Ngapali Beach położona jest w południowej części Birmy, na wybrzeżu Zatoki Bengalskiej, będącej częścią Oceanu Indyjskiego. Docieramy tam z Bagan lokalnymi liniami AirKBZ. Na lotnisku, cała obsługa odbywa się ręcznie, od wypisywania danych, naklejania identyfikacyjnych nalepek itp, aż po transport bagażu. Wózki z bagażami pchane są do samolotu ręcznie, jeden wózek pcha z 8 osób, ale każdy ma zatrudnienie i na tym etapie rozwoju Birmy, chyba o to między innymi chodzi. Widoki z samolotu piękne, dużo dzikiej zieleni i sporo uprawnych pól.

Ze strony abcbrima dowiedziałam się, że nazwa Ngapali nie pochodzi z języka birmańskiego, ani żadnego azjatyckiego, tylko z włoskiego i wywodzi się od słowa Napoli, czyli Neapol.


Do Ngapali przyjechaliśmy zrelaksować się i po prostu poleniuchować. Piaszczysta plaża, ciepła woda, egzotyczna roślinność sprzyjają temu. Mieszkamy w Thande Beatch Hotel. Spacerując wzdłuż brzegu tak jak i w innych turystycznych miejscach, można było podziwiać birmańskie rękodzieło, w rozstawionych bezpośrednio na piasku straganach. Po plaży chodziły też Birmanki, które nosiły na głowach tace z owocami. Kupowaliśmy u nich owoce, a one były już tak przygotowane, że szybciutko myły je (tzn. płukały skórki), kroiły, a to wszystko na naszych oczach. Koleżanka chciała pomóc nałożyć tacę na głowę, jakie było jej zdziwienie gdy poczuła jak ciężka jest ta taca z owocami. Mieliśmy wykupione tylko śniadanie i to była bardzo dobra opcja. Owoce morza i ryby w pobliskich restauracjach, były chyba najlepsze jakie jadłam do tej pory. Langusty, krewetki królewskie (naprawdę królewskie), tygrysie, grubafish i inne, no po prostu nie wiadomo na co się zdecydować. Ryby i owoce morza dostarczane są prosto z łodzi, z pobliskich wiosek rybackich. Nasza ulubiona restauracja to Golden Sea, parę minut na piechotę od hotelu. Trafiliśmy do niej pierwszego dnia i tak już zostało, chociaż przy głównej ulicy restauracji typu Sea Food jest bardzo dużo. Przygotowywane w Golden Sea potrawy to była prawdziwa uczta.

Pół godziny spacerkiem od naszego hotelu znajdowała się też restauracja Pleasant View Islet, którą trzeba odwiedzić między innymi ze względu na jej położenie. Do cypelka, na którym jest umiejscowiona dochodzimy plażą. Do restauracji dostajemy się suchą stopą, ale kiedy wychodzimy, to jest już ostatni moment aby nie iść po wodzie. Dla tych co zostaną dłużej jest przygotowany pojazd, który odwiezie gości na brzeg podczas przypływu. Klimat i widoki w restauracji są po prostu urokliwe.

Ostatnie trzy dni, to nie tylko relaks, to wspomnienia, dyskusje i zachwyt nad tym co zobaczyliśmy. Birma to piękny kraj, zmagający się ze swoimi problemami, czego nie widać po uśmiechniętych, bardzo przychylnych turystom Birmańczykach.
Podróż, listopad 2016.
