyt Sigiriyi

To właśnie na szczycie znajdował się Pałac Królewski. Na samej górze czekają na nas ruiny  pałacu, basenu kąpielowego czy tronu, który był chłodzony klimatyzatorem. Nad tronem znajdował się zbiornik na wodę, z którego woda dochodziła do tronu chłodząc kamienne siedzisko.

Ze szczytu góry rozciąga się piękny widok na równinę. Niestety padający deszcz spowodował, że zbyt szybko zaczęliśmy schodzić na dół i do tej pory czuję niedosyt zbyt krótkiego spenetrowania pozostałości pałacu.

Ściana lustrzana

Jak już wspomniałam praktycznie bez ani jednego turysty mogliśmy podziwiać najpierw korytarz z wypolerowaną, wysoką na 3 metry ścianą z miki, zwaną ścianą lustrzaną, a potem freski.

Być może przy pełnym słońcu mur daje poczucie lustra, ale my tego nie doświadczyliśmy. Pozostaje na wierzyć, że kiedyś odbijały się w niej wizerunki kobiet wymalowane na przeciwległej skale.

Malowidła ścienne

Z korytarza wchodzimy na wyższy poziom okrągłymi schodami umieszczonymi w klatce, które wcześniej znajdowały się w londyńskim metrze.

To tu w małej jaskini znajdują się malowidła ścienne przedstawiające młode dziewczęta. Uważa się, że freski powstały na osobiste zlecenie króla Kassjapy. Podobno w V wieku malowidłami było pokryte całe czoło góry. Freski Sigirija są jednymi z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych przykładów starożytnej sztuki na Sri Lance.

W każdym wpisie, który czytałam przed wyprawą czytałam, że niedozwolone jest robienie zdjęć fresków i lustrzanej ściany, nawet pod groźbą utraty aparatu. Pozytywnie zaskoczyła mnie więc cudowna zmiana, nie ma żadnych przeciwskazań oprócz jednego, nie używamy lampy błyskowej.

Zejście z Lwiej Skały prowadzi inną drogą niż wejście na nią choć trasy się krzyżują. Wracając na dół mijamy znowu kilka małych jaskiń, ogrody kaskadowe i stoiska z pamiątkami.

Dzikie pszczoły, krokodyle i makaki

Ciekawostką są znaki przestrzegające przed dzikimi pszczołami, z prośbą o nie hałasowanie. Krokodyle w fosie i dzikie pszczoły były częścią biologicznej ochrony twierdzy. Gady w wodzie czuwały cały czas, za to pszczoły zaczynały atak, gdy łucznicy wypuszczali w ich stronę strzały, a miało to miejsce, gdy wróg zbliżał się do twierdzy.

Przed fosą i po jej przekroczeniu towarzyszy nam widok małpek, które nazywają się makaki rozczochrane (bardzo trafione miano)  jest to endemiczny gatunek występujący na Sri Lance.

Jeśli się ich nie zaczepia i nie zajada smakołykami, na które mogą mieć ochotę, to nic nam nie grozi nawet gdy są w pobliżu. Warto jednak być ostrożnym bo przenoszą one choroby zakaźne.

MUZEUM

Naszym ostatnim punktem jest muzeum, które otwarto w 2009 roku. Na pewno dużo lepiej jest go odwiedzić po obejrzeniu Lwiej Skały, wtedy zupełnie inaczej spojrzymy na film, czy zgromadzone tam eksponaty.

Jeśli ktoś chce zobaczyć Sigiriyę o zachodzie słońca to może to zrobić z oddalonej o kilometr góry Pidurangala. Czytałam, że ze względu na cenę wielu turystów rezygnuje z odwiedzenia SIgiriyi i wspina się na Pidurangalę. Dla mnie wizyta na Lwiej Skale to było niezapomniane przeżycie, warte wydanych pieniędzy.

Podróż, listopad 2024.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *