Do Hawany docieramy bez problemu, no przecież to stolica, więc oznakowanie jest wystarczające. Po Hawanie też długo nie błądzimy, bo mapka wydrukowana jeszcze w Polsce jest mocno pomocna.
Nocujemy w hotelu Park View, położenie jeśli chodzi o atrakcje bardzo dobre, pokoje w porządku, ale łazienki różne, w niektórych pokojach grzyb, a w niektórych ok. Generalnie nie ma tragedii.
Rano jesteśmy umówieni z Maciejem, który oprowadzi nas po Hawanie. Polak po mamie, Kubańczyk po tacie. Zapraszam na jego stronę na fb Cuba4U. Jeżeli jest potrzeba pomoże znaleźć apartament, nie tylko w Hawanie ale po prostu na Kubie, generalnie pomoże (oczywiście odpłatnie) zorganizować pobyt. My korzystamy z usług Macieja jako przewodnika po stolicy kraju.
Kręcenie się i włóczenie po dużym mieście jest przyjemne, ale uwierzcie z przewodnikiem też można się powłóczyć i przynajmniej dla mnie jako „animatora” jest to znacznie przyjemniejsze, ja też tylko słucham i oglądam.
Maciej mieszka w Hawanie, wcześniej przez wiele lat mieszkał w Polsce, tu studiował i pracował, ale nie będę pisała jego życiorysu bo musiałabym prosić go o zgodę, powiem więc tylko, warto było się z nim spotkać. Dzięki niemu zobaczyliśmy to co powinniśmy zobaczyć, nie ominęliśmy ciekawych miejsc, przy których być może byśmy przeszli nie zaglądając do środka. Co najważniejsze, to to, że mieszka na Kubie i możemy go zarzucić pytaniami o codzienne życie, zarobki, opłaty itp. Średnia płaca to w przeliczeniu na polską walutę 24 zł, ale opłaty za media to rząd ok. 2 – 2,5 zł, generalnie nie da się wyżyć za średnią miesięczną pensję. Ludzie więc kombinują, co my Polacy znamy dokładnie. Prowadzą nielegalne jadłodajnie, oferują ryzykowne noclegi bez licencji, jeżdżą nieoznakowanymi taksówkami i sprzedają cygara.

Na Kubie zaczynają się jednak zmiany, można zakładać już prywatne firmy, nie tylko jadłodajnie dla ograniczonej liczby osób i casa particulares czyli prywatne apartamenty też na ograniczoną liczbę osób. Asortyment prywatnych firm powoli się rozszerza, znikają ograniczenia. Do tej pory samochód był zarejestrowany na pierwszego nabywcę i tak już było do końca jego żywota, chociaż przechodził z rąk do rąk, teraz to też ulega zmianie.
Ponieważ to pierwszy dzień w Hawanie ciekawi nas wszystko. Idąc ulicą zaglądamy do klasy szkolnej, od dzieci i nauczycielki dzielą nas tylko kraty w oknach. Siostra, która uczy w szkole jest zdumiona, u nas dzieci nie mogłyby się skupić, tu w ogóle nie zwracają uwagi na to co się dzieje na ulicy. Uczniowie chodzą w „mundurkach” czyli jednakowe bluzki, spódnice lub spodnie. Po kolorze można poznać do jakiej szkoły chodzi uczeń tzn. bordowe spódnice i spodnie szkoła podstawowa, rudo-brązowe liceum, bluzki dla wszystkich rodzajów szkół białe + ewentualnie apaszka noszona tak jak noszą harcerze.
Ponieważ o Kubie i Hawanie jest sporo wpisów w Internecie, żeby się nie powtarzać napiszę krótko (jeśli mi się uda) co zobaczyliśmy i o tym co najbardziej zwróciło moją uwagę i zapadło w pamięć.
Spacer po Hawanie zaczęliśmy od wskazówki, że chociaż są pasy dla pieszych, to należy jednak mocno uważać na samochody, bo pasy to nowość od dwóch lat i pieszy na nich nie jest jeszcze najważniejszy. Poza tym dziury w jezdni i na chodnikach, nie zwiedzamy z głową w chmurach, trzeba patrzeć pod nogi.
Początek zwiedzania to postój taksówek, z niesamowitymi, niezwykle barwnymi, odrestaurowanymi samochodami z pierwszej połowy XX wieku, potem spacer po starej Hawanie.
Plaza Vieja, a tam, Camera Obscura czyli wyjątkowy sposób by zobaczyć miasto inaczej. Na rynku starego miasta, za 2 CUC od osoby winda zabiera nas na dach budynku, gdzie z tarasu można podziwiać wspaniały widok na miasto. No i sama Camera Obscura jest fascynująca. Jest to prosty przyrząd optyczny pozwalający uzyskać rzeczywisty obraz (pierwowzór aparatu fotograficznego), który daje na żywo obraz Hawany. Jest ich tylko kilka na świecie.
Na rogu Plaza Vieja widzimy dwa psy z tabliczkami na szyi. Są to psy bezdomne, na tabliczce jest imię czworonoga i nazwa dzielnicy, która się nim opiekuje.

Parę kroków od Camera Obscura na Plaza Vieja siadamy przy filiżance kawy w Café El Escorial, paloną na miejscu, pyszna… mi smakuje oczywiście (bo jakże by inaczej) z dodatkiem Havana Club. W kawiarni stoi spora kolejka po świeżo paloną kawą i tak jest codziennie. Pijemy małą lub większą czarną i patrzymy na sztukę nowoczesną tj. dwie rzeźby stojące na placu: metalowe drzewo oraz nagą, łysą kobietę siedzącą na kogucie w rozmiarze kucyka.
Nie odchodząc od tematu używek warto zajść do Casa del Habano w Hostal Conde de Villanueva (budynek zbudowany jako dwór Claudio Martiniego). Tam ukryty jest prawdziwy skarb dla miłośników cygar, zarządzany przez Antonio Hevia. Tam też pracuje najlepszy zwijacz cygar (torcedor) w mieście: Reynaldo Gonzalez. Cygara zwinięte przez uznanych torcedores są szczególnie cenione, ze względu na uzyskiwany potencjał smakowy, oraz dlatego, że tylko najbardziej utalentowani zawijacze są w stanie opanować technikę ich wyrobu. Po szczegóły historyczne, rodzaje cygar, sposoby palenia i wiele innych niezmiernie ciekawych informacji zapraszam na stronę http://piotrdasios.pl/2013/02/kubanskie-cygara/.
Dodam tylko, że ja jako osoba nigdy niepaląca z przyjemnością paliłam cygara, sprawiało mi to niezwykłą frajdę.

Katedra św. Krzysztofa (Plaza de la Catedral), na Placu Katedralnym polski akcent. Jegomość z bujnym wąsem, wyciąga zza pazuchy polski numer National Geographic Traveler z grudnia 2008 roku, z nim samym na okładce. W środku numeru On i Martyna Wojciechowska. W przeciwieństwie do innych Kubańczyków polujących na zdjęcia z turystami, wmawiających i żądających w bezczelny sposób opłaty za zrobione zdjęcie (nawet jeśli tak nie było), wąsaty jegomość robi zdjęcia gratisowo i z dużą przyjemnością.

Na Placu Katedralnym uwagę przyciągają Kubanki, ubrane w falbaniaste kolorowe sukienki ze szmacianymi lalki do kupienia. Z jednej strony jest jasna laleczka, a po obróceniu do „góry nogami” ciemnoskóra.
Z Placu Katedralnego rzut beretem do Paladar Dona Eutima z wyjątkowo pysznym jedzeniem, miłą obsługą i przystępnymi cenami. Warto zamówić miejsce wcześniej. Nam się udało bez rezerwacji!!! Proszę pamiętać, znajduje się na końcu małej uliczki po prawej. My o mało nie daliśmy się oszukać. Trzeba uważać na usilnych naciągaczy próbujących zaciągnąć Cię do innych restauracji, wmawiając, że to jest właśnie ta, której szukasz.
Calle Obispo, z eleganckimi sklepami za wymienialne CUC czyli tzw. kuki i niezwykle ciekawą drogerią Jonson na rogu Aguiar Na okolicznych ulicach pozostałości pierwszej kanalizacji w Hawanie, niestety niezbyt dobrze zabezpieczonej (calle Brasil).
Castillo de la Real Fuerza, świetnie zachowany najstarszy w Hawanie i na tej półkuli XVI-wieczny fort, w pobliżu drzewo życzeń.
Plaza de Armas zapamiętałam jako miejsce sprzedaży sztuki kubańskiej. Część placu została wyłożona drewnem, aby nie było słychać stuku kopyt i „podkutych” butów.
Knajpki Hemingwaya Bodeguita i Floridita. Zaszliśmy też do miejsc znanych dzięki Hemingwayowi. Bodeguita i Floridita tam można napić się drinka i zerknąć na Hemingwaya (Floridita) siedzącego przy barze. W jednym i drugim lokalu pełno ludzi.

Coche Mambi (calle Oficios). Amerykański wagon kolejowy pochodzący z 1902 roku, składający się z pomieszczenia dla ochrony, sypialni prezydenta, pokoju dla gości lub dzieci, salonu, kuchni z lodówką, łazienek i pomieszczeń dla obsługi. Wszystko w najlepszym gatunku i pięknie wykonane. Po rewolucji korzystał z niego Fidel Castro.
Obok w Pargue Humboldt restauracyjka, w której jedliśmy lunch (przy stolikach na zewnątrz) i niezapomniana para starszych Kubańczyków, która umilała nam posiłek muzyką. On grał na gitarze, ona śpiewała, oj mają Kubańczycy muzykę we krwi.
Spacerując po starej Hawanie widzimy trochę zawalonych kamienic. Dowiadujemy się od Macieja, że powstałe w ten sposób plomby, patia będą miejscem na nową restaurację.
Calle Mercaderes i mural. W centrum starej Hawany na ulicy Mercaderes naprzeciwko pałacu Marques de Arcos znajduje się mural, który składa się z 52 paneli o wadze 400-500 kg każdy, o całkowitej powierzchni 300 m2.
Artysta Andrés Carrillo, zebrał informację o ludziach, którzy odwiedzili dom markiza, szukając ich portretów i fotografii, studiował stroje, przeglądając w tygodnikach Biblioteki Narodowej informacje z lat 1844 i 1845. Zrobił świetną robotę, odzwierciedlając splendor przeszłości na nijakiej ścianie.
Wszystkie osoby będące na muralu należą do różnych epok, ale wszystkie w różnych okresach wnieśli znaczący wkład do kultury i życia społecznego Kuby. Podczas tworzenia artysta eksperymentował z technikami i materiałami, nigdy nie używanymi wcześniej na Kubie. Tradycyjne malowanie przy użyciu ceramiki byłoby zbyt kosztowne. Współpracujący przy tworzeniu prac projektant Jaime Rodriguez Kunill (Jaime Rodríguez Cunill), rzeźbiarz, wspomniał o nowym materiale, opracowanym przez kanadyjską firmę, opartym na tłuczniu kamiennym, impregnowanym żywicą akrylową.

Andres Carrillo zaczął mieszać różne kolory piasku, aż został osiągnięty żądany odcień. Mieszając podstawowe cztery kolory: czarny, ochra, różowy i brązowy z beżowym w różnych proporcjach, otrzymał trzynaście różnych odcieni. Prace przeprowadzono na widowni klasztoru San Francisco. Korzystano z rysunków i starych fotografii, wszystko zostało sporządzone w odpowiedniej skali i pokryte piaskiem. Czynności były prowadzone bardzo ostrożnie, bo nawet jeden kamień źle umieszczony zniekształcał sylwetkę jako całość.
Mural stał się znany na całym świecie, a użyta technika została wykorzystana w innych pracach na elewacji.
El Capitolio przy Paseo de Marti, wzorowany na amerykańskim Kapitolu, był siedzibą rządu na Kubie dopiero po rewolucji kubańskiej w 1959 roku, obecnie mieści Akademię Nauki Kubańskiej.
El Prado (Paseo de Martí), aleja nazywana przez hawańczyków El Prado, biegnie na północ od Parque Central aż po Malecón. Prado stopniowo odzyskuje dawny splendor, a długi, zielony deptak, z marmurowymi lwami i pomnikami bohaterów narodowych, coraz piękniej komponuje się z architekturą kolonialną.
Nie zapominając o temacie jedzenia proponuję restaurację Los Nardos, Paseo del Prado 563, tu również proszę zwrócić uwagę, czy do właściwej restauracji wchodzimy. Żeby zjeść posiłek w tej restauracji, nie mieliśmy tyle szczęścia, co w Dona Eutima, musieliśmy odstać ponad pól godziny w kolejce, w oczekiwaniu na wolny stolik. Na szczęście było warto, jakość jedzenia, wielkość porcji i atmosfera zrekompensowały czas oczekiwania.

