Batumi jedno z najstarszych miast Gruzji i jeden z najważniejszych portów Morza Czarnego, oraz stolica autonomicznej republiki Adżarii. To również modny, letni kurort, którego nazwa dla wszystkich mieszkańców dawnego bloku socjalistycznego, była synonimem egzotycznych, luksusowych wakacji dla wybranych
O herbacianych polach Batumi, śpiewały w latach 60 ubiegłego wieku Filipinki. Niestety po rozpadzie ZSRR, „rozpadł się” również przemysł herbaciany, który w chwili obecnej jest znikomy.
Nocujemy w super zlokalizowanym miejscu, w hotelu Piazza Inn usytuowanym w jednym z najpiękniejszych miejsc w Batumi, przypominającym włoskie place. Recepcja hotelu znajduje się w barze pubu „The Quiet Woman”. Śniadanie jemy w budynku wieży na placu, w Cafe la Brioche, pysznie, ładnie, przyjemna muzyka w tle. Na placu scena, gdzie odbywają się koncerty na żywo, również znanych muzyków przybywających do Batumi.

W Batumi nie brak hoteli, jest ich naprawdę sporo – począwszy od tych ekskluzywnych, jak Sheraton, Radisson Blu czy President Plaza, poprzez średniej klasy, a skończywszy na tańszych, turystycznych obiektach typu bed & breakfast oraz hostelach czy kwaterach prywatnych.
Batumi to bardzo niezwykła mieszanka przeróżnych stylów artystycznych i pseudoartystycznych. Nie spodziewałam się, że Batumi nocą jest tak mocno oświetlone i kolorowe, może to nie Las Vegas czy Dubaj, bo to i nie ta skala, ale niezależnie czy odbieramy to jako kicz czy nie, jest co oglądać.
Centrum miasta i promenada nadmorska prezentują się okazale. Niestety plaża jest kamienista więc z rozłożeniem kocyka tak sobie. W czerwcu jest jeszcze pusto, chociaż pogoda typowo wakacyjna.
Wzdłuż 9 km promenady pełno ławeczek i rzeźb różnych artystów w tym rzeźba opowiadająca o wiecznej miłości i zrozumieniu między narodami. Jej nazwa pochodzi od powieści „Ali i Nino” azerskiego autora piszącego pod pseudonimem Kurban Said. Opowiada ona historię miłości młodego azera – muzułmanina oraz gruzińskiej chrześcijańskiej księżniczki, która miała miejsce w czasach I Wojny Światowej. Rzeźba jest dziełem Tamara Kvesitadze. Obie figury Ali i Nino zmieniają swoją pozycję co 10 minut, ale nigdy nie zbliżają się do siebie.


Codziennemu życiu przyglądamy się poza centrum i na bazarze Mayakovsky St. 12, gdzie kupujemy przyprawy, swańską sól itp. Oraz patrzymy jakie produkty kupują miejscowi, klimat niesamowity.

Na czinkali wybieramy się do restauracji Zakra róg Puszkina i Waży Pszawelego. Czysto, smacznie, atmosfera jak za czasów PRL. Jak napisałam czinkali smaczne, ale nie przebiły smakiem tych z Kutaisi.
W Batumi ulica Lecha i Marii Kaczyńskich to nie jedyny polski akcent. Na dziedzińcu kościoła Świętego Mikołaja, usytuowanego w bezpośrednim sąsiedztwie Batumi Piazza znajduje się dzwon, na którym można przeczytać nazwę Warszawa, na co zwraca nam uwagę miejscowy Gruzin.

Podróż, czerwiec 2014.
