Żeby udało się nam zwiedzić te wszystkie atrakcje położone niedaleko Tajpej w jeden dzień, zdecydowaliśmy się na wycieczkę organizowaną przez klook. Cena wycieczki to 1137 TWD za osobę obejmuje też wejście do geoparku (120 TWD). Bilety można kupić online.
Opinie osób, które skorzystały z tej formy zwiedzania były bardzo pozytywne i my też nie zawiedliśmy się, wycieczka okazała się świetna. Jeśli chcecie to zobaczyć w jeden dzień tak jak my, nie zastanawiajcie się jest to bardzo wygodne.
Wyruszamy autobusem o 9:15 z Taipei Main Station (powrót ok. 19:00), do punktu zbiórki mamy trzy minuty na piechotę z hotelu, więc jest idealnie. Pierwszy przystanek to Yehliu Geopark.
Yehliu Geo Park
Spacerując po geoparku Yehliu można się poczuć jak na innej planecie za sprawą niesamowitych formacji skalnych, będących efektem erozji dokonanej siłami natury przez miliony lat. Temu uczuciu „innego świata” przeszkadza tłum ludzi spacerujących między skałami. Ale jest tu tak wyjątkowo i pięknie, że wcale tym tłumom się nie dziwię. W listopadzie i tak nie ma tragedii.


Najsłynniejszą skałą jest Queen’s Head, która faktycznie przypomina głowę królowej Kleopatry. Niestety postępująca erozja tak już wyszczupliła jej szyję, że naukowcy obawiają się jej złamania pod wpływem ciężaru głowy, za pięć, siedem lat.

W geoparku znajdziemy podobne formacje skalne jak Cute Princesses Rock czy Heart-shaped Rock.
Warto też zwrócić uwagę na interesujący kształt Candle Rocks. Wyobraźnia ludzi jest jednak ogromna (i dobrze) więc niektórzy niekoniecznie widzą świeczniki tylko kobiecą pierś.

Popękane skały zostały nazwane Tofu Rock, a wgłębienia wypełnione wodą to nic innego jak Giant’s kettle czyli Kocioł Olbrzyma. Warto też spoglądać pod nogi, aby znaleźć skamieniałości jeżowca (Sea Urchin Fossil).

Półwysep Yehliu jest cudowny, pewnie pochodziłabym po nim dłużej, wolniej, ale niestety wzywał następny punkt wycieczki.


Prze wejściem do Yehliu Geo Park warto wziąć mapki z opisem formacji skalnych. Po wyjściu z parku przechodzi się przez niewielki targ spożywczo przemysłowy.
Nasz następny przystanek to parking, z którego widać ruiny ogromnej huty, a po przeciwnej stronie (z platformy widokowej) morze Yin Yang, z którego można obserwować unikatowe wody, w połowie złote, w połowie lazurowe. Niezwykły kolor wody pochodzi z bogatych w minerały wód z obszaru górniczego Jinguashi (konkretnie z pirytu), które wpływają do morza, mieszając się z lazurową wodą zatoki. Niestety wiatr i deszcz nie pozwoliły, aby ten efekt był WOW.

Kawałek pirytu mam w domu (bardzo ładnie wygląda), jest to pospolity minerał siarczkowy, znany ze swojego złocistego koloru i metalicznego połysku, często mylony ze złotem i nazywany „złotem głupców“.
Ruiny huty Shuinandong
Znane również jako Trzynastowarstwowe Ruiny Shuinandong, były do 1973 roku największą hutą w regionach Shuinandong, Jinguashi i Jiufen. Służyły do rafinacji złota, srebra i rudy miedzi. Z daleka przypominają piękny, opuszczony pałac. Ruiny są wkomponowane w zbocze góry, z opuszczonymi betonowymi konstrukcjami przeplatanymi mchem, tworząc niepowtarzalną atmosferę pustki i spustoszenia, jakby czas tu się zatrzymał. 18-piętrowe budynki fabryczne, ułożone warstwami, mają unikalny kształt. Bujna zieleń otaczająca góry tworzy ostry kontrast z przemysłowymi ruinami.

Ruiny są oświetlone od 18:00 do 21:00.
Golden Waterfall
Z parkingu po paru serpentynach w górę dotarliśmy do niedużego, malowniczego wodospadu. Efekt „złota” uzyskiwany jest przez duże stężenie węgla i żelaza w wodzie, które barwią kamienie na rudy kolor. Pewnie w słońcu wyglądają jak złote, niestety dzień był pochmurny, ale i tak wodospad prezentował się ładnie.