Wracając do hotelu jesteśmy świadkiem nagrywania telenoweli na deptaku Paseo del Prado, z miejscowymi gwiazdami. Podczas podglądania gry aktorów (tłum chcących obejrzeć spory), Kubanka zaprasza nas do obejrzenia wnętrza budynku, w którym przed rewolucja znajdowało się amerykańskie kasyno, a teraz są sale koncertowe. Wnętrza robią wrażenie, a dodatkowo z balkonu możemy podziwiać z góry grę aktorów, ale krótko, bo aż tak bardzo nas to nie fascynuje. Po przygodzie ze zdjęciem, tzn. zapłacenie za pozowanie, którego nie było (opłata dla świętego spokoju, przecież to grosze), tu również musimy zapłacić, a wydawałoby się, że chce nam pokazać z dobrego serca, jakie piękne miejsca możemy spotkać w Hawanie.
O innych, bardzo wymyślnych sposobach naciągania opowiem w miejscach gdzie się wydarzyły. Ponieważ dla nas to były żadne pieniądze, traktowaliśmy to jak folklor, a przede wszystkim jako swoistą naukę.
El Malecón. W okolice nadmorskiego deptaku, który ciągnie się przez 5 km przenosimy się taksówką. Nasza taksówka to amerykańska produkcja z 1948 roku (pozostałej czwórki nie dużo młodsza). Mamy wypożyczony samochód, ale przejażdżka taką taksówką to mus. W samochodzie brakuje tapicerki na drzwiach i suficie, kierownica jest od Nissana, itd. Nie są to wymuskane amerykańskie auta, które widzieliśmy rano na postoju taxi, niedaleko naszego hotelu. Jazda bardzo sympatyczna, radości przy tym co niemiara. Malecon i ocean podziwiamy z restauracji Torre (wieża), wejście od Calle 17, popijając kubański rum. Widoki niesamowite. Przed wejściem do restauracji nareszcie widzimy naszego sławnego Fiata 126, z dużym napisem na drzwiach POLSKI.

Z restauracji kierujemy się do pobliskiego hotelu National, zbudowanego na wysokiej skale nad Malecon. W czasach świetności bywał tu Eroll Flynn, Frank Sinatra, Ava Gardner, Clark Gable. Teraz też prezentuje się naprawdę dobrze.
Podróż, listopad 2013

2 Responses
Dzień dobry,
Jestem zainteresowana (wraz z 3 osobową, dorosłą rodziną) zwiedzaniem Hawany (to na pewno), a może i innych miejsc na Kubie. Interesują nas ciekawostki z życia Kubańczyków, aktualne życie, ciekawe miejsca, problemy, itp. bardziej niż historia. Nie lubimy wielogodzinnych wycieczek, a raczej krótkie, konkretne wypady, przeplatane wizytami w lokalnych restauracjach, barach, z rozmowami o aktualnym życiu Kubańczyków, itp. Proszę o przedstawienie oferty. Będziemy na Kubie w dniach 27.02 – 06.03. Pozdrawiam, Ewa Borowska.
Dzień dobry, ja nie organizuję wycieczek (tylko dla siebie), ale proszę o kontakt z Maciejem (mieszka w Havanie). Ma stronę na fb Cuba4U – Wycieczki na Kube po Polsku, tam też jest do niego kontakt.