Ekwador i Galapagos

Baños de Agua Santa i niezapomniane canopy

Baños de Agua Santa stanowi “bramę” ekwadorskiej Amazonii, stąd też między innymi nasz przystanek w tym miasteczku przed wyprawą do „Oriente”.  Baños leży u podnóża czynnego wulkanu Tungurahua. To właśnie tu znajduje się słynna bazylika, której patronką jest Matka Boża od Świętej Wody (Virgen de Agua Santa), czczona nie tylko w Ekwadorze ale również w innych krajach Ameryki Południowej. Oprócz wód termalnych Baños znane jest z atrakcji sportowych takich jak rafting czyli spływ pontonami po rzece, canopy czyli przelot na linie nad kanionem, canyoning czyli wspinaczka po wodospadach,  puenting czyli skoki na bungee.

To, że będąc z Baños odwiedziliśmy Basilica de la Virgen de Agua Santa (Bazylikę Dziewicy od Świętej Wody) nie dziwi, w końcu to jeden z najważniejszych obiektów architektonicznych i sakralnych całego kantonu. Jej budowa związana jest z licznymi cudami w miasteczku i okolicach oraz wolą Matki Bożej objawiającą się mieszkańcom miasteczka. Budowa trwała 40 lat, od 1904 do 1944 roku. Bazylika położona w centrum miasta, zbudowana jest w stylu gotyckim na planie prostokąta z trzema nawami. Świątynia jest bogato zdobiona kamieniami wulkanicznymi. Na jej ścianach można podziwiać kolekcję malowideł opisujących i upamiętniających okoliczne cuda Dziewicy od Świętej Wody. Dekoracje, obrazy i płótna na ścianach zostały wykonane przez księdza Enrique Mideros z prowincji Imbabura.

Świątynia służyła także jako schronienie dla mieszkańców podczas licznych erupcji wulkanu Tungurahua. Ludzie szukający w niej schronienia zawsze wychodzili obronną ręką z niebezpieczeństwa i przeżywali nawiedzające miasteczko katastrofy.

Będąc w  Baños de Agua Santa, nie sposób pominąć cieszących się niesamowitą popularnością wód termalnych. Blisko naszego hotelu (nocujemy w hotelu Volcano) znajduje się kompleks zawierający cztery baseny: trzy na piętrze z ciepłą i lodowatą wodą oraz jeden na parterze z bardzo gorącą wodą. Nie wiem dlaczego, udajemy się do oddalonego od centrum miasta starszego kompleksu wód termalnych. Tam wszystkie baseny znajdują się na jednym poziomie z pięknym widokiem na okoliczne góry. Na terenie obu kompleksów obowiązują stroje oraz czepki kąpielowe (czepki można kupić na miejscu). Warto mieć ze sobą klapki do spacerów między basenami. Rzeczy na przebranie, plecaki oraz wszelki ekwipunek zostawiamy w zamykanych szafkach.

Na basenach nie ma tłoku, naszymi współtowarzyszami są tylko tubylcy. Bardzo często słyszymy ich ciche uśmieszki, kiedy patrzą na naszych owłosionych panów. Myślę, że wśród turystów dużo bardziej popularne są termy w mieście, na zewnątrz których, pod rwącym górskim strumieniem znajduje się punkt widokowy. Tam docieramy wieczorem, gdy strumień jest podświetlony. Na termach spędzamy kilka przyjemnych godzin.

Zwiedzanie, relaksowanie się w wodzie, no i finalnie naprawdę chce się jeść. Tuż po przyjeździe pierwsze kroki skierowaliśmy na miejscowy market, aby zaopatrzyć się na hotelowe posiadówki.  Z restauracji polecam Bambu Steak House przy ulicy Eloy Alfaro, gdzie zjedliśmy smaczny posiłek.

Będąc w Baños nie sposób pominąć okolic z wodospadem Pailón del Diablo (Kocioł Diabła), położonym ok. 18 km od miasteczka. Ponieważ mamy wypożyczony samochód, poruszanie się po okolicy nie sprawia nam trudności. Podjeżdżamy na parking, a stamtąd pieszo ok. 30-40 min, aż pod sam wodospad, który mierzy 80 m wysokości. Aby do niego dotrzeć poruszamy się wyznaczoną kamienistą ścieżką pośród pięknych orchidei, hortensji i innej roślinności charakterystycznej dla strefy przejściowej między Andami a Amazonią. Po przybyciu na miejsce znajdujemy okazały budynek z barem, gdzie podobno można kupić bilety. Może to nie w tym barze. Niestety zagapiliśmy się i jesteśmy ubożsi o dotarcie schodkami na punkt widokowy, z którego można podziwiać cel  podróży, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Został nam widok z boku, a w głowie spory szum spadającej wody.

Będąc poza miasteczkiem, część z nas (tylko jeden facet się odważył) nie odmawia sobie zabawy na canopy. Dzięki niej możemy dostać się na drugi brzeg rzeki Pastazy. Za 10$ od osoby zostajemy ubrani w kaski, zapięci w specjalną uprząż, zawieszeni w pozycji poziomej na linach i po chwili lecimy nad wąwozem w stronę niedużego wodospadu na drugim brzegu.  Wrażenie niesamowite, szczególnie gdy z dość znaczną prędkością zbliżamy się do końca podróży ograniczonego pionową skałą. Warto odważyć się  na canopy nawet jeśli ktoś ma trochę obaw.

Po uwolnieniu z uprzęży czekamy na resztę odważnej grupy i już razem wyruszamy w drogę powrotną w tzw. terabicie czyli koszyku, który zawiezie nas, także na linie, na druga stronę.

Baños i okolice  to faktycznie „brama” do Amazonii, po pustym (choć niezwykle uroczym) krajobrazie Andów, cały dzień towarzyszy nam bujna roślinność.

Podróż, listopad 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *