W naszym programie zwiedzania jest trasa spacerowa polecana w przewodniku Lonely Planet, która prowadzi przez centrum miasta, pozwalając na poznanie XIX-wiecznej architektury kolonialnej oraz budynków urzędów publicznych. W ramach tego spaceru chcieliśmy odwiedzić również hotel Strand z 1896 roku, jeden z trzech najbardziej prestiżowych hoteli Azji Południowo-Wschodniej. Niestety wnętrze było w remoncie, tym samym nie było możliwe jego podziwianie. Mieszkało w nim wiele sław tego świata m.in.: Mick Jagger, Oliver Stone, George Orwell.

Wracam więc do zwiedzania i tego co zobaczyliśmy. Centrum Yangonu zabudowane jest kilkupiętrowymi dość zniszczonymi domami z epoki kolonialnej. Ich elewacje są ozdobione balkonami o betonowych, często ozdobnych balustradach. Czarny nalot na budynkach czyli grzyb, od razu kojarzy mi się z Hawaną, jest to skutek bryzy z nad wody, a więc po prostu wilgoci, no i oczywiście braku dbałości.
Podczas spaceru zachodzimy do synagogi, która jest ostatnim żydowskim miejscem kultu w Birmie. Tablica przy wejściu informuje, że obecny kamienny budynek został wzniesiony w latach 1893–1896, zastępując starszą drewnianą konstrukcję z 1854 roku.
Synagoga została wzniesiona przez żydowskich emigrantów z Bagdadu oraz Indii. Przed wybuchem II wojny światowej gmina żydowska liczyła 2500 osób. Następnie zaczęła się kurczyć zwłaszcza po wojskowym zamachu stanu w 1962 roku, w którym władzę w Birmie przejął generał Ne Win i rozpoczął nacjonalizację kraju. Dziś liczy zaledwie 20 osób.

Z Synagogi położonej w pobliżu Chinatown udajemy się w stronę dzielnicy hinduskiej. Główne atrakcje, to targ miejski Theningyi Zei oferujący duży wybór ryb, warzyw i owoców oraz świątynia hinduistyczna poświęcona bogini Sri Kali, niestety zamknięta, a więc podziwiamy ją tylko z zewnątrz.


Stąd już tylko parę kroków do Bogyoke Market czyli sklepów ukrytych w hali z dawnych lat, zbudowanej przez Mr C. Scotta w 1920 roku (kolejna pamiątka po Brytyjczykach). Bogyoke to labirynt setek sklepików, można tu znaleźć ubrania, tkaniny, sporo biżuterii, rękodzieło, trochę pamiątek.

Podczas pobytu w Yangon zaplanowaliśmy też wycieczkę pociągiem dookoła miasta. Pociąg odjeżdża z głównego dworca, z peronu 7. Tam też w budce kupujemy bilety, cena 200 kyatów za osobę. Trasa trwa niecałe 3 godziny. Początkowe przystanki znajdują się w mieście, kiedy wjeżdżamy na przedmieścia, domy stają się coraz mniejsze i uboższe. Wzdłuż całej trasy sterty śmieci. Po opuszczeniu miasta widać trochę pól ale niewielkich, niektóre zalane wodą, a w nich czasami pojedynczy ludzie stojący po pachy w wodzie i pracujący na nich. Z okien pociągu widać też całkiem okazałe fabryki Yangonu i zamknięte nowoczesne osiedla. Jadąc mijamy wiele targowisk, niektóre odbywają się wprost na peronach stacji. To właśnie handlujący Birmańczycy wnieśli do naszej podróży dużo ożywienia. Widoki za oknem, które tak nas wciągały na początku, zaczęły nas już nużyć i wtedy nasz wagon opanowali Birmańczycy z koszami pełnymi produktów, między innymi warzywami. Jadąc rozmawiali, ale też pracowali tzn. szykowali pęczki warzyw na sprzedaż. Spożywczy handel obwoźny zwiększył się. Birmańczycy kupowali jajka na twardo do zjedzenia, napoje itp. Wsiadanie i wysiadanie z ogromną ilością pakunków mieli opanowane do perfekcji.


W Yangon polecam restauracje:
Vista bar, 168 West Shwegondaing Rd, na wieczorną kolację, w której nie tak ważne jest jedzenie, jak widok na oświetloną nocą Pagodę Shwedagon. Restauracja znajduje się na dachu budynku.

Tuż obok znajduje się restauracja Golden Taste, z całkiem niezłym azjatyckim jedzeniem, do której przychodzą nie tylko turyści.
Obie restauracje mają ten plus, że z naszego hotelu to tylko kilka minut na piechotę.
Natomiast Unicon, to bar & grill, który odwiedziliśmy przypadkiem zwiedzając centrum Yangonu. Mieści się przy Strand Rd. 42. Wypatrzyliśmy go w drodze do Botahtaung Pagoda. Wracając zaszliśmy ochłodzić się i wypić pyszną kawę z deserem. Miejsce polecane przez Lonely Planet, również na coś konkretniejszego.

Podróż, listopad 2016.
