W drodze z Soroa do Trinidadu wstępujemy na parę godzin do Cinfuegos zwanego „perłą południa”, choć w dosłownym tłumaczeniu nazwa miasta znaczy “sto ogni”. Kolonialną zabudowę zawdzięcza Francuzom, którzy przybyli do miasta z Haiti, po rewolucji jaka miała tam miejsce w 1791 roku. Port rozkwitł w XIX wieku, kiedy stał się ważnym ośrodkiem handlu cukrem, tytoniem i kawą. Warto tam zawitać, ze względu na odrestaurowane Stare Miasto. W 2005 roku zabytkowe centrum Cienfuegos zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Centrum miasta to Parque Jose Marti z łukiem triumfalnym. Wokół placu znajdują się: Catedral de la Purisima Concepcion, Casa del Fundador, Palacio de Gobierno, Museo Provincial, Casa de la Cultura Benjamin Duarte, Colegio San Lorenzo i Teatro Tomas Terry. Zatrzymujemy się na kawę, w EL Palatino, gdzie jak to często na Kubie, karykaturzysta chce nas uwiecznić na swoich małych dziełach.

Niektóre uliczki są zamknięte dla ruchu i taką właśnie uliczką (Boulevard San Lorenzo) z dużą ilością butików, niestety zamkniętych (jest niedziela), dochodzimy do Paseo del Prado, najdłuższego deptaka na Kubie dochodzącego do nabrzeża Malecon. Jest gorąco, więc darujemy sobie spacer aż do morza. Dochodzimy do pomnika piosenkarza i kompozytora kubańskiego Benny More, uznanego za jednego z najważniejszych kubańskich piosenkarzy wszechczasów, którego zafascynowało Cienfuegos, o czym śpiewał w piosence “La ciudad que mas gusta a mi”. Miasto uczciło go pomnikiem z brązu naturalnej wielkości. Ciekawostką jest fakt, że laseczka, którą trzyma w dłoni Benny More była już wielokrotnie zmieniana z powodu częstych kradzieży. No cóż, nie tylko w Polsce są w cenie metale kolorowe.
Podróż, listopad 2013.
