Jak już pisałam, nasze wyprawy są zazwyczaj grupowe niezależnie czy letnie czy zimowe, ale wyjazd na narty do Andory to była wyprawa mega grupowa. Byliśmy częścią grupy, która podróżuje (a przynajmniej podróżowała) w jeszcze większą ilość osób.
Naszym celem narciarskim w 2012 była Andora, region Grandvalira, ściślej miejscowość Soldeu, czyli największy ośrodek narciarski w Pirenejach. 210 km tras, 62 wyciągi i ponad 300 słonecznych dni. Wszystko nowoczesne, poruszamy się po nim bez konieczności korzystania z innego środka transportu.

Księstwo Andory jest jednym z najmniejszych państw w Europie, o powierzchni 468 km2 zamieszkałym przez 74 tys. mieszkańców. Kraj był rządzony od 1278 przez biskupa Urgell z Katalonii i hrabię Foix, Roger Bernat III z Francji, którzy podpisali historyczny układ zwany „porozumienie równych sobie”. Układy te zobowiązywały mieszkańców dolin Andory do płacenia dorocznej daniny obu współrządzącym. Układ ten przetrwał do dziś, głowami państwa nie sprawującymi faktycznie rządów, są biskup Urgell i prezydent Republiki Francuskiej. Andora była i jest niezależna, niemniej jednak pozostała ściśle związana ze swoimi sąsiadami czyli Hiszpanią i Francją. Istnieją tu dwa urzędy pocztowe; hiszpański i francuski oraz dwa oficjalne języki kataloński i francuski.
W Polsce Andora kojarzona jest ze strefą wolno cłową, ale uważam, że ceny, które tam obowiązują w sklepach wcale nie są jakoś wyjątkowo atrakcyjne.

Ośrodek Grandvalira został otwarty w 2004, łączy on sześć kameralnych miejscowości położonych na wysokości 1710-2640 m.n.p.m. Mieszkaliśmy w miejscowości Soldeu w hotelu Xalet Montana. Kasia Z. osoba, która wzięła na siebie ciężar organizacji, ze względu na wielkość grupy (ponad 50 osób) wynegocjowała naprawdę super ceny. Mogę zdradzić, że za nocleg + śniadanie i obiadokolację (szwedzki stół) płaciliśmy 48 euro/osobę/dobę, a nie 73 euro. Organizacja wyjazdu zaczęła się dużo wcześniej, bo już w lipcu 2011 roku. Stąd też taka cena. Zajęliśmy prawie cały obiekt. Hotel załatwił nam transfer z lotniska w Barcelonie, dojazd zajął nam ok. 3 godzin. Już w lipcu zarezerwowaliśmy bilety na styczniowy lot do Barcelony. Część osób poleciała dzień lub dwa wcześniej, żeby zwiedzać stolicę Katalonii, ale lot powrotny to już była prawie cała grupa w komplecie, samolot był nasz ! Proszę sobie tylko nie wyobrażać niczego zdrożnego. W naszej grupie było dwóch emerytowanych pilotów, umilali bliżej siedzącym osobom czas, opowiadając o problemach podczas lotu, oczywiście z przymrużeniem oka.
Hotel godny polecenia, z wygodami niezbędnymi dla narciarzy, blisko głównej gondoli, smaczne jedzenie, w tym regionalne m.in. bycze ogony. Jeśli nie chciało się nosić nart można było wynająć boks przy stacji kolejki. Wynajęcie takiego schowka kosztowało 50 euro na 6 dni. Boks mieści max 5 par nart i butów. To bardzo wygodne rozwiązanie.
Ośrodek narciarski zapamiętam jako miejsce gdzie na wysokości 2250 m.n.p.m., na torze śniegowym testuje się najnowsze modele samochodów Audi, gdzie przy szlakach narciarskich znajdują się dla narciarzy punkty z ciepłym bulionem i gdzie występuje naprawdę sporo restauracji w igloo.

Rozległe płaskowyże Pirenejów sprawiają, że ośrodek jest idealny dla wszystkich narciarzy, nawet tych początkujących, bo można tu znaleźć naprawdę relaksujące trasy, ale to nic dziwnego skoro jest ich tu ponad 200 km. W Soldeu rozgrywane są od kilku lat zawody pucharu Europy w slalomie gigancie kobiet.

Po nartach bawiliśmy się w swoim gronie w hotelu, albo korzystaliśmy z ofert miejscowych pubów, a było z czego korzystać bez zbytniej konieczności oddalania się od hotelu. Muszę dodać, że było bardzo wesoło, ale chyba tak jak trzeba, skoro szefowa hotelu wraz z personelem żegnała nas Cavą.
Hmm, to był bardzo fajny wyjazd, a Andora to jest kolejne miejsce, do którego chcę wrócić.

Podróż, styczeń 2012.
