Birma

Bago z największym leżącym Buddą i fabryką cygaretek

Do Bago docieramy z Yangon pociągiem. Czas przejazdu ok. 2 godziny, cena 1000 kyatów/osoba. Przed wyjazdem musimy być na dworcu 2 godziny wcześniej, to informacja z Internetu, potwierdzona przez panią z informacji turystycznej znajdującej się na dworcu głównym. Naprawdę nie wiem po co, bo bez kolejki kupujemy bilety (okazanie paszportów niezbędne) i po prostu siedzimy te dwie godziny na dworcu. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, obserwujemy jak podróżują miejscowi. W oczekiwaniu na pociąg rozkładają maty, siedzą lub śpią na nich, no i jedzą grupowo posiłek. W małych termosikach mają ryż i inne specjały, dokupują ewentualnie sosy itp. dodatki. Rozmieszczają jedzenie w pojemnikach i po trochu dokładają do swoich miseczek. Na dworcu znajduje się też stół z ponad 20 gniazdkami, gdzie można podłączyć do ładowania telefon komórkowy.

Pociąg, którym podróżujemy jest taki sam jak ten, który wiózł nas wokół Yangon. Wysiadamy w Bago i udajemy się wiaduktem do budynku dworca. Schody i sam wiadukt w nienajlepszym stanie, korozja mocno postępująca, przy bliższym przyjrzeniu się można mieć wrażenie jakby miał się zawalić. Wychodzimy przed budynek stacji i pierwsze wrażenie jest okropne. Czarny grzyb na domach, czarne dachy, wrażenie naprawdę ponure. Pola i chaty widziane z pociągu to było cudo. Bierzemy jedyną dostępną taksówkę i wyruszamy do hotelu Kanbawza Hinthar. Hotel bardzo przyjemny, a obsługa bardzo uczynna, z ich pomocą załatwiamy pojazd do zwiedzania samego Bago, a także samochody, które pozwolą nam dotrzeć do Golden Rock i naszego następnego celu podróży czyli Inle Lake.

W Bago istnieje kilka miejsc, które warto odwiedzić, są one rozrzucone po całym mieście. Nie mamy zbyt wiele czasu, ale udaje nam się naprawdę sporo zobaczyć do zachodu słońca. Jak już pisałam, za pomocą hotelu wynajmujemy lokalnego przewodnika, młody chłopak o imieniu Czo (oczywiście pisownia fonetyczna) z podstawową znajomością angielskiego. Nasz środek transportu to tzw. dwurzędowiec. Za zwiedzanie Bago wraz z przewodnikiem zapłaciliśmy 30 tyś. kyatów (w tym 5$ od osoby zamiast 10$ „goverment fee” + samochód).

Pierwszy przystanek to Shwethalyaung Budda, pagoda z olbrzymim posągiem leżącego Buddy, 55 metrów długości i 16 metrów wysokości. Uważa się, że został zbudowany w 944 roku za rządów króla Migadipa i zrekonstruowany przez króla Bayint Naung w 1555 roku.

Po jakimś czasie posąg został zapomniany i powoli ginął w wielkiej dżungli. Shwethalyaung Budda został odnaleziony podczas brytyjskich rządów kolonialnych w 1880 r. Obecny jego kształt jest wynikiem kilkukrotnego odnawiania i naprawiania. W 1930 roku została dodana wielka poduszka pod głowę Buddy.

Miejsce jest spokojne i ciche. Ponieważ nie jest to pierwszy leżący Budda, którego widzę, większe wrażenie robi na mnie jego nienaganny makijaż i czerwone usta.

Nasz następny cel to Snake Monastery, ale zanim tam dotrzemy przejedziemy przez prawdziwe wioski i wysypiska śmieci. Też robią wrażenie, ale nie tak pozytywne jak pagody.

W miejscu zwanym „Snake Monastery”, w niewielkim pomieszczeniu znajduje się 125 letni birmański pyton, najprawdopodobniej jeden z największych na świecie. Jego rozmiary to ponad 5 metrów długości, 30 centymetrów grubości, ponad 118 kg wagi. Raz na 10 dni pożera ponad 5 kg kurczaków. Według legendy w gadzie tym wcieliła się (reinkarnacja) postać osoby, która poprzednio stała na czele klasztoru w Hsipaw. Osoba ta wróciła w postaci węża, aby ukończyć rozpoczętą w poprzednim życiu budowlę stupy. Nic dziwnego, że Birmańczycy pielgrzymują tu aby oddać hołd i złożyć ofiarę pieniężną.

W drodze do następnej pagody zatrzymujemy się w fabryce cygaretek. Kobiety siedzą na ziemi i sprawnie zwijają cheroot, czyli cygara z liści tha-na-phet, zlepione gumą lub specjalnym klejem. Między liśćmi znajdują się drobne wkłady, w naszym przypadku z trzciny cukrowej, ale każda fabryka ma swoją recepturę cygaretek. Zapalimy na miejscu i oczywiście kupimy coś na wynos, być może przydadzą się nad jeziorem Inle. Podobno ich skład wydziela zapach zabijający przede wszystkim komary. Traktowany jest więc jako środek przeciwmalaryczny. Trzeba przyznać, że nie jest to dym gryzący. Fabryka cygaretek to skromna, drewniana chata, sąsiadująca z okazałym murowanym domem właściciela wytwórni.

Kolejną atrakcją miasta jest świątynia Shwemawdaw Paya, nazywana często Świątynią Złotego Boga. Ma ona 114 m wysokości i jest nie tylko najwyższą w Birmie, ale też jedną z najbardziej czczonych. Wybudowano ją w latach 825-840, by chroniła dwa włosy Buddy. W późniejszych latach do relikwii dodano jeszcze dwa zęby Buddy. Początkowo świątynia miała 23 m wysokości. W ciągu wieków Shwemawdaw Paya wielokrotnie ulegała zniszczeniom podczas trzęsień ziemi. Ostatnia odbudowa świątyni została zakończona w 1954 roku.

Następna świątynia czyli Mahazedi Pagoda pochodzi  z XIII wieku. Została zniszczona w 1757 roku podczas powstania Pon wobec Birmy, kiedy to zniszczeniu uległo większość Bago.  Mahazedi została przebudowana ponownie w 1930 roku, po trzęsieniu ziemi.  Za pagodą jest świątynia, która przypomina pagodę Ananda w Bagan. Czerwono-brązowa struktura jest zwieńczona pozłacaną iglicą. W jej centrum znajduje się kapliczka z czterema dużymi, złotymi wizerunkami Buddy stojącymi plecami do siebie.

Kiedy zwiedzamy pagodę jest po deszczu, ślisko ale i pusto. Można podziwiać budowlę w spokoju. Z wielu warsztatów rozmieszczonych wokół stupy jest czynny tylko jeden, warsztat tkacki.

Nasz następny przystanek to  Myathalyaung Pagoda zbudowana w 2002 roku, na pozostałościach starożytnego Buddy. Leżący Budda robi wrażenie nie tylko dlatego, że jest najdłuższy na świecie (82 m), ale przede wszystkim dlatego, że nie jest ograniczony żadnym budynkiem, leży pod gołym niebem.

Mocno czerwone usta Buddy, różowe stopy, spokój, cisza i brak turystów czyni to miejsce niezwykłym.

Zaczyna zachodzić słońce, ruch na ulicach ogromny, bardzo dużo skuterów, których nie było w Yangon, samochody i spory hałas. Pomimo tego ruchu udaje nam się dotrzeć tuż przed zachodem do Kyaik Pun Paya, czyli  czterech siedzących posągów  Buddy o wysokości 27 metrów każdy, opartych o ceglany filar i spoglądających w różne strony świata. Pagoda została wybudowana w 1475 roku przez króla Dhammaceti. Legenda głosi, że jeżeli, którakolwiek z czterech sióstr Mon wyszłaby za mąż, to wtedy legnie w gruzach jeden z posągów Buddy. Prawie pięć wieków później z jednego z posągów nie zostało prawie nic. Naukowcy jednak twierdzą, że powodem zniszczeń w 1930 roku było trzęsienie ziemi (o którym wspominam po raz kolejny), a nie przepowiednia, tym bardziej, że dotyczyłaby potomkini siostry Mon.

Kończymy zwiedzanie pagody, kiedy robi się naprawdę ciemno, nie mamy więc czasu na więcej, ale udało nam się zobaczyć i tak sporo interesujących rzeczy, w mieście z pozoru mało ciekawym i brzydkim. Na pewno nie aż tak brzydkim jak sugerował pierwszy widok po wyjściu z pociągu.

Podróż, listopad 2016.

    One Response

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *