Kuba

Dolina Viñales i plantacje kawy

0910-kubaOpuszczamy Hawanę i ruszamy autostradą w stronę Valle de Viñales, historycznego regionu uprawy tytoniu. W 1999 roku krajobraz kulturowy Valle de Viñales został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kierujemy się do Pinar del Rio, stolicy prowincji, gdzie chcemy zwiedzić fabrykę tytoniu, czyli to co jest największą atrakcją miasta. Niestety, żadna z fabryk nie jest otwarta, więc „podziwiamy” architekturę, część budynków odnowiona, część chyli się ku upadkowi. Miasto z dużą ilością domów z kolumnami. Tu po raz pierwszy mamy okazję poznać natrętnych, rowerowych przewodników, którzy widząc samochód z wypożyczalni, za kilka kuków chcą zarekomendować hotel, casas particulares, czy doprowadzić do miejsca docelowego (w końcu ani mapy miasta, ani GPS nie mamy). Trzeba im przyznać, że naprawdę wkładają serce w pedałowanie, aby być ciągle przed samochodem.

Przewodnik rowerowy, a właściwie naganiacz (jineteros), który doprowadza nas do celu, nie chce pieniędzy, ale przypadkowo znajduje się kolega, który zaprowadzi nas chętnie, też gratisowo (tylko za podwózkę) na plantację tytoniu. Decydujemy się skorzystać z usługi i ruszamy w drogę. Polnymi drogami dojeżdżamy do małych chatek i stodoły, w której suszył się tytoń (teraz jest pusta). Jak się domyślacie nie jest to plantacja, którą planowaliśmy zwiedzać, no ale trudno. W  stodole właściciel plantacji opowiada nam przy pomocy książki, paru liści i akcesoriów tam znajdujących się, jak się sadzi, zbiera, suszy czyli jak się uprawia tytoń. Pora, w której jesteśmy to niestety puste pola i puste stodoły. Potem przechodzimy do chatki, gdzie proponują nam kawę (całkiem smaczna), panowie demonstrują jak się skręca cygara, próbujemy palić, no i nadchodzi finał, tzn. możliwość zakupu cygar po bardzo dobrej cenie. Pan pokazuje w katalogu ceny cygar w euro  i oczywiście możliwość zakupu u niego po dużo lepszych cenach. Nie kupujemy, bo kupiliśmy już w Hawanie w cenach jeszcze lepszych.

0914-kuba 0958-kuba

Sprawiamy chyba duży zawód naganiaczowi i plantatorom, płacimy za kawę (to już grzecznościowo) i ruszamy w dalszą drogę. Kolejna lekcja manipulowania za nami. Generalnie nam to nie przeszkadza, kolejna nauka, kolejna przygoda.

Tu pewna dygresja, dlaczego wszyscy wiedzą z daleka, że tym samochodem jadą turyści.  Ciekawostką jest to, że na Kubie występują różne kolory tablic rejestracyjnych – w zależności od tego, kto jest właścicielem pojazdu. Samochody państwowe mają tablice w kolorze niebieskim, prywatne – żółtym, turystyczne i z wypożyczalni – czerwonym (bordowym), wojsko i tego typu formacje – zielonym, dyplomatyczne – czarnym, ministerialne – białym, a będące własnością cudzoziemców na kontraktach – pomarańczowym.

Dlatego też, mundurowi na autostradzie widząc kolor naszej tablicy rejestracyjnej nie zatrzymują nas, aby dołożyć nam Kubańczyka, czy Kubankę jako współtowarzyszy podróży.
0997-kuba

Opuszczamy w sumie przyjazną farmę tytoniu i ruszamy w kierunku miejscowości Vinales i Muralu de la Prehistoria. Wiem, krzykliwe, gigantyczne malowidło, które w latach 60 ubiegłego wieku zlecił wykonać sam Fidel Castro. Ilustruje ono ewolucję człowieka, aż do ostatniego ogniwa rozwoju, jakim jest “człowiek socjalizmu”.

Nie jest to dzieło, które wprawia w zachwyt, ale piękne otoczenie oddaje trochę swojego blasku.

Żeby tu dotrzeć, zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu, aby upewnić się, czy dobrze jedziemy. Młody Kubańczyk bardzo prosił, żeby go podwieźć do pracy. Jest studentem (pokazuje legitymację) jest umówiony z bratem, no i błaga o pomoc, spieszy mu się niemiłosiernie, już jest spóźniony, a to sprawa życia i śmierci. Powiedzieliśmy, że nic z tego, nie mamy miejsc, no ale był tak przekonywujący, że koleżanka zgodziła się siedzieć na jego kolanach. Pokierował nas w Vinales do stacji paliwowej, do hotelu Los Jazmines (chcieliśmy tam nocować, ale było zbyt mało wolnych miejsc) skąd jest przepiękny widok na dolinę, na lokalne wapienne wzgórza o nieregularnych kształtach i stromych zboczach. No a potem, jakże by inaczej, jedyna otwarta i najlepsza restauracja była u jego brata, Na szczęście było przyjemnie i smacznie.

1009-kuba

Wracając tą samą drogą, na pamiętnym skrzyżowaniu zobaczyliśmy znanego nam studenta, który czekał na okazję. Potwierdziło to nasze przypuszczenia, był po prostu naganiaczem.

W drodze do Soroa zatrzymujemy się na najstarszej na Kubie, niestety nieczynnej plantacji kawy Cafetal Buena Vista, zbudowanej w 1801 roku przez francuskich uchodźców z Haiti. W pamięci pozostaną nam żarna do ekstrakcji kawy, ogromne platformy do suszenia ziaren na słońcu, a także restauracja, która kiedyś była domem właściciela,  gdzie na poddaszu przechowywano ziarna przed dostarczeniem ich do portu. Jeszcze krótki rekonesans po Las Tarrazas, sympatycznym, urokliwym miasteczku nad jeziorem i dalej w drogę.

1063-kuba 1095-kuba

Podróż, listopad 2013.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *