Wybierając rok rocznie miejsce na zimowy wypoczynek narciarski, staramy się nie powtarzać ośrodka i szukać takich, które mają ponad 100 km tras. W ten sposób zwiedziliśmy już prawie wszystkie większe ośrodki alpejskie. Soelden to była miejscowość i region, do którego chcieliśmy wrócić ponownie i tak się stało w tym roku. Soelden to 145,5 km przygotowanych tras narciarskich, 34 nowoczesne wyciągi, dwa lodowce i trzy trzytysięczniki no i gwarantowany śnieg, a dla miłośników rozrywki po nartach wielce rozbudowane apres ski.


Soelden po latach właściwie bez zmian, ale ilość Polaków na trasach to już dużo większa zmiana. Czuliśmy się jak w Polsce, tym bardziej, że przygoda kolegi z zamianą nart po południowym wypoczynku w restauracji, okazała się udziałem Polaka z Bydgoszczy.
Po lunchu w małej, sympatycznej restauracji Stahele Alm, grupa się rozdzieliła, część została poopalać się na leżakach na zewnątrz, a część z braku miejsc postanowiła pojechać do gondoli, przy której nie brakuje dużych restauracji, a tym samym i leżaków. Jak reszta grupy do nas dobiła, okazało się, że kolega dojechał na nie swoich nartach. Już zjeżdżając do krzesełek zorientował się, że narty jadą jakoś inaczej, że są to owszem Atomici, rozmiar buta się zgadza, ale zamiast slalomowych jedzie na zjazdowych. Po krótkiej naradzie, co z tym fantem zrobić postanowili wrócić do restauracji i spytać się, czy ktoś nie zgłosił się z tym problemem. Niestety nie, poczekali chwilę i zostawili numer telefonu. Po jakiejś godzinie zadzwonił telefon i okazało się, że osoba, która zamieniła narty to Polak. Umówione zostało więc spotkanie, narty wymienione. Na szczęście, bo na Stubaiu koledze narty zginęły i się nie znalazły. Miał je ubezpieczone, więc pieniądze odzyskał.

Nasze grupowe wyjazdy narciarskie charakteryzują się tym, że na narty wyruszamy rano tzn. o 8 śniadanie, po 9 na stoku. Jest przyjemnie, trasy przygotowane, mniej narciarzy. Do godziny 12 jesteśmy już naprawdę „ujeżdżeni” i wtedy jest nasz czas na relaks. Jeśli jest słonecznie, bez wiatru i w miarę ciepło to siadamy na zewnątrz, co nie dziwi nikogo, kto trafi na narty w pełnym słońcu. Jeśli któregoś z wymienionych czynników zabraknie, to idziemy na przekąskę i napój do środka restauracji, żeby się ogrzać. Po lunchu na stoku często grupa się dzieli na tych, którym wystarczy parę zjazdów i na tych, którzy chcą się jeszcze „pomęczyć”.
W Soelden tras jest bardzo dużo, śnieg dzięki lodowcom i trzytysięcznikom pewny, więc zapewniam Was jest gdzie się pomęczyć. Widoki niezapomniane, naprawdę warto poznać to miejsce.
Pamiętajcie tylko, nie stawiajcie nart przy innych takich samych, albo prawie takich samych.

Podróż, marzec 2016.