Jiufen
Jiufen to było małe miastecko zamieszkiwane przez dziewięć rodzin, pamiętające czasy dynastii Qing (1636- 1911). Jiu-Fen po chińskiu znaczy dziewięć porcji, nazwa wzięła się z tego, że miasteczko kupowało wszystko w ilości dziewięciu sztuk.
W roku 1890 w Jiufen odkryto potężne złoża złota, rozpoczęła się więc gorączka złota, która swój szczyt miała w czasach japońskiej dominacji (1895-1945).
Wygląd obecnej starej części miasta to spadek po Japończykach. Wąziutkie ulice pną się po zboczach wzgórz, przylega do nich szeregowa zabudowa (domy i lokale usługowe). Niestety skończyło się złoto, skończyła się japońska kolonizacja i miasteczko opustoszało. Jiufen uratowało położenie z widokiem na Pacyfik. Miasto otworzyło się na turystów.
Jiufen Old Street
Jiufen Old Street to główna ulica handlowa miasteczka gdzie kręci się całe życie lokalnych sklepikarzy. Uliczka jest długa, zadaszona ze względu na częste deszcze, z czerwonymi lampionami i niestety pełna turystów.

Przewodniczka zaprowadziła nas do paru sklepów, nie odczułam tego jako straconego czasu, po prostu spróbowałam napoi i lokalnych przekąsek, których nie znałam. Nic nie musiałam kupować.

P.S. „Stare ulice” na Tajwanie nie zawsze oznaczają „historyczne” – jest to raczej termin opisujący ulice turystyczne z dużą koncentracją tradycyjnych restauracji i sklepów.
Prawdziwy najazd turystów na Jiufen zaczął się w 2001 roku (i trwa do dziś) po nakręceniu anime zatytułowanego “Spirited Away” (W Krainie Bogów). Japoński filmowiec Hayao Miyakazi zaprzecza, że Jiufen było inspiracją, ale wielu uważa, że niezwykły wygląd miasta może łączyć się z tłem jego filmu. Ten nagrodzony Oscarem film animowany opowiada historię 10-letniej Chihiro, która zostaje uwięziona w świecie duchów i musi uratować swoich rodziców przed straszliwą klątwą. Po drodze zaprzyjaźnia się ze zwierzętami, pokojówkami, kotlarzem i innymi, którzy pomagają jej w podróży przez ten hipnotyzujący świat.
Na stromym klifie znalazła lokalizację ponad stuletnia herbaciarnia Amei (ulica równoległa do Old Street). Ten najsłynniejszy budynek mieści się w dawnym warsztacie kowalskim i jest prawdopodobnie najsilniejszym ogniwem łączącym miasto ze Spirited Away. Ozdobna japońska architektura budynku silnie nawiązuje do filmowej łaźni, głównego miejsca akcji, gdzie duchy przychodzą odpocząć i gdzie Chihiro znajduje pracę.

Teatr Shengping
Na przeciwko herbaciarni znajduje się teatr Shengping powstały w czasach, gdy Jiufen było miastem górniczym, a teatr był jedyną rozrywką. Wejście do teatru to jak cofnięcie się w czasie i doświadczenie złotej ery górników. W teatrze zachowało się wiele elementów z przeszłości, takich jak stary projektor, drewniane fotele i ręcznie malowane plakaty filmowe. Co wyjątkowe, regularnie wyświetlane są tu nostalgiczne filmy dokumentalne i klasyczne.

Wejście do teatru też chwila oddechu od dużej liczby turystów. Wstęp jest bezpłatny.
Przy Shuqi Rd. prócz wymienionych budynków jeszcze jedna rzecz przypomina o gorączce złota, to znajdująca się w ich pobliżu figura górnika z taczką tego cennego kruszcu.

Jeśli pójdziemy Old Street do końca, to dojdziemy do miejscowej szkoły, ze schodów rozciąga się piękny widok na góry.

Przed nami ostatni cel podróży miasteczko i wodospad Shifen.
Shifen Waterfall
Region Shifen słynie z gigantycznych opadów deszczu i choć przez całą podróż było pochmurnie i popadywało, to dopiero w Shifen przydałaby się parasolka. Ponieważ było ciepło, nie zdecydowaliśmy się na kupno ani parasolki, ani płaszcza przeciwdeszczowego (nie ma z tym najmniejszego problemu). Pogoda obeszła się z nami łaskawie, największe opady (bez przesady oczywiście) trwały chwile i mogliśmy je przeczekać pod dachem.
Wodospad jest oddalony od parkingu o ok. 20 minut. Trasa jest łatwa i bardzo przyjemna. Najpierw przechodzimy przez rzekę Keelung mostem wiszącym Guanpu, z którego mamy widok na niewielki wodospad Yanjingdong Falls.

Zanim dojdziemy do głównej atrakcji miniemy małą kapliczkę z mnóstwem posągów zwierząt, w tym wielu koni. Są one ozdobione czerwonymi wstążkami, będącymi powszechnym dodatkiem w świątyniach buddyjskich. Mówi się, że spełniają życzenia osób, które je po sobie zostawiły.

Tuż przed wodospadem Shifen, przechodzimy przez strefę gastronomiczną i kilka sklepów z pamiątkami.
Wodospad Shifen to wodospad półkowy, który gwałtownie i stromo opada tworząc rozlewiska. Ma 20 metrów wysokości i ponad 40 metrów szerokości i spada w dół do tzw. „Basenu Tęczowego”. Światło słoneczne odbijające się w spadającej wodzie tworzy liczne tęcze, niestety nie w deszczowy dzień. Dostęp do wodospadu jest bezpłatny, można obserwować go z wielu platform umieszczonych na różnych poziomach.

Wodospad Shifen jest najszerszym, ale nie najwyższym wodospadem na Tajwanie – zaszczyt ten przypada wodospadowi Jiao Lung w Alishan w powiecie Chiayi.
Po obejrzeniu wodospadu udajemy się do miasteczka Shifen, co znaczy dziesięć porcji.
Shifen
Shifen to miasto papierowych lampionów puszczanych do nieba. Znanych i opowiadanych jest tu wiele legend, ale w każdej z nich wysyłanie lampionu miało dać znak, że miasto jest już bezpieczne lub prosi o wsparcie.
W 1918 roku w dolinie Pingxi wybudowano linię kolejową, która umożliwiała transport węgla z tutejszych kopalń i oczywiście zapewniała pracę miejscowym. Wydobycie węgla w tym rejonie zakończono na początku lat 70. XX wieku. Mieszkańcy Shifen musieli zacząć radzić sobie w inny sposób stąd pomysł na wykorzystanie dawnej tradycji puszczania lampionów, aby przyciągnąć turystów.

Ceny lampionów zależą od ilości kolorów, koszt to 250- 450 TWD za sztukę. Czerwony dotyczy dobrego zdrowia, długiego życia i bezpieczeństwa. Żółty bogactwa i pieniędzy, a niebieski sukcesu w biznesie, awansu i dobrobytu. Pomarańczowy odpowiada za dobre małżeństwo, dzieci i miłość itd. Na lampionach umieszcza się życzenia, które w ten sposób są dostarczane do nieba. Faktem jest jednak, że wznoszą się na 200-300 m i po wypaleniu nafty opadają na dość rozległym terenie. Trochę to mało eko, bo nie ma szans zebrania wszystkich resztek, a wysyła się ich naprawdę sporo.

Nie kupiliśmy lampionu, obserwowaliśmy jak robią to inni, a to wszystko w scenerii starych torów kolejowych. Takie wysyłanie to całkiem sympatyczna zabawa, trwająca chwilę i tyle, no jeszcze nagrane filmiki i zdjęcia można oglądać do woli.
W Shifen w 2000 r. wypuszczono także największy lampion w historii świata, wpisany oficjalnie na listę Guinessa.
Powrót do autobusu odbywa się uliczką pełną sklepów i stoisk z jedzeniem. W Shifen zjedliśmy nadziewane skrzydełka kurczaka, spróbowaliśmy tajwańskich kiełbasek grillowanych (słodsze niż nasze) i roladę z naleśnika ryżowego z lodami (Peanut Ice Cream Roll), a do tego 18-dniowe piwo. Wszystko było pyszne, przy smacznych potrawach zawsze ustawia się kolejka.

Shifenliao Cheng’an Temple
Od Old Street odchodzi w bok uliczka, której nie przegapicie bo wiszą na niej jeden przy drugim lampiony prowadzące do taoistycznej świątyni Shifenliao Cheng’an Temple, oddającej cześć bóstwu Mazu znanym też jako Matka Niebiańskich Latarni. Podobno właśnie tutaj narodziła się tradycja lampionów nieba. Słowo niebo jest napisane na lampionach.

Legenda głosi, że świątynię tę zbudowali mieszkańcy Quanzhou. Wielu wczesnych osadników, którzy przeprawili się przez morze na Tajwan, przywiozło ze sobą swoją wiarę w Mazu. Świątynia ma ponad sto lat i służy jako centrum lokalnej wiary.

I jeszcze taka przyziemna informacja w świątyni można skorzystać z toalety.
Dzięki wycieczce udało nam się zobaczyć naprawdę sporo w jeden dzień, może trochę szybko, ale nie odczuliśmy przesady w komercyjnych atrakcjach, przewodniczka naprawdę była świetna i bardzo się starała, cena w stosunku do tego co zobaczyliśmy bardzo przystępna, no i raz na jakiś czas warto poczuć co kochają niektórzy turyści. Gro naszych współtowarzyszy podróży to byli Filipińczycy, wszyscy uczestnicy okazali się niezwykle sympatyczni i punktualni.
Podróż, listopad 2025.
