Opuszczamy Santiago de Cuba i kierujemy się w kierunku leniuchowania na plaży. Po drodze do Playa Guardalavaca zahaczamy o Guantanamo, znane z więzienia Guantanamo, administrowanego przez Stany Zjednoczone, znajdującego się na terenie Naval Station Guantanamo Bay w bazie Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Zatoce Guantánamo. Baza jest dzierżawiona od 1903 roku, po tym jak w wyniku wojny hiszpańsko-amerykańskiej w 1898 roku Stany Zjednoczone przejęły kontrolę nad Kubą od Hiszpanii i zainstalowały na wyspie przyjazny rząd. Dzierżawa została odnowiona w 1934 roku na termin nieokreślony, z zasadą, iż może być zakończona tylko za zgodą obu stron lub z inicjatywy USA. Fidel Castro uważa bazę za teren okupowany i nie przyjmuje opłat za dzierżawę. W styczniu 2009 roku po raz kolejny zażądał, by USA zwróciły Kubie teren, który zajmuje ich baza morska, twierdząc, iż utrzymując bazę wojskową na Kubie wbrew woli narodu kubańskiego, USA naruszają podstawowe zasady prawa międzynarodowego. Tyle historii, nam niestety nie udało się jej „dotknąć”. Przejechaliśmy samochodem dość spore i mało ciekawe miasto, do miejsca, gdzie zatrzymała nas kubańska policja rewolucyjna, wylegitymowała i nie pozwoliła dalej jechać. No ale jakby się ktoś pytał, w Guantanamo byliśmy.
Opuszczamy Guantanamo i opuszczamy bezpieczne drogi. Centralna autostrada ma może nie idealną nawierzchnię, ale wystarczająco przyzwoitą. Musimy przejechać Kubę w poprzek, aby dostać się nad Ocean Atlantycki. Droga jest malownicza, góry niezbyt wysokie, plantacje trzciny cukrowej, sympatyczne miejscowości. Asfalt niezły, ale nie cały czas, nie możesz jechać zbyt szybko, bo nie wiesz kiedy spodziewać się dziur i to całkiem sporych. Dojeżdżamy do hotelu Brisas Guardalavaca, wita nas pracownik hotelu i pierwsza jego uwaga dotyczy koła w naszym samochodzie, schodzi nam powietrze. Mieliśmy dużo szczęścia, jadąc do hotelu widzieliśmy w jego pobliżu zajezdnię autobusów firmy, w której wypożyczyliśmy samochód. Chłopcy jadą tam i okazuje się, że w oponie jest gwóźdź typu papiak. Przez całą podróż nie spotkaliśmy ani jednej wulkanizacji.

Sprawa samochodu zostaje załatwiona, a my możemy zacząć odpoczynek. W porównaniu do hotelu z Varadero, ten jest bardziej przyjazny, piętrowe domki (czterorodzinne), pokoje 3 razy większe niż w Mercure i lepsze warunki sanitarne. Spędzamy tu jedną noc w drodze do Cayo Santa Maria, naszego ostatniego celu podróży.
Podróż, listopad 2013.

One Response
Co to za wyprawa bez przygód???? ? będzie co wspominać. A mama moja jaka gwiazda na 1 zdj. ?